Niewielki park

 :: TOPEKA :: OBRZEŻA

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Niewielki park

Pisanie by Go?? on Wto Paź 30, 2012 7:03 pm

Trzepot skrzydeł.
Gdy jego stopy zetknęły się z ziemią, rozejrzał się dookoła z obawą, że ktoś mógłby go zauważyć. Po dokładnym rekonesansie nie dopatrzył się niczego podejrzliwego. Specjalnie wybrał ten park, gdyż jest on zaniedbany, a więc i mało kto ma ochotę tu przychodzić, nie licząc młodzieży, która pozostawiła po sobie porozbijane butelki i inne śmieci, po których kroczył teraz Ardour. Trawa nie był skoszona i dzika, poprzeplatana z chwastami, sięgająca mu do kolan. Kiedy wyszedł wreszcie z chaszczy na płyty chodnika, które przyozdabiały liczne pęknięcia. Skierował się ku wyjścia parku, co jakiś czas oglądając się za siebie, jakby myślał, że ktoś go śledzi. Istotnie, czuł czyjąś obecność. Po parku kolejnych krokach, był już całkiem przekonany, że ktoś za nim idzie. Zwolnił, by następnie zatrzymać się, zamierając. Słyszał dziwne, przerywane szuranie, jakby ktoś pisał coś bardzo szybko kredą po chodniku. Powoli odwrócił się za siebie, niepewny, co tam zobaczy. Przewidywał parę opcji, jednak tego, co tam ujrzał nie spodziewał się ani trochę. Uniósł lekko brwi, uśmiechając się przyjacielsko do barwnego szczeniaka, który wbił swój wzrok w twarz anioła. Dur zastanawiał się dlaczego jeszcze chwilę temu mógłby przysiąc, że śledzi go coś pokrewnego do człowieka. Teraz już wiedział dlaczego. Być może skinwalkery nie były ludźmi, lecz zaliczały się do stworzeń nadprzyrodzonych, to, jakby się nad tym zastanowić ich pierwszym wcieleniem jest człowiek.
Kucnął, wyciągając jedną rękę, jakby coś w niej miał, aby zachęcić skinwalkera do podejścia. Nie chciał, aby się on przestraszył tym, że wie o jego tożsamości, dlatego wolał, jak na razie grać, że nie ma o tym pojęcia.
- No, chodź tu, mój mały przyjacielu. Nic Ci nie zrobię. - powiedział swoim miękkim, zachęcającym głosem, wbijając swój wzrok prosto w oczy szczeniaka.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Niewielki park

Pisanie by Gość on Wto Paź 30, 2012 8:13 pm

I znów skończył na ulicy. To było poniekąd tragiczne. Znów sam na ciemnym zimnym dworze. Dobrze że udało mu się chociaż coś zjeść. Ale musiał pozostawać w formie psa by zbyt szybko tego nie strawić i znów nie zacząć przymierać głodem.
Poszedł do miejsca w którym czuł się w miarę bezpiecznie, znaczy takiego w którym łatwo się ukryć. Do opuszczonego parku. Miał on jeden minus - dużo ciemniej i zimniej niż w innej części miasta. Zaczął szperać w śmieciach szukając jakiejś bluzy czy koszuli, czegoś w co mógłby się zakopać by przetrwać noc.
I wtedy znów poczuł ten zapach, jak bezpieczeństwo. Czyżby Cass go szukał? Uradowany wygramolił się na ścieżkę skąd dochodził zapach i chwile szedł za wydzielającym go człowiekiem. Tylko że im bliżej był tym lepiej widział, że to nie Castiel. Czy to znaczy, że było ich więcej? Przystanął gdy nowy nieznajomy się odwrócił. Chwilę mu się przyjrzał i musiał przyznać, że wyglądał jak anioł. Gdyby psy mogły się rumienić Riley zapewne teraz by to zrobił.
Gdy usłyszał jego głos tak miły i miękki nie mógł się powstrzymać i od razu podbiegł do niego podskakując ta tych swoich krótkich łapkach i merdając ogonem. Po prostu on wyglądał na kogoś kto zna się na rzeczy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Niewielki park

Pisanie by Go?? on Wto Paź 30, 2012 9:29 pm

Zawiał mroźny wiatr, który potargał kosmykami włosów Ardoura, układając je w artystycznym nieładzie. Sprawił on również, że rumieńce na twarzy jeszcze bardziej się zaróżowiły, a usta wysuszyły się. Jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, gdy szczeniak z merdającym ogonem podbiegł do niego. Najpierw dał mu rękę do obwąchania. Nauczył go tego pewien człowiek, którego spotkał kiedyś w Nowym Jorku. Był hodowcą oraz właścicielem wilczurów, które bardzo spodobały się aniołowi. Jedynie imiona nie przypadły mu do gustu. Jeden, największy i najciemniejszy z całej trójki psów na imię miał Devil, drugi, nieco jaśniejszy Gabriel, a ostatni Angelo. Że też ludzie nie mają innych imion do nadawania pupilom. pomyślał wtedy Ardur.
Następną rzeczą, którą zrobił to podrapał szczeniaka pod szyją, co wyraźnie podobało się małemu. Po paru minutach przyjemnego drapania podbródka, karku, grzbietu i, oczywiście brzucha, piesek zaczął drżeć, co było oczywistym znakiem, nawet dla nie odczuwającego zimna anioła, że jest wyjątkowo chłodno i nie wszystkie istoty nie odczuwają czynników, jakim jest temperaturę. Wtedy przyszło mu się zastanowić, dlaczego skinwalker się nie przemieni, tylko męczy się w tej, nie oszukujmy się, słabej powłoce? Nie mógł tego zrozumieć, ale w końcu to w pewnej części jest człowiekiem, a ludzie do teraz stawiają mu wyzwania, jakimi są niektóre ich zachowania.
Dur wyciągnął obie ręce w stronę szczeniaka i wziął go bardzo ostrożnie na ręce. W końcu, już na pierwszy rzut oka dało się zauważyć, jak kruche jest to stworzenie. Ręce Ardura były lodowate, z czego zdawał sobie sprawę, dlatego szybko schował małego pod kurtkę, na piersi i podtrzymywał jedną ręką. Przyglądał mu się przez parę chwil, wciąż mając w świadomości to, że jest on stworzeniem nadprzyrodzonym. Martwił się, czy jest właściwym to, co czyni. Czy słuszne jest to, że 'nawiązuje znajomość' ze skinwalkerem? Wiedział jedno - ten mały potrzebował pomocy, więc czemu nie miałby jej mu udzielić?
- No i, co ja mam z Tobą zrobić, hę? - spytał, nie oczekując odpowiedzi, jednak będąc pewnym, że je zrozumie. - Masz jakąś rodzinę, której jesteś członkiem? To dziwne, że ludzie, którzy mają rodziny zaliczają też do niej ukochane zwierze. Może uważają je za równe sobie? - pozornie prowadził ze sobą monolog.
Wzdychając, obrócił się i po krótkim spacerze, doszedł do ruchliwej ulicy. Skręcił w prawo, idąc wzdłuż niej, by następnie przeciąć ją wskroś. Po przejściu paru przecznic doszedł do punktu, gdzie znajdowały się punkty spożywcze, monopolowe i tym podobne. Oprócz tego było jeszcze mnóstwo barów, a wśród nich kluby nocne. Ardour nigdy w żadnym nie był, pomimo swojej ciekawości do świata ludzkiego. Słyszał, że są to ponoć miejsca, gdzie panuje grzech, a on nie ma zbytniej ochoty sprawdzać, czy rzeczywiście tak jest.
- Masz ochotę na hot doga...? - urwał szybko. - Wybacz. Ale nie martw się, one ponoć nie są robione z psiego mięsa. - tłumaczył szczeniakowi, jak małemu dziecku, co i jak, chyba nie wiedząc, że ten szczeniak wie o hot dogach, cheeseburgerach i tym podobnych o wiele więcej niż on. No cóż...
Podszedł do budki z hot dogami i uśmiechnął się do sprzedawczyni o zmęczonej twarzy, która odwzajemniła słabo uśmiech.
- Coś się stało? - spytał uprzejmie, jakby było to najnormalniejsze pytanie, jakie mógłby zadać tej kobiecie.
- Słucham? - odrzekła zdziwiona kobieta.
I w ten sposób wdali się w dyskusję o tym, jak to życie jest złe (czemu Dur stanowczo zaprzeczał) i tym, że trzeba się cieszyć tym, co się ma. Przegadali tak już pół godziny, gdy Ardour przypomniał sobie o szczeniaku, który spoczywał w jego ramionach. Miał przymknięte oczy, co wskazywało jednoznacznie na sen. Biedak, musiał się nieźle znudzić. Uśmiechnął się rozczulająco.
- A teraz, poprosiłbym dwa... trzy hot dogi. Ile płacę? - znów uśmiechnął się do kobiety, w której oczach po tej rozmowie znów rozbłysła dziwna nadzieja.
Podał kobiecie nad ladą należytą sumę pieniędzy i przyjął przekąski na jedną rękę, uważając przy tym, ani żadna nie upadła na ziemię. Niedaleko od budki znalazł ławkę, na której usiadł i wziął głęboki oddech ze wzrokiem wbitym w gwiazdy. Zamyślił się na moment o ostatniej misji, którą wykonał z rozkazu Rafała. Zabił kolejnego brata. Już przestał liczyć, ilu zginęło od jego Miecza. Nagle broń znajdująca się w wewnętrznej kieszeni kurtki zaczęła mu dziwnie ciążyć.
Potrząsnął głową, wybudzając się z letargu i zerknął na skinwalkera, a na jego usta wstąpił nieco rozczulony uśmiech. Wziął jedną parówkę, wyciągając ją z bułki oraz pozbywając się z grubsza dodatków i podłożył pod nos szczeniaka.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Niewielki park

Pisanie by Gość on Wto Paź 30, 2012 9:59 pm

Tak to fakt było zimno, ale chwilowo Riley'owi to nie przeszkadzało bo znalazł kogoś nim zainteresowanego. Dawał się więc głaskać, merdał ogonem i lizał go po dłoniach szczęśliwy. O dziwo to naprawdę było miłe uczucie. Dopiero kiedy zawiał mocniejszy wiatr, psiak skulił się w sobie trzęsąc się. I tu bardzo mile się zaskoczył bo chwilę później był schowany pod kurtką. Wtulił się mocno w mężczyznę.
Gdy tamten zaczął zadawać pytania Riley spojrzał na niego. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym wyjaśnić. Przepraszam że nie mogę tego zrobić. pomyślał ze smutkiem. Dopiero co próbował komuś wyjaśnić i jedyną nagroda był wycelowany w chłopaka pistolet. I mimo że znów był bezpieczny to minie trochę czasu zanim zaufa.
Ciepło i spokojny głos anioła zaczęły powoli usypiać psiaka, który przecież od dawna nie spał. Nic więc dziwnego że po dwóch cichych ziewnięciach przymknął oczy ciesząc się z ciepła.
Zapachy kompletnie do niego nie docierały tak jak i rozmowa Ardoura z kobietą. Dopiero na ławce mając parówkę przed nosem coś tam poczuł. Uchylił jedno oko i zaraz też drugie widząc ciepłe jedzenie. Mężczyzna mógł poczuć jak Riley merda ogonem i wydaje z siebie zadowolone szczeknięcie po czym powoli bierze się za jedzenie.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Niewielki park

Pisanie by Go?? on Wto Paź 30, 2012 10:34 pm

Kiedy szczeniak zaczął pałaszować parówkę, którą trzymał Ardour, osunął się nieco na ławce i położył szczeniaka na brzuchu, aby nie musieć go podtrzymywać. On za to jadł drugą część hot doga, czyli ciepłą bułeczkę z dodatkami. W sumie nie były takie złe, ale i tak wolał cheeseburgery. Zdecydowanie, ale to może dlatego, że uwielbiał topiony ser? Nie odczuwał szczególnie głodu, ale zawsze można okazać trochę wdzięczności swojemu naczyniu, chociaż zdawał sobie sprawę, że zwykły fast food tutaj nie wystarczy.
Rozejrzał się na boki. Z jednej strony miał sklepy i tym podobne budynki, zaś po drugiej zaułek, z którego było widać odbijające się światło ognia. Bezdomni. westchnął smutno anioł. Nie wyobrażał sobie swojej egzystencji bez domu. Bez bezpiecznego miejsca, gdzie znajdziesz spokój. Podejrzewał jednak, że nie było to miłe doznanie. Podziwiał ludzi za ich zaradność, za to, że potrafili sobie radzić w sytuacjach, w których nawet on, anioł, który był stworzony przed milionami laty nie wiedziałby dokładnie, co robić, aby sobie poradzić. Spojrzał na dwie bułki leżące na serwetkach obok niego i jeszcze raz w miejsce, skąd dobiegały trzaski ognia. Chwycił szczeniaka na ręce i położył na moment na ziemi, by chwilę potem znów go podnieść i położyć na ławce, owiniętego w jego kurtkę, którą zdjął w międzyczasie. Był w samym T-shircie, jednak pomimo tego, nie czuł się niekomfortowo.
- Zaczekaj tu i nie ubrudź mi kurtki parówką, proszę. - odparł do beagle'a, zawijając bułki w serwetki. - Zaraz wrócę.
Truchtem skierował się do miejsca, gdzie znajdował się ogień w metalowym koszu. Stały wokół niego cztery osoby. Zamienił z nimi zalewie parę słów dając zawinięte jedzenie w ręce mężczyzny. Uśmiechnął się i zawrócił. Znów położył szczeniaka na ziemi, by za chwilę go podnieść i włożyć pod kurtkę.
- I co, najadłeś się? - spytał, uśmiechając się. - Mam nadzieję, że smakowało.
Stojąc, rozejrzał się.
- No, to co teraz? - spytał się sam siebie. Wydał się teraz zmartwiony. Zaczął widzieć wady swojej decyzji, ponieważ teraz nie miał, co zrobić z psem. A co, jeśli Rafael będzie go potrzebować, a on będzie musiał porzucić psiaka? Był zmartwiony.

~ /zt/


Ostatnio zmieniony przez Ardour dnia Sro Paź 31, 2012 10:34 pm, w całości zmieniany 1 raz

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Niewielki park

Pisanie by Gość on Wto Paź 30, 2012 10:48 pm

Parówka była genialnym pomysłem, Riley pałaszował ją ze smakiem. Nie się zdziwił gdy został położony ale faktycznie tak lepiej jeść. do tego kurtka zapewniała mu ciepło.
Riley wiedział jakie to uczucie. Nie licząc dwóch krótkich przerw na okres zimowy, od ponad dwóch lat sam był bezdomny. Ale to nie warunki życia bolały go najmocniej. Bolał brak towarzystwa i poczucia bezpieczeństwa. Dlatego gdy Ardour wrócił Riley polizał go po dłoni na znak swojej aprobaty. Pod kurtką znów się w niego wtulił. A co dalej? Spać i najlepiej do domu. O ile mężczyzna miał dom i nie zamierzał go oddawać pod opiekę komuś nieznajomemu. Drugi raz w ciągu dwóch dni by tego nie przeżył.
Naprawdę był bardzo wdzięczny za wszelką pomoc i coś czuł że tym razem nie miałby się czego obawiać zmieniając się. Jednak warunki pogodowe i brak dostępu do chociażby ręcznika skutecznie wybiły Riley'owi ten pomysł z głowy. W końcu nie wiedział że ma do czynienia z kimś kogo jego nagość raczej nie obejdzie.

[zt]oboje do motelu

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Niewielki park

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: TOPEKA :: OBRZEŻA

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach