Motel 6

 :: TOPEKA :: OBRZEŻA

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Motel 6

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Paź 22, 2012 7:30 pm

Mały, obskurny, ale za to tani. Taki typowy motel na godziny, większość klientów nie bawi tu dłużej ze swoimi... towarzyszkami.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 39
Join date : 20/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Paź 22, 2012 7:42 pm

Sam siedział w tym motelu już drugi dzień, usiłując rozwikłać jedną z zagadek. Zdaje się, że znów chodzi o wampiry. Te kreatury zdają się ostatnio mnożyć na potęgę...
I jeszcze w dodatku Lucyfer, nawiedzający go w snach. Co prawda, zdarzyło się to dopiero po raz pierwszy, ale i tak było dość... niepokojące.
Piękny eufemizm.
Czerwony, migający neon świecił denerwująco w oczy, mimo zasłoniętych okien. Wielka, czerwona, świecąca i soczysta szóstka. Sam miał wrażenie, że wypaliła mu się już na siatkówce. Razy trzy, bo cholerstwo mrugało, chcąc teoretycznie zachęcić przejeżdżających pobliską stanówką, potencjalnych klientów.
Z pokoju obok dobiegało jakieś dzikie sapanie i ewidentnie udawany orgazm. Cóż, panna wyraźnie chciała zarobić na chleb...
Sam wreszcie zamknął laptopa i odchylił się gwałtownie na krześle stwierdziwszy, że nie da rady już dzisiaj więcej zrobić. Nie bez jakiejś pomocy.
Przydałby się Dean... - pomyślał.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 39
Join date : 20/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by † Castiel † on Pon Paź 22, 2012 7:57 pm

/z centrum handlowego x2/

Z cichym łopotem skrzydeł Castiel zmaterializował się w motelowym pokoju, wynajmowanym aktualnie przez Sama. Wbrew swemu nawykowi, nie pojawił się w jego przestrzeni osobistej, lecz przy stole, w części kuchennej pokoju. Na rękach wciąż trzymał szczeniaka w czerwonej obroży, zaś smycz, karma i piłka pojawiły się obok niego na stole.
-Sam. - przywitał się lakonicznie anioł, schylając się i stawiając psa na ziemi. Następnie wyprostował się sztywno i zlustrował pokój wzrokiem w poszukiwaniu starszego Winchestera. Enochiańskie symbole, które wypalił na żebrach obu braci uniemożliwiały mu zwykłe zlokalizowanie Deana i niestety musiał zdawać się na zmysły swego naczynia.
-Gdzie jest Dean? - zapytał, zaniepokojony, podchodząc kilka kroków w stronę Sama i ani słowem nie wyjaśniając obecności psa, który właśnie rozglądał się po pokoju.
avatar
† Castiel †

Liczba postów : 81
Join date : 21/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Gość on Pon Paź 22, 2012 8:07 pm

I znów się gdzieś przenosili. Tragiczne uczucie. Ciężko powiedzieć czy Riley kiedykolwiek się do niego przyzwyczai. Nie czuł się pewnie gdy jego nowy właściciel w pierwszej chwili postawił go na ziemi, ale nie byłby sobą gdyby w końcu nie zaczął się rozglądać. A wszystko tu pachniało podejrzanie. Chwilę później zrozumiał dlaczego ten zapach go niepokoił. Trafił do kolejnego Łowcy. I nie ma jak stąd uciec. Będzie musiał ze wszystkich sił zachowywać się jak prawdziwy szczeniak, bo inaczej źle z nim. Między innymi dlatego podszedł do Sama i powąchał jego nogawkę. Pachniała źle. Niebezpiecznie. Pachniała demonem. W co ja się wpakowałem? Zapytał sam siebie, starając nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Nawet zamerdał ogonem spoglądając na drugiego mężczyznę. Musiał zachowywać się jak głupiutki szczeniak, to teraz najważniejsze.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Paź 22, 2012 8:19 pm

- Cass! - ucieszył się Sam. W końcu, jak by nie patrzeć, dawno się nie widzieli. A Sam naprawdę potrzebował w tym momencie jakiejś życzliwej duszy. Jakiejkolwiek. Choćby i anielskiej.
Pominął w myślach kwestię, czy anioły mają duszę.
- Dean jest... eee... Nie wiem. - odpowiedział z zakłopotaniem. - Ostatnio jakoś... postanowiliśmy popracować trochę oddzielnie. Co cię do mnie sprowadza?
I w tym momencie zauważył psa w rękach Castiela. Oczy o mało mu nie wyszły z orbit.
- Masz psa. - stwierdził. - Skąd masz psa? I po co ci on? Zamierzasz sprawdzać, jak to jest być człowiekiem ze szczęśliwą rodziną, albo choćby namiastką rodziny?
Sam nie miał pojęcia, że to skinwalker. Ostatecznie, był tylko człowiekiem, nie posiadał żadnego szóstego zmysłu...
...znów ta szóstka...
...i nie potrafił z miejsca rozpoznać w nim nadnaturalnego stworzenia. Pies, to pies. Tym bardziej, że Sam jeszcze nie zdążył się zetknąć z żadnym skinwalkerem. A nawet, jeśli, to nie miał o tym pojęcia.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 39
Join date : 20/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by † Castiel † on Pon Paź 22, 2012 9:08 pm

-Myślałem, że Dean będzie z tobą. Nie odbierał swojego telefonu. - odpowiedział anioł, marszcząc lekko brwi w wyrazie niepokoju i zatroskania. Zmartwił się, że Dean może być w niebezpieczeństwie. Wcześniej ta myśl nie przyszła mu do głowy, gdyż założył, że bracia są razem. Spokojny głos sama w telefonie uśpił jego czujność.
Kolejne pytanie Sama wybiło go nieco z toku rozmyślań. Castiel przeniósł spojrzenie na zwierzę i przypomniał sobie, po co tak właściwie potrzebni mu byli bracia Winchesterowie. Z zakłopotaniem przestąpił z nogi na nogę, chwilę uciekając wzrokiem po podłodze, nim podniósł go z powrotem na Sama.
-Widziałem, że jest ludzkim zwyczajem, by nakarmić samotne szczenię psa i rzucić mu piłkę. - wytłumaczył, obracając się i spoglądając na karmę oraz niebieską, gumową piłkę, leżące na stole w części kuchennej.
-Jednak obawiam się, że do tego może być potrzebna kobieta lub dziewczynka. - dodał, wyjaśniając ze skrępowaniem, coraz mniej pewny, że właściwie zinterpretował obejrzany program.
avatar
† Castiel †

Liczba postów : 81
Join date : 21/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Gość on Pon Paź 22, 2012 9:14 pm

Gdyby Riley mógł przewrócić teraz oczami to pewnie by to zrobił. Jak to po co jest komuś pies? Żeby się nim zajmować i mieć przyjaciela. Widać ten nowy był równie tępy jak jego Pan chwilami.
Dalej jednak wąchał wszystko w pokoju od czasu do czasu merdając ogonem. Kiedy Castiel wspomniał o jedzeniu do Riley'a dotarło jak bardzo jest głodny. Zaraz więc podbiegł do stołu gdzie stała karma i zaczął skakać, pokazując, że chce jeść. Spojrzał na obu mężczyzn, przekrzywiając łebek. Po co dziewczynka lub kobieta? Skoro kupił karmę to może mu ją dać. Chyba nie chcieli go karmić mlekiem z cycka? Był już duży, zresztą zbyt by się krępował. Naprawdę dziwni ludzie. Wrócił więc do prób doskoczenia do jedzenia.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Paź 22, 2012 10:01 pm

Sam spojrzał na Castiela, lekko skrępowany. Stosunkowo świeża sytuacja między nim, a Deanem nie pozwoliła jeszcze do końca zaleczyć ran wściekłości. Trudno mu było jednak nawet przed samym sobą przyznać, że brakuje mu brata. Tak jednak będzie lepiej. Dla nich wszystkich. –Jakiś czas nie kontaktowałem się z nim. Musisz próbować dalej.- wzruszył lekko ramionami i odwrócił wzrok. Akurat natrafił na tą cholerną, migającą wściekle szóstkę. Miał ochotę rzucić w niż czymś ciężkim, żeby przypadkowo pękła i przestała wywoływać epilepsję na źrenicach. Wstał więc, lekko poirytowany i zrobił kilka kroków po pomieszczeniu. Odgłosy zza ściany ucichły. Najwyraźniej nowożeńcy zrobili swoje i panna młoda odjechała z należytą zapłatą. Może w końcu będzie miał chwilę na oczyszczenie umysłu. Zasłony w oknach były przeźroczyste i za krótkie. Czerwone światło wygrywało. Cholera.
-[]Wziąłeś czyjegoś psa z ulicy?[/b]- w sumie mógł się tego spodziewać. Jednak. Co wzbudziło w aniele nagłą empatię i pokusiło go do zabrania szczeniaka ze sobą? Wydawało się to naprawdę dziwne. Spojrzał więc z niedowierzaniem, marszcząc brwi na skaczącego wokół stołu, łaciatego szczeniaka. Uroczy. Musiał to przyznać. Zawsze chciał mieć psa. To też musiał przyznać. Wziął się jednak w garść. Nie zamierzał chyba rozczulić się tutaj do łez. Pokręcił głową, słysząc słowa Castiela. Typowe. –Skąd masz te rzeczy? Nie mów mi tylko, że też zabrałeś.- bo że kupił, to chyba nigdy nie uwierzy. Przecież Cas nie wie jak się posługiwać pieniędzmi, ani czy dolar ma mniejszą wartość niż tysiąc dolarów. Podszedł do psa, wypuszczając ciężko powietrze z płuc. Chwycił woreczek z karmą i wysypał małą garść ziarenek na podłogę. Może pies nie był za mały, żeby to zjeść? Poszedł do kuchni i nalał w jakiś pojemnik trochę wody, podstawiając ją pod nos zwierzęciu. –Co masz zamiar teraz z nim zrobić?- mimowolnie zaczął turlać niebieską zabawkę po stole.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 39
Join date : 20/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by † Castiel † on Wto Paź 23, 2012 2:21 pm

Cas przekrzywił głowę, zdziwiony reakcją Sama. Tak samo przecież postąpiła dziewczynka w programie, który anioł oglądał. Sam powinien więc chyba o tym wiedzieć, skoro należało to do ludzkich zwyczajów? Albo, niestety, Castiel znów popełnił jedną ze swoich gaf.
-Ja...to pies przyszedł do mnie. - odparł anioł, krzywiąc się lekko i nie wiedząc już czy Sam z niego żartuje, czy rzeczywiście czegoś nie zrozumiał. -Poprosił o pomoc w sposób, w jaki czynią to zwierzęta Sam. A widziałem w programie, że w takich sytuacjach ludzie mają w zwyczaju zabrać psa do domu, dać mu pożywienie i rzucić mu piłkę. - powtórzył zmieszany, kręcąc głową czy to nad sobą czy też nad Samem.
-Odnalazłem sklep, w którym ludzie zdobywają owe przedmioty i wziąłem je stamtąd. - wyjaśnił spokojnie, nie rozumiejąc co miałby innego zrobić, poza "zabraniem" ich stamtąd. -Czy nie do tego służą sklepy? - zdziwił się, bo tego nauczyło go dotychczas doświadczenie. Winchesterowie również zaopatrywali się w potrzebne im rzeczy oraz produkty spożywcze w różnego rodzaju sklepach. Castiel nie rozumiał więc tonu, jakim Sam zadał ostatnie pytanie. Dlaczego on, jako anioł choć w naczyniu człowieka, nie miałby postąpić podobnie? Powiódł wzrokiem za Samem, gdy ten otworzył paczkę i rozsypał psie pożywienie na podłodze. Uniósł lekko brwi, zdziwiony, że jednak nie potrzeba było do tego dziewczynki bądź kobiety. Ludzkie zwyczaje były takie mylące!
-Dean wyłączył mi dalszą część programu. -odparł Cas, spoglądając na sama w swój zwykły, przenikliwy i szczery sposób. -Ale ty wiesz co dalej zrobić z psem, prawda? - zapytał, chcąc się upewnić, że na pewno nie była to wiedza tajemna, dostępna jedynie ludzkim osobnikom płci żeńskiej. Skrępowany całą tą sytuacją i swoim kolejnym niepowodzeniem w pojęciu ludzkich tradycji, Castiel wyjął telefon z kieszeni płaszcza i tak jak go tego nauczyli Winchesterowie, wybrał numer Deana. Zwierzę mogło odwrócić uwagę anioła od ważniejszych spraw, jednak nie na długo. Troska o starszego z braci nieustannie towarzyszyła Castielowi, niezależnie od jego innych zajęć. Zaniepokojony wcześniejszymi słowami Sama, miał nadzieję, że usłyszy głos Deana w owym niewielkim urządzeniu zwanym telefonem komórkowym.
avatar
† Castiel †

Liczba postów : 81
Join date : 21/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Gość on Wto Paź 23, 2012 2:35 pm

Riley tylko pośrednio zwracał uwagę na to o czym mówili mężczyźni. Sprawy dorosłych nigdy go nie interesowały. A już na pewno nie zaprzątał sobie nimi głowy w ciele psiaka. Od razu rzucił się na jedzenia gdy większy z mężczyzn mu je rozsypał. Jakie to dziwne, że gdy spróbował tego jako człowiek wydało się obrzydliwe, ale jako pies je uwielbiał. Jadł chrupiąc swoimi małym i ząbkami, podczas gdy Castiel i Sam żywo dyskutowali. Ale jedzenie było teraz ważniejsze. Bo tak naprawdę to nie jadł właściwie od rana. Miał prawo umierać z głodu.
Już najedzony podszedł do miski i swoim mały różowym językiem szybko chlipał wodę. Nauczył się już, że inaczej karma będzie mu leżała na żołądku i będzie go bolał brzuch. Dopiero wtedy ponownie rozejrzał się po pokoju. W jego oczach można było zobaczyć nową energię. Obszedł pokój kilka razy dookoła i cóż stwierdził, że chyba musi iść za potrzebą. Rozejrzał się dookoła szukając jakiejś szmaty czy gazety. Nic nie zauważył. A mężczyźni wydawali się zbyt zajęci. Chyba czas na stary myk. Podszedł do drzwi i usiadł przed nimi piszcząc i skomląc. Może któryś zrozumie o co mu chodzi. W końcu musiał dosłownie na sekundę, potem jak wróci pójdzie spać. To chyba nie był kłopot?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Mistrz Gry on Wto Paź 23, 2012 8:58 pm

Po Castielu, który na oglądał się różnych dziwnych programów telewizyjnych, puszczonych na oślep przez Deana, gdy ten akurat nie miał czasu zajmować się skrzydlatym przyjacielem, można było spodziewać się wszystkiego. Jednak Sam nigdy nie oczekiwał, że Anioł wpadnie na aż tak głupi pomysł, jak kradzież czyjegoś pupila. Bo mały nie wyglądał na zaniedbanego, czy wychudzonego. Miał błyszczącą sierść i okrągły brzuszek. Pytanie tylko- skąd Cass mógł go zabrać i czy zamierza go zwrócić. Bo mimo iż młodszy z braci Winchester od zawsze chciał mieć psa, wiedział, że nie może sobie na niego pozwolić. Nie przy jego nieustającym w niebezpieczeństwa trybie pracy. –Czyli od tak zabrałeś ze sobą zwierze, które do Ciebie podeszło? - pokręcił głową z niedowierzaniem. Dean pewnie już dawno wystawiłby szczeniaka za drzwi motelu i kazał spieprzać. Ani Sam, ani Cass nie mieliby wtedy nic do gadania. Jednak nie było go tu. Musieli więc wymyślić jakieś ludzie rozwiązanie na pozbycie się ciężaru. –Wziąłeś? I oczywiście nie zapłaciłeś.- pokiwał głową, jakby samemu sobie odpowiadając. Oczywiście, że tak. Przecież on nie miał przy sobie pieniędzy. Bo po co? Anioły nie jedzą, nie śpią, nie mają potrzeb. A ubranie, w którym chodzi magicznie się nie zużywa. A gdy już tak się stanie, za chwile wygląda jak nowe. Bardzo oszczędnie. W przeciwieństwie do Winchesterów. W luksusach to nie żyli. Lecz nie o to w ich życiach chodziło. Przynajmniej po części, bo Sam chciałby kiedyś żyć jak normalny człowiek, martwiący się rachunkami, a nie apokalipsą.
Westchnął ciężko, patrząc na skrzydlatego. Nie miał pojęcia co teraz zrobić. Pokręcił głową z dezaprobatą. – Castielu, musimy go zwrócić właścicielom.- powiedział, z założonymi na biodrach rękoma, spoglądając raz na Anioła, raz na kręcącego się pod nogami psiaka. Lecz wtedy zauważył, że skrzydlaty wyjmuje z kieszeni swojego stylowego prochowca telefon. I domyślił się do kogo dzwoni. Dean. Podszedł więc do niego i wyjmując komórkę z jego zimnej dłoni, rozłączył się. –Poradzimy sobie bez niego. Jest raczej zajęty.- i miał tu na myśli nie polowanie, jak powinno być, a topienie smutków w alkoholu i zaliczanie kolejnych uroczych kelnerek, jak to miał w zwyczaju. Potem zorientował się, że szczeniak gdzieś zniknął. Rozejrzał się więc dookoła, szukając go wzrokiem. I zobaczył go. Siedzącego pod drzwiami. Dziwne. Tak małe psy zazwyczaj nie wiedzą, że aby się załatwić muszą wyjść na dwór. Kolejny argument, potwierdzający tezę, iż psiak jest czyjś. –Castiel, weź swojego pupila na dwór. Musi się załatwić.- podszedł do stolika i zgarnął z niego obrożę i smycz, po czym wręczył ją towarzyszowi. –A ja przez ten czas spróbuję dodzwonić się do brata.- to oczywiście było kłamstwem. Jednak Castiel miał o tym nie wiedzieć. Przynajmniej na razie.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 39
Join date : 20/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by † Castiel † on Sro Paź 24, 2012 12:19 pm

Castiel pokręcił głową, skonsternowany, słysząc komentarze Sama. Więc jednak. Najwyraźniej znów wykazał się zupełnym niezrozumieniem dla ludzkich zwyczajów i mimo swych dobrych chęci, postąpił niewłaściwie. Żachnął się, nieco obrażony i obrócił głowę, odwracając wzrok od młodszego Winchestera. Funkcjonowanie na Ziemi było trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Denerwowało go, że on, anioł pana, żołnierz niebiańskiego Garniozonu, musi borykać się z takimi problemami i znosić złośliwie komentarze i spojrzenia Winchesterów. Odnośnie zwracania psa właścicielom, Cas spojrzał tylko krótko na Sama i kiwnął głową, nie mając wobec tego większych obiekcji. Nie planował niczego szczególnego wobec psa. Chciał po prostu postąpić zgodnie z ludzkimi zwyczajami, może zaimponować tym odrobinę braciom. Nie wiedział dlaczego. Nie musiał im imponować takimi absolutnie nieistotnymi sprawami. Anioł poczuł się głupio i ściągnął usta, niezadowolony, że w ogóle przyszło mu do głowy, by zwrócić uwagę na zwierzę.
Jednak gdy Sam podszedł do niego i wyjął mu telefon z rąk, Castiel zmarszczył brwi i spojrzał na niego zdezorientowany. Dean nie odpowiadał na telefony od Castiela, czy to nie był wystarczający powód, by rozważyć możliwość, iż starszy Winchester był w niebezpieczeństwie? Jednak gdy Sam zapewnił go, że sam zadzwoni do Deana, Cas uspokoił się i zaakceptował taką kolej rzeczy. Oczywiście uwierzył Samowi. Bo i dlaczego miałby tego nie robić? Ponownie skinął głową, po czym trzymając w rękach smycz podszedł do drzwi i otworzył je, wypuszczając psa na dwór i wychodząc za nim z pokoju. Przypięcie smyczy do obroży zwierzęcia nie przyszło mu do głowy. Niestety, nikt mu tego nie pokazał, a Sam zapomniał go o tym poinformować. Zamknął za sobą drzwi, wychodząc na chłodne, nocne powietrze. Oczyścił swój umysł z niepotrzebnych rozmyślań i dziwnych odczuć, po czym rozejrzał się za szczeniakiem.
avatar
† Castiel †

Liczba postów : 81
Join date : 21/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Gość on Sro Paź 24, 2012 12:34 pm

Skoro Sam uważał Riley'a za zadbanego to zdecydowanie nie widział go w ludzkiej postaci. Wtedy nie wyglądał już tak dobrze, szczupły i jakby zabiedzony. No ale miał nadzieję, że nie będzie musiał im pokazywać swojej prawdziwej twarzy. Zresztą, nie miał ubrań a stanie przed dwójką dorosłych facetów nago, zakrawało o zboczenie.
Zamerdał ogonem gdy Castiel otworzył mu drzwi i od razu poszedł szukać kawałka trawnika. Załatwienie potrzeb fizjologicznych nie trwało długo. Zaraz zatem wesoło poszczekując znalazł się z powrotem przy nogach Cassa. Który dalej trzymał smycz. Albo nie wiedział ze trzeba ją przypiąć, albo wiedział, że Riley ich nie znosi. Widząc, że Castiel zwraca na niego uwagę, spojrzał na niego słodko jakby prosił go o nie wyrzucanie. Bo przecież nie miał innych właścicieli. Nie miał nawet psiej mamy. Więc Ktoś musiał mu ją zastąpić.
I nie lubił tego drugiego. Niby go nakarmił, ale chciał go oddać. I krzyczał na jego nowego Pana i to że go przygarnął. Tak nie wolno.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Mistrz Gry on Sob Paź 27, 2012 3:54 am

Sam połaził chwilę po pokoju z telefonem przy uchu, na wypadek, gdyby Castiel widział go przez okno. Właścwie, to nawet miał nadzieję, że Castiel go zobaczy, wtedy będzie miał "dowód" na to, że Sam faktycznie "próbował się dodzwonić" do brata. Krążył więc jak najbliżej okna. Wreszcie, kiedy uznał, że dość już tego cyrku i nie należy przedobrzyć, wyszedł na dwór, upewnił się, że Cas go widzi, odsunął komórkę od ucha i wcisnął czerwoną słuchawkę.
- Nie odbiera. - oświadczył. W to chyba można uwierzyć? Na pewno można, w końcu Dean zwykle uciekał od problemów i potrafił miesiącami nie odbierać telefonu od kogoś, z kim się pokłócił, miał do niego pretensje albo z innych powodów nie chciał z nim gadać.
Schował komórkę do kieszeni i spojrzał na szczeniaka, kręcącego się przy nogach anioła.
- Nie możesz go zatrzymać. - powtórzył to, co już wcześniej mówił, tylko nieco innymi słowami. - I wiem, do czego zmierzasz. - spojrzał znów na Castiela z rozbawieniem. - Chcesz, żebym ja się nim zajął. Ale nie mogę. - pokręcił głową. - Nie mogę, bo jak ja niby mam się zajmować psem, kiedy poluję? To niemożliwe, poza tym, przy mnie może mu się coś stać. A takiemu szczeniakowi trzeba poświęcić dużo czasu i uwagi. Albo oddaj go właścicielom, jeśli ich znajdziesz, albo do schroniska. Albo wywieś po mieście ogłoszenia, że masz pięknego, kochanego szczeniaka do oddania, na pewno ktoś się zgłosi.
Czuł się dziwnie, mówiąc Castielowi to wszystko. Jak zresztą za każdym razem, kiedy musiał mu tłumaczyć oczywistości. I czasem łapał się na tym, że o niektórych rzeczach mu nie powiedział, bo zwyczajnie nie wpadł na to, że trzeba aż tak łopatologicznie podchodzić do anioła. Niby Sam powinien się do tego przyzwyczaić, ale i tak czuł się dziwnie, ucząc tak potężną istotę. I to rzeczy tak błahych.
- Chyba, że chcesz go zatrzymać? Ale moim zdaniem to zły pomysł. Raczej przeszkadzałby ci w walce tam, na górze. - ruchem głowy wskazał niebo.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 39
Join date : 20/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by † Castiel † on Pon Paź 29, 2012 11:02 am

Widząc, że pies nigdzie nie ucieka, Castiel spojrzał w okno, zauważając Sama z telefonem przy uchu. Przyglądał się chwilę, jak łowca naciska przycisk urządzenia i wychodzi na zewnątrz. Kiwnął tylko głową, gdy Sam poinformował go o tym, że Dean nie odbiera. Cas uwierzył w to, bo w końcu niedawno sam próbował się skontaktować ze starszym Winchesterem przy pomocy komórki - również bezskutecznie. Jednak w przeciwieństwie do Sama, Castiel wcale nie był tym faktem uspokojony. Głos Deana prawie zawsze pojawiał się w urządzeniu, kiedy Castiel próbował się z nim połączyć. Dlatego anioł tylko połowicznie słuchał słów sama, brzmiących niemalże jak wykład, na temat szczeniaka. Martwił się o Deana o wiele bardziej, niż o psa. I nie rozumiał, dlaczego sam zdawał się okazywać coś zupełnie przeciwnego.
-Sam! - przerwał łowcy, odzywając się nieco ostrym tonem. -Dean nie odbiera od kilku godzin. Powinniśmy sprawdzić, czy nie potrzebuje pomocy!
Powiedział stanowczo, wyciągając rękę ze smyczą i wkładając ją Samowi w dłonie. Nie spuszczał spojrzenia zimnych, niebieskich oczu z Sama, niemalże przeszywając nim łowcę na wylot. Był to rodzaj nagany ze strony anioła.
-Skoro cię to nie interesuje, przynajmniej zajmij się zwierzęciem. - powiedział ostro, chyba nawet ostrzej, niż zamierzał. Następnie zaś rozwinął swe niewidzialne skrzydła i zniknął, odlatując z cichym łopotem.


/zt ale wrócę ;)/


Castiel
I love pasta. These make me very happy
[You must be registered and logged in to see this image.]

avatar
† Castiel †

Liczba postów : 81
Join date : 21/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Gość on Pon Paź 29, 2012 1:32 pm

Moment, moment jakie oddać? To naprawdę się nie podobało Riley'owi. Gdzieś w połowie Samowej tyrady podszedł do Sama i próbował ugryźć go w kostkę na swój znak protestu. No bo jak to tak? Jak można wyrzucić kogoś takiego jak on? Nie rozumiałco prawda o co im chodzi z tym trzecim chyba mężczyzną, ale obaj wyglądali na przejętych. No w każdym razie na takiego wyglądał jego Pan. Żeby go pocieszyć podszedł do niego i spojrzał mu w oczy, miał nadzieję że pocieszająco, jakby dawał do zrozumienia, że rozumie jego problem.
I Riley na pewno nie chciał żeby ten drugi się nim zajął. Pierwsze wrażenie było dobre ale przy drugim podejściu zawalił na całego. Bardzo się zszokował gdy Castiel znów zniknął. Kim on był go cholery, że mógł tak robić. Chwilę się pokręcił cicho wyjąc jakby liczył, że ten tylko się schował. Ale nie zostawił go z Samem i Riley'owi się to nie podobało. Spojrzał na drugiego mężczyznę z tęsknotą w oczach.
Po czym ruszył w stron\ę drzwi jakby liczył, że tam schował się mężczyzna, mimo iż znał prawdę. Ale musiał zachowywać się odpowiednio, do tego robiło mu się zimno. Kilka razy poskrobał łapką w drzwi jakby liczył, że w ten sposób się otworzą. Jedno było pewne - nie da się wyrzucić ani oddać.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Paź 29, 2012 6:12 pm

Sam popatrzył na Castiela lekko zbity z tropu, kiedy ten mu przerwał. No, faktycznie nie martwił się o Deana. Może można to było jakoś lepiej rozegrać, żeby przekonać anioła do tego, że nie, nie należy wzywać jego brata i w ogóle się nim przesadnie interesować w tym momencie. Jeśli Cas koniecznie chciał, to proszę bardzo, nich go sobie niańczy, ale Sam nie miał w tym momencie ochoty go widzieć i słyszeć. Naprawdę musiał od niego odpocząć.
- Cas... - wydukał, ściskając wepchniętą mu w rękę smycz. - Dean na pewno sobie radzi, nic mu nie jest. Znasz go...
Jednak anioł już zniknął, zostawiając łowcę sam na sam ze szczeniakiem. Który, swoją drogą, zaczynał się robić irytujący, skoro próbował pogryźć go w kostki, a teraz drapał w drzwi.
Sam westchnął, patrząc na niego bezradnie.
- I co ja mam niby z tobą zrobić? - zapytał. Po chwili jednak otworzył drzwi, wpuszczając go do środka. Sam też wszedł za nim, nalał mu wody do miski i postawił ją w kącie.
- Zajmij się sobą w takim razie. Ciekawe, swoją drogą, komu uciekłeś...?
Usiadł do komputera i zaczął przeszukiwać ogłoszenia o zaginionych psach w okolicy. Przynajmniej na chwilę oderwie go to od pracy. I od myśli o Deanie, które teraz zaszczepił mu Castiel.
Nie znalazł jednak nic na temat tego konkretnego psa.
- Hm. - mruknął. - Wygląda na to, że albo ktoś wyrzucił cię z domu, albo jesteś zwyczajnie bezpańskim psem. I należysz teraz do Castiela. - parsknął śmiechem. - Toście się dobrali: dwoje dzieci...
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 39
Join date : 20/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Gość on Pon Paź 29, 2012 8:18 pm

Kiedy wreszcie doczekał się wejścia do pokoju cóż zaczęł się kręcić udając że szuka Castiela. Zajrzał nawet do łazienki. Swoją drogą był ciekawy tego Deana o którego tak bardzo się martwili. Może liczył na pokrewną duszę, skoro z rozmowy wynikało że wpada często w tarapaty? W każdym razie kiedy skończył obchód mieszkania zwyczajnie przypomniał sobie że mu zimno i miał iść spać.
Wtedy to też Sam wpadł na rzecz oczywistą. No raczej, że jest bezpańskim psem. Znaczy teraz już nie, bo miał swojego Pana. I widać będzie go musiał dużo nauczyć, bo mimo własnych umiejętności, nie wiedział nic o wychowywaniu psa.
Pozyskawszy tą jakże ważna informację Riley zawziął się w sobie chcąc wskoczyć na wysokie łóżko lub chociaż zdjąć z niego koc. Jak mu szło? Cóż wyobraźcie sobie jakie szanse na taki manewr ma kilkunasto centymetrowa kulka. No właśnie.
Usiadł w końcu zmęczony wysiłkami i spojrzał na Sama. Przy okazji ziewnął chcąc dobitniej pokazać o co mu chodzi. Naprawdę porozumiewanie się w innymi ludźmi w tej postaci to katorga.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Paź 29, 2012 8:51 pm

Sam przyglądał się, jak Riley usiłuje wdrapać się na łózko. Miał mocne postanowienie postawienia szczeniaka z powrotem na podłodze, gdyby mu się jakimś cudem udało osiągnąć cel. Ale mu się nie udało. Ani koca też nie ściągnął. I bardzo dobrze, bo zostałby mu zabrany.
- Masz dywan. Wystarczy ci. - powiedział.
Zastanowił się chwilę. Naprawdę, nie mogło być tak, żeby on, czy Castiel zajmowali się tym psem. Było to zwyczajnie niemożliwe, w obu przypadkach. A teraz jeszcze Cas gdzieś poleciał, zostawiwszy go z tym futerkowym problemem na głowie. Przynajmniej nakarmionym, wysiusianym i napojonym. Można teraz spokojnie...
Oddać go w dobre ręce.
- Chodź, mały. - powiedział, zaczepiając psu smycz. - Idziemy.
Wyprowadził zwierzaka z pokoju i ruszył w stronę domków jednorodzinnych, stojących niedaleko motelu. Rozglądał się za jakimś ładnym domem z dużym ogrodem, żeby pies miał gdzie biegać. No i - oczywiście - za mieszkającymi tam ludźmi, którzy nie wyglądaliby na pożeraczy małych piesków.
Po dłuższych poszukiwaniach wreszcie znalazł. Spokojna, miła i szczęśliwa rodzina z córeczką, na oko, mniej więcej dziesięcioletnią. Sielska atmosfera, cudowna rodzina... jak z obrazka. Nic, tylko psa brakuje.
- Chcesz mieć prawdziwy dom? - zapytał psa. - Na pewno. Inaczej nie przypałętałbyś się akurat do Casa. Ale źle wybrałeś, niestety. Tu ci będzie lepiej.
Wziął szczeniaka na ręce i wcisnął dzwonek. Po chwili otworzył mu pan domu. Nieco zdziwiony i z wyraźnym pytaniem w oczach.
- Eee... Dzień dobry. - powiedział Sam, teraz dopiero zdając sobie sprawę, jak dziwnie wygląda ta cała sytuacja. - Znalazłem psa, błąkał się tu po okolicy. I tak pomyślałem, czy może... eee... nie mogliby go państwo wziąć, przynajmniej na jakiś czas, dopóki nie znajdzie się jego właściciel Wyglądają państwo na dobrych ludzi, a ja zwyczajnie nie mogę go zatrzymać, bo za trzy godziny mam samolot do Tokio. A do schroniska nie chciałbym go oddawać.
Wprawa w wymyślaniu kłamstw na poczekaniu. Zawsze przydatna.
Mężczyzna był zaskoczony, ale po dłuższych namowach i powtórzeniu przez Sama kilka razy śpiewki o Tokio, wreszcie się zgodził. Tym bardziej, że córeczka, widząc Rileya, wpadła w zachwyt i zaczęła gwałtownie szarpać tatusiną koszulę i nogawkę od spodni, prosząc, żeby mogli go zatrzymać. Sam więc wcisnął szczeniaka w ręce tych ludzi i, zadowolony z siebie, ruszył w drogę powrotną do motelu. Pozbył się kłopotu, a Castielowi w razie czego powie, gdzie pies teraz jest i że na pewno mu tam dobrze.
Mężczyzna zamknął drzwi wejściowe i puścił szczeniaka na podłogę, odpiąwszy mu smycz.
- Tylko jeśli znajdzie się jego właściciel, to mu go oddamy. - zapowiedział córce, która i tak go nie słuchała, tylko klapnęła na podłogę z uśmiechem od ucha do ucha i okazywała psu żywe zainteresowanie. To znaczy, głaskała go, przemawiała słodkim głosikiem i mówiła, że już go kocha i na pewno zostaną najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem.
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 39
Join date : 20/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Gość on Pon Paź 29, 2012 9:06 pm

Riley zaczął panikować jak tylko wyszli z hotelu. Zaczął się wyrywać chcąc wrócić do pokoju lub zwyczajnie uciec. Nie sądził, że Sam na serio zrobi mu coś takiego. Pomijając jego skomlenie i piski gdy był przekazywany w obce ręce, spokojnie dało się zauważyć, że psiak nie chce zostać w tym domu. Gdy został postawiony na podłodze od razu zaczął drapać w drzwi ignorując dziewczynkę, która była swoją drogą irytująca z tym słodkim głosikiem.
Ojciec chyba zauważył że coś jest nie tak więc otworzył mu drzwi. I gdy tylko to się stało Riley dał w długą próbując sobie przypomnieć drogę do hotelu. Po ciemku było ciężko, ale dał radę. Kolejny kwadrans drapał w drzwi domagając się uwagi i wpuszczenia do środka. Wyobraźcie sobie minę Sama gdy w końcu drzwi otworzył. A Riley tylko zawarczał na niego i skierował się do łazienki. Tu wziął kilka wdechów zanim zdecydował że to się będzie powtarzać póki nie pokarze prawdziwej twarzy. Problem był jeden - to był łowca. W końcu jednak się przemienił. Chwycił największy ręcznik i owinął się nim szczelnie wracając do pokoju. Musiał wyglądać na zmarnowanego, ale po takich dwóch nockach i dniu, kto by nie wyglądał źle. Zwłaszcza że nie spał i ciągle gdzieś uciekał. Spojrzał na Sama przepraszająco.
-Wybacz, powinienem się pokazać wcześniej. J-ja tylko chciałem... przetrwać.
Spuścił głowę jakby był teraz gotowy na kulkę w łeb, ale może się jej nie doczeka.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Mistrz Gry on Pon Paź 29, 2012 9:23 pm

Sam przez ułamek sekundy stał, zaskoczony i zszokowany. Ale za chwilę instynkt łowcy wziął nad nim górę. Skoczył po swój pistolet, leżący pod poduszką i po chwili już celował w Rileya.
- Przetrwać?! - krzyknął. - W ten sposób chcesz przetrwać?!
Właściwie, jedynym powodem, dla którego od razu nie strzelił, było to, że wcześniej to był słodki szczeniak, a teraz stał przed nim wymizerowany nastolatek z głupią miną i postawą, mówiąca, że przeprasza, że żyje. Nie wyglądał na groźnego. Co prawda, ile razy już różne istoty nie wyglądały na groźne?
Skinwalker. Sam miał przed sobą skinwalkera. I nie zorientowałby się, gdyby ten się przed nim nie ujawnił. Właściwie, łowca nie mógł pojąć, po co to zrobił. To chyba najgłupsza rzecz, jaka mogłaby mu przyjść do głowy!
Był gotów strzelić, jeśli chłopak wykona choćby jeden niewłaściwy ruch.
- Po co do mnie wróciłeś?
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 39
Join date : 20/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Gość on Pon Paź 29, 2012 9:35 pm

Podniósł nieśmiało głowę tylko po to żeby zobaczyć wycelowany w siebie pistolet. Było gorzej niż źle.
-Tylko zimę. W ciągu reszty roku staram się sobie radzić sam. Ale zimy nie dałbym rady przetrwać nie zatrzymując się w jakimś domu.
Wyjaśnił licząc na zrozumienie. Naprawdę starał się nie nadużywać dobroci ludzkiej dłużej niz to było konieczne. Właściwie na te kilka miesięcy dawał im nieco radości. Fakt że potem była rozpacz, dlatego starał się nie wybierać rodzin z dziećmi,
-Nie wróciłem do Ciebie. Powinienem wiać jak tylko wyczułem od Ciebie to dziwne coś, Łowco. Ale ten drugi człowiek.... on jest bezpieczny. A dla kogoś takiego jak ja, bezpieczeństwo to rarytas. Wróciłem do niego.
Westchnął. Nie bardzo wiedział co mógł więcej powiedzieć.
-Nie musisz we mnie celować. Nie jestem groźny. Jako pies umiem pogryźć co najwyżej parę butów. Jako człowiek też nie miałbym większych szans.
I to jest chyba ten moment gdy powinien stąd wyjść, ale nadal miał nadzieję, że Cass wróci i coś zrobi. Nie stało się tak jednak a nie mogąc znieść pistoletu i tej wściekłości na twarzy Sama w ciągu chwili przemienił się z powrotem i uciekł, zastawiając na podłodze ręcznik.
[zt]
Może jeszcze kiedyś na siebie wpadną, będzie ciekawie. Dziękuję za tą jakże dziwną grę

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Go?? on Sro Paź 31, 2012 10:34 pm

\Niewielki park\

Gdy psiak polizał mu rękę Ardura, ten uśmiechnął się delikatnie i podrapał szczeniaka za uchem. Przez dłuższy czas siedział w ciszy i bezruchu, z nieobecnym wzrokiem wbitym w przestrzeń przed sobą, zastanawiał się, co dalej. Na pewno będzie musiał wynająć pokój w jakimś hotelu i w końcu uświadomić skinwalkerowi, że doskonale wie, kim jest i pozwolić mu się przemienić. Ale czego może potrzebować jego towarzysz, aby pozostać na dłuższy czas w ludzkiej postaci? Po przemianie będzie raziła go własna nagość, więc prawdopodobnie trzeba wykombinować skądś ubrania. Jedzenie na dłużysz czas. I trochę gotówki. Zajrzał do portfela należącego do jego naczynia i wyliczył, że znajduje się w nim około stu dolarów. Będzie musiał oszczędzać i kupować ubrania o niskiej cenie.
Poprawił szczeniaka na swojej piersi, wszedł do pustego zaułka i teleportował się do najbliższego motelu. Być może nie był on, jakiejś pierwszej klasy, jednak nie można było nazwać go obskurnym. Szybko wynajął pokój, jak na razie na dwa dni. Wszedł do pomieszczenia, położył szczeniaka na łóżku, owijając go kocem leżącym na meblu, gdyż tutaj nie było szczególnie ciepło. Następnie rozkazał zaczekać Riley'owi i znów teleportował się, jednak tym razem do centrum Torepki. Trochę się naszukał otwartego jeszcze o tej porze sklepu odzieżowego, w którym zakupił bokserki, jeansy, zwykły T-shirt i bluzę. Cztery razy zastanawiał się, czy nie pominął jakiejś istotnej części garderoby, ale nic nie przyszło mu do głowy. W drodze powrotnej zahaczył jeszcze o King Burgera kupując hamburgera obawiając się, że jego mały towarzysz może zgłodnieć w ludzkiej postaci. Wreszcie, zadowolony z siebie teleportował się do Motelu nr 6, gdzie przebywał Riley. Ardur stanął nad łóżkiem, wpatrując się w oczy psa.
- Byłoby bardzo miło, gdybyś mi się przedstawił, skinwalkerze. - odparł, pewnym, acz spokojnym głosem. - Wszystko, co potrzebne masz już w łazience. Oczywiście nie narzucam Ci przemiany.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Gość on Czw Lis 01, 2012 6:49 am

Zaskoczenie Rileya było wielkie gdy wylądowali w pokoju tak podobnym do tego, w którym ostatni raz celowano w niego bronią. A może to był ten sam pokój lub zwyczajnie wszystkie w tym motelu wyglądały identycznie. Grzecznie zaczekał owinięty w koc nie podejrzewając niczego. Dopiero kiedy Ardour pojawił się z ubraniami chłopak zrozumiał, że w jakiś sposób on wie. I mimo to przyniósł go i mu pomógł. To było dużo więcej niż ostatnio.
Spojrzał na mężczyznę po czym złapał w zęby bokserki i w wielkim trudem zeskoczył z łóżka. Kiedy się otrząsnął pobiegł do łazienki. Tam oczywiście się przemienił. Wiedział, że nie musi ale wypadało. Był to winny nowemu znajomemu. Ubrał bokserki które o dziwo jako tako pasowały na szczupłe ciało chłopaka, zwłaszcza, że zostały kupione bez jakiejkolwiek wiedzy na temat wyglądu Riley'a.
Wyszedł z łazienki i z nieco niemrawa miną podszedł do reszty ubrać by się odziać. Spojrzał na chwilę na Ardoura.
-Dziękuję. I przepraszam za kłopot.
Już ubrany podszedł do mężczyzny.
-Na imię mi Riley. em...wybacz mogę zadzwonić?
Chwilę później już trzymał słuchawkę przy uchu i wybierał jedyny numer który znał na pamięć. Ale rozmowa była krótka i zimna. Jak zawsze, ale tylko środek bezpieczeństwa. W dwóch zdaniach Riley wyjaśnił dziadkowi gdzie jest. W zamian dowiedział się gdzie będzie mógł z rana odebrać pieniądze oraz że lepiej by było gdyby jakiś czas pozostał człowiekiem. Możliwe że anioł wszystko usłyszał, może nie. Chłopak odłożył słuchawkę i znów się odwrócił.
-Jutro rano odbiorę pieniądze i oddam Ci za wszystko.
No co więcej mógł powiedzieć? Bycie psem było łatwiejsze.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Go?? on Czw Lis 01, 2012 11:46 am

Podczas, gdy szczeniak pobiegł pośpiesznie do łazienki, Ardour położył na stole fast fooda i usiadł na jednym z krzeseł, wyczekując Riley'a w ludzkiej postaci. Nie musiał zbyt długo czekać, gdyż zaledwie po dwóch minutach z łazienki wyszedł młody, szczupły chłopak z potarganymi, brązowymi włosami. Był bardzo ładny, w ocenie anioła. Przyglądał się z ciekawościom nagiej skórze, jakby było to coś, co może zafascynować. Obserwował każdy jego ruch przy ubieraniu się, nie przejmując się, że jego obserwacje mogą być krępujące. Słysząc słowa chłopaka, zmarszczył brwi.
- To dla mnie żaden kłopot. - odparł, z dobijającą szczerością w głosie. - Riley... - powiedział do siebie, jakby próbując, jak brzmi to imię w jego ustach. - Jestem Ma... Ardour. - przedstawił się, z zawahaniem. Przywykł do tego, że przedstawia się imieniem swojego naczynia. - Proszę. - odrzekł, podając Riley'owi swoją komórkę.
Chcąc nie chcąc, usłyszał całą rozmowę pomiędzy chłopakiem, a jakimś starszym mężczyzną po drugiej stronie. Zastanawiał się, kim jest owy człowiek i dlaczego, odzywali się oni do siebie tak... chłodno.
- Nie musisz oddawać mi pieniędzy. - w jego głosie słyszalna była nutka oburzenia. - Nie są mi one potrzebne, a przydał się Tobie, więc cieszę się, że mogły się na coś zdać. - kontynuował już nieco pogodniejszym głosem. - Mogę spytać, z ciekawości, kim był ten człowiek po drugiej stronie komórki?
Cóż... to, że wiedział, jak się używa nowinek technicznych nie koniecznie dowodzi temu, że wie w jaki sposób one działają.
- Przyniosłem jeszcze hamburgera, na wypadek, gdybyś zgłodniał. - odparł, przysuwając fast fooda w stronę chłopaka.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Motel 6

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: TOPEKA :: OBRZEŻA

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach