Placek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Placek

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 03, 2012 12:13 am

Knajpa, której prawdziwej nazwy nikt nie pamięta, ale wszyscy zgodnie nazywają ją "Plackiem" ze względu na jakość i wygląd podawanego tam żarcia. Bez względu, co by się tam zamówiło, zawsze wygląda tak samo: jak krowi placek. Ewentualnie ładnie przystrojony natką pietruszki, kiedy ma być bardziej wykwintnie.
Ale za to można się tu dobrze napić (piwo - co ciekawe - nie chrzczone. Pod warunkiem, że się jest stałym klientem, ale nawet dla nowych jest całkiem znośne). Dobrze i tanio. I zabawić, jak kto chce. Innymi słowy - klimat ogólny tawerny portowej albo pubu.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 03, 2012 1:03 am

//jakoś "chwilę" po radosnym zabawianiu się Willem, Deanem i Iriss

Kojot potrzebował trochę się wyluzować. Znaczy, nie, żeby ogólnie był spięty, ale teraz musiał się dobrze zabawić. To znaczy, najpewniej - uchlać się do nieprzytomności, wcześniej obtańcowując wszystkich zebranych, na których można było zawiesić oko, oraz - być może - zaciągając połowę z nich do łóżka. Ale przede wszystkim: potańczyć, pośpiewać i się upić. To był plan na dzisiaj.
W tym momencie był na etapie silniejszego podchmielenia, które zaprowadziło go na stół, gdzie tańczył radośnie flamenco. Może to i dziwne u Indianina, ale w końcu - był bogiem muzyki. A w obu Amerykach była taka mieszanka kulturowa, że aż grzechem byłoby nie nauczyć się tego i owego. Zwłaszcza będąc bogiem muzyki, między innymi. A muzyka cygańska i irlandzka jakoś szczególnie przypadła Kojotowi do gustu jako "ta, przy której można się świetnie bawić".
Poza tym - przecież Kojot pochodził z Meksyku, a tam, od kiedy przybyli biali, często bawiło się przy muzyce z Andaluzji.
Tańczył więc na stole (który zdawał się być specjalnie do tego przystosowany: z grubych desek, lekko tylko trzeszczał pod ciężarem Kojota), z uśmiechem od ucha do ucha i papierosem w zębach. Klaskał w rytm muzyki i własnego przytupywania, dzwoniąc przy okazji klamrami od butów i łańcuszkami i wisiorkami na nadgarstkach. Obok niego siedział na blacie stołu jakiś mężczyzna i grał na gitarze, a z drugiej strony śpiewała zachrypniętym głosem młoda dziewczyna.
Niektórzy w knajpie przyłączali się do klaskania, ktoś tańczył, ale już w normalniejszym miejscu - na podłodze.
W pewnym momencie Kojot przyłączył się do śpiewu dziewczyny, nadaj tańcząc.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Gość on Sob Lis 03, 2012 7:00 am

/me dwa dni po spotkaniu z Antonio/

Riley nigdy nie wiedział jak trafiał w takie miejsca. Po prostu szedł przed siebie aż w pewnym momencie stwierdzał że się zgubił. Później w reguły lądował w jakimś barze i pytał o drogę osobę, która wydała mu się najbardziej godna zaufania. Ale dziś trafił do miejsca cóż... wątpił by znalazł tu kogoś zdolnego mu pomóc. I to bynajmniej nie przez reputację, ale raczej przez to, że wszyscy w lokalu byli kompletnie pijani.
Niepewnie wszedł do środka powoli przebijając się w stronę baru. Rada barmana może mu pomóc. Cóż już dwie osoby mogły się o niego teraz martwić a on zamiast grzecznie spać szlajał się po nocy w nieciekawych miejscach. Siadłszy na jednym z krzeseł przy barze dopiero teraz obejrzał lokal, straszne obskurne miejsce. Na szczęście ludzie byli zbyt pijani żeby zwrócić na niego uwagę, wyglądał za porządnie by tu być.
Spojrzał się na trójkę przy jednym stole - grającego, śpiewająco i tańczącego. Dla Riley'a tańczenie po pijaku na stole to było dno. Nigdy nie widział siebie w takiej sytuacji i chciał zadbać by nikt inny też nie zobaczył.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Go?? on Sob Lis 03, 2012 12:59 pm

//Akcja rozgrywa się przed spotkaniem z Deanem Winchesterem//
Drepcząc sobie spacerowym krokiem, zatrzymując się co chwila by pogłaskać jakiegoś zbłąkanego kota, Alice w końcu natknęła się na bar o wątpliwej sławie i jakże poetycko brzmiącej nazwie. Zawsze nakazywano jej się trzymać od takich miejsc z daleka, wyolbrzymiając znacznie wszelakie niebezpieczeństwa, które na niewinną Alicję mogłyby spaść w takiej spelunie, tym więc chętniej przekroczyła jej próg, taszcząc ze sobą pod pachą jednego z kotów. który wyjątkowo jej się spodobał. Zwierze nie było zachwycone wycieczką, szarpało się więc niemiłosiernie nie omieszkując podrapać jej całych przedramion. Bynajmniej nie zrażona, usiadła sobie grzecznie przy barze, ściskając nieszczęsne stworzenie na tyle ciasno by się nie wymknęło, w tym samym czasie bacznie lustrując otoczenie. Wtem, jej bystre oko padło na stół, a konkretniej na osobę, która na tymże stole wyczyniała dzikie harce. Jej oczy zrobiły się okrągłe jak pięciozłotówki, a kot wykorzystując jej chwilową nieuwagę, w dzikim pędzie zeskoczył jej z kolan, zostawiając na jej rękach tym razem znacznie głębsze, krwawe bruzdy. Dopiero to sprawiło, że oprzytomniała a przez krótką chwilę jej zwyczajową, dziecięcą słodycz zastąpił gorzki zawód i pragnienie skręcenia karku temu niewdzięcznemu stworzeniu. Po kilku sekundach jednak wszystko się unormowało, a ona sama wróciła do poniekąd bezczelnego wpatrywania się w znanego jej już z innej okazji Deana. Był tak pochłonięty zabawą, że z pewnością nawet nie zwrócił na nią uwagi. Bardzo ją to zasmuciło, wobec czego rozpaczliwie rozejrzała się za kotem, który ją opuścił. Wtem dostrzegła go po drugiej stronie sali, pod stołem, pobiegła więc w tamtym kierunku, potrącając po drodze ludzi na boki. W końcu padła na czworaki, by złapać roztrzęsione stworzenie, lecz wtedy ono w akcji desperacji rozpoczęło uciekać w drugą stronę. Pełna werwy i zapału Alice ruszyła za nim, nie wstając z klęczek, co zaowocowało przewróceniem kilka osób i krzeseł. Małe zamieszanie zrobiło się na sali, na szczęście część osób nawet tego nie dostrzegła pochłonięta bez reszty melodyjną muzyką. W końcu Alice udało się dopaść kota, więc wstała tym razem trzymając go na tyle mocno, że jedynie mruczał żałośnie. Głaskała go po głowie chyba nieco zbyt energicznie, ale była przekonana, że on to z pewnością bardzo lubi.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 03, 2012 1:53 pm

Cóż, Kojot mógł faktycznie nie zauważyć Alice w pierwszym momencie, tym bardziej, że nie spodziewał się tu zobaczyć nikogo znajomego, kogo jeszcze by przy nim nie było. Ale już później, po tej całej gonitwie za kotem, jednak Alicji udało się zwrócić na siebie jego uwagę. W końcowej fazie pościgu, stał już tylko i z rozbawieniem przypatrywał się, co z tego wyniknie, przy okazji przyjmując zakłady, kto wygra. Kiedy okazało się, że jednak dziewczyna, Kojot westchnął i wypłacił koledze wygraną, po czym zeskoczył ze stołu i podszedł do blondynki.
- Ten kot - powiedział z uśmiechem, celując palcem w zwierzaka. - chyba nie do końca chce tu być. A swoją drogą, co taka urocza panienka robi w takim miejscu?
Tak, to prawda, to był jeden z najbardziej tandetnych tekstów, jakie można wygłosić do dziewczyny. Ale nie zawsze dostawało się za niego od razu po pysku, więc Kojot go czasem stosował. Poza tym, udzielał mu się nastrój lokalu, a tutaj nic, oprócz muzyki, nie było najwyższych lotów.
Kątem oka wyłowił jeszcze z tłumu stojącego przy barze ślicznego chłopaka. No, cudo urocze i takie... biedne i wystraszone. Nic tylko przytulić i pocieszyć. Kojot postanowił sobie, że to właśnie zrobi, prędzej, czy później. Ale najpierw...
- Mam wrażenie, że skądś cię znam. - powiedział, mrużąc oczy. I, oczywiście, że to był kolejny Najbardziej Tandetny Podryw, ale teraz Kojot mówił serio. Naprawdę wydawało mu się, że gdzieś już tą dziewczynę widział. Tylko nie mógł sobie przypomnieć, gdzie i jak mogła się nazywać.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Go?? on Sob Lis 03, 2012 2:34 pm

Zaaferowana faktem, że Dean jednak ją dostrzegł aż się zaperzyła, kiedy spytał o kota, o którym najwyraźniej zdążyła zapomnieć. Jakby ze zdumieniem podążyła wzrokiem w kierunku, którym wskazywał palec mężczyzny i dopiero wtedy dotarło do niej, o czym w ogóle mówi.
- Ależ skąd! O, widzisz? - Zapytała, nieco gwałtownie i szaleńczo głaszcząc przerażone zwierze. - Prawda, że uroczy? - Dodała po chwili. Kot wyglądał, jakby miał zaraz wyzionąć ducha. Co zaś idzie o teksty Deana, czy to najwyższych lotów czy wręcz przeciwnie - nie grały roli. Równie dobrze mógł nic nie mówić, a Alice byłaby na tyle zaaferowana, że nawet by tego nie dostrzegła.
- Ależ jesteś głupiutki! - Roześmiała się serdecznie, przekrzywiając lekko głowę w bok. - Nie jestem uroczą panienką, mam na imię Sally! - Odparła zupełnie tak, jakby było to oczywiste a termin "urocza panienka" miał być traktowany jako jej imię. Przekrzywiła głowę jeszcze bardziej w stronę lewego ramienia. Oczywiście, że już się kiedyś spotkali. Alice pamiętała to wyjątkowo dokładnie. Zmrużyła lekko lazurowe oczęta. Również dostrzegła to, co kątem oka dostrzegł Kojot - tego drobnego chłopaka. Poczuła się z nim niemalże solidarna i miała nadzieję, że nie zdążyła go przewrócić podczas swojej pogoni za kotem. Z drugiej strony w ogóle jej tam nie pasował, co było swego rodzaju przejawem hipokryzji z jej strony. Tak jakby ona pasowała bardziej...
- Tak. Tak sądzę. - Odparła rezolutnie, jakoś nie rejestrując faktu, że zapewne dopóki nie zdradzi mu okoliczności ich pierwszego spotkania, raczej ich sobie nie przypomni, bo i z jakiej racji? Niestety Alice posłużyła się niejako skrótem myślowym. Po chwili upuściła kota, bo opuszczając wzrok w dół dostrzegła swoje poranione ręce. Zmarszczyła lekko jasne brwi i przyjrzała się dokładnie temu zjawisku. Cóż, teraz przynajmniej jej ręce nie były takie blade jak zwykle!

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 03, 2012 2:48 pm

Uśmiechnął się jeszcze szerzej i też przechylił głowę na ramię. Przypominał teraz trochę proszącego o coś psiaka. Rzucił znów na chwilę okiem na kota. Stanowczo nie lubił tych zwierząt. Były jego przeciwieństwem. A poza tym, zwyczajnie się z nimi nie dogadywał. Koty były, według niego, obiektywnie złymi stworzeniami, które mogły sobie istnieć, o ile były daleko od niego. Najlepiej - na drugiej półkuli.
- Uhm... No. - powiedział niepewnie. - Uroczy.
Nie starał się brzmieć przesadnie wiarygodnie, więc jego głos aż ociekał niechęcią. Ale nieważne. Nie dbał specjalnie o to, czy panienka się obrazi, czy się nie obrazi. Na pewno się nie obrazi, bo jak można by było się obrażać na niego? Przecież był taki wspaniały, seksowny i uroczy... Poza tym, był bogiem, a na boga się nie obraża.
Ha! A więc jednak miał rację, spotkali się już gdzieś! Teraz pozostawało tylko przypomnieć sobie, gdzie i w jakich okolicznościach. I jak jej się wtedy przedstawił. Bo co prawda, był kłamcą i nie przychodziło mu to z trudem, ale wolał nie pokazywać wszem i wobec, jak często się mija z prawdą. To by prowadziło do utraty zaufania u innych, a co za tym idzie - żadne jego kłamstwo już nie miałoby możliwości powodzenia.
- Więc jednak się znamy. - kiwnął głową z pewną siebie miną. - Ale przypomnij mi łaskawie, w jakich okolicznościach mogłem cię poznać? I co za trzęsienie ziemi nas rozdzieliło?
Też spojrzał na jej dłonie. Były zadziwiająco blade. A w porównaniu z jego dość ciemną karnacją, w ogóle wydawały się jak z porcelany.
Dotknął delikatnie jednego z zadrapań.
- Głupi kot. - uznał. - Jak można takie rzeczy robić tak pięknym dłoniom?
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Go?? on Sob Lis 03, 2012 3:44 pm

Alice bynajmniej nie zraziła się niechęcią Deana do kotów, a skądże znowu! Była przecież bardzo mądrą dziewczyną i wiedziała, że każdy ma swoje własne sympatie i antypatie. Taka Alicja na przykład, bardzo nie lubiła motyli. I pewnie nie byłaby szczególnie zadowolona, gdyby ktoś prawił jej z tego powodu kazania, nawet jeśli nie wiedziała, dlaczego ktoś miałby robić coś podobnego.
- Już nie będę mówić o kotach - odrzekła Alicja, pragnąc jak najprędzej zmienić temat rozmowy. - A czy lubi pan... czy lubi pan psy? - Niezrażona Alicja ciągnęła dalej z zapałem: - Znam pewnego pieska, którego pragnęłabym panu przedstawić. Nie widział pan jeszcze stworzenia o tak sprytnych oczkach i kędzierzawym futerku! A jak ślicznie aportuje, służy i umie jeszcze mnóstwo innych sztuk... Jego właściciel mówi, że ten pies wart jest ze sto dolarów. Podobno, wie pan, tak świetnie łapie szczury i ... och, mój Boże! - krzyknęła Alicja z rozpaczą. - Obawiam się, że pana to absolutnie nie obchodzi! - Tak się poddenerwowała, że zaczęła dreptać nieporadnie w kółko, bezwiednie pocierając poranione ręce, co sprawiło, że zaczęły krwawić. Niewiele, ale zawsze. Ponadto zmartwiła się zapytana o to, gdzie się poznali, gdyż jak wcześniej wspomniałam, zastosowała swego rodzaju skrót myślowy, który był dla niej oczywisty, lecz najwyraźniej, nie był oczywisty dla innych.
- Obawiam się, że nie będę mogła wytłumaczyć panu tego jaśniej, ponieważ, szczerze mówiąc, sama nic nie rozumiem. - Wzruszyła ramionami bezradnie, chcąc się usprawiedliwić.W końcu stanęła spokojnie zauważywszy, że prawdopodobnie zwraca na siebie uwagę tak ruchliwym zachowaniem. W przypływie natchnienia sięgnęła do torby i zaczęła w niej z zapałem grzebać, przy okazji zrzucając na podłogę rzeczy, które najwyraźniej były zapakowane do niej ponad limit. Kopnęła je czubkiem buta w kierunku bliżej nieokreślonym, po czym w końcu, z wyrazem tryumfu na twarzy wyjęła z bagażu dość grubą książkę i z satysfakcją podetknęła Deanowi pod nos. Tytuł głosił "Raj Utracony". Tak, tak, to właśnie tej książki kiedyś rozpaczliwie wręcz szukała, a on jej wówczas pomógł. To właśnie wtedy się spotkali, tak właśnie było. Albo jakoś podobnie, nie była już pewna. Za to znowu straciła wątek, kiedy mężczyzna zwrócił uwagę na jej ręce. Jakoś dziwnie oczarował ją fakt, w jaki sposób jego palec kontrastował z jej białą skórą. To doprawdy niezwykłe... - Uznała, kiwając głową jakby na potwierdzenie własnych myśli. - Ciekawe, czy długo musiał się opalać na słońcu, by tak wyglądać? Będę musiała o to przy okazji zapytać.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 03, 2012 4:06 pm

Kojot patrzył na nią, zafascynowany trajkotaniem. Dziewczyna nadawała, kręcąc się w kółko, jakby miała motorek w pupie. Ona się przy nim stresowała! I to nie dlatego, żeby był taki straszny, tylko...
Uśmiech poszerzył mu się jeszcze bardziej, tak, że aż wyszczerzył zęby z zadowoleniem. On jej się podobał!
No, tak, ale jakby mógł się nie podobać taki przystojniak? Przeczesał włosy palcami. W końcu nie bez powodu wybrał akurat to naczynie, a nie inne.
- Lubię psy. - stwierdził w końcu, kiedy Sally na chwilę zamilkła. - Nawet bardzo.
W końcu, jestem jednym z nich...
Złapał ją wreszcie za ramiona, usiłując osadzić w miejscu. Jeszcze dziewczę wydrepcze tutaj dołek i co będzie?
- Nie mów do mnie "pan", bo czuję się staro. - powiedział. Niby był sporo starszy od niej, ale wyglądał teraz na jakieś góra trzydzieści lat, więc nie było aż tak źle.
Spojrzał na wyciągniętą z torby książkę.
- Milton... - mruknął zdziwiony. Bardziej do siebie, niż do niej. Zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć tą książkę. Ją też znał. Tak, faktycznie, teraz mu się przypomniało, jak za nią łaził, próbując ją zdobyć dla pewnej dziewczyny. Dla niej właśnie. Ona chciała mieć to konkretne wydanie, a to już nie było takie łatwe do zdobycia, nie leżało w każdej księgarni, czy nawet - w każdym antykwariacie.
Właściwie, nie wiedział, dlaczego jej wtedy pomógł. Cieżko powiedzieć, że z dobroci serca, bo on z natury nie był dobry i pomagający. Ale czasem faktycznie coś bliżej nieokreślonego skłaniało go do tego, żeby jednak przystać nawet na najmniej opłacalną propozycję i pomóc. To był jeden z tych przypadków. Już nawet nie pamiętał, jak dziewczyna do niego dotarła i dlaczego akurat jego poprosiła o pomoc. I nie było to w sumie takie ważne.
Przypomniał sobie, jak jej się wtedy przedstawił. Dean Corso. Skoro miał jej szukać książek, w dodatku związanych z piekłem, to aż się samo prosiło...
- Pamiętam teraz... - powiedział. Spojrzał znów na dziewczynę. - Nie wiem czy ty pamiętasz moje imię. Jestem Dean. - uśmiechnął się uroczo i rozbrajająco. - Dean Corso.
Zerknął jeszcze raz ponad ramieniem Sally na tajemniczego słodkiego chłopaczka przy barze. Miał coraz większą ochotę do niego podejść. Ale nie zostawi przecież tej równie słodkiej i tajemniczej dziewczyny!
W takich momentach nienawidził siebie za to, że nie może się rozerwać i być w dwóch miejscach równocześnie.
- I co, podobała ci się książka? - zapytał, znów patrząc na Sally. - Dobry zakup? Wiesz już wszystko o Lucyferze?
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Go?? on Sob Lis 03, 2012 4:29 pm

Alice podskoczyła z przerażenia, kiedy tylko jego ręce wylądowały na jej ramionach. Przez chwilę można było odnieść wrażenie, że miała ochotę zacząć się szamotać, po czym wybiec w szalonym pędzie przed siebie i nigdy się nie odwrócić, paląc za sobą wszystkie mosty i nie zostawiając po sobie ani śladu. Zawsze gdy sprawy zaczynały się komplikować, w pośpiechu uciekała spłoszona niczym sarna. Teraz jednakże poniekąd nie miała wyjścia i oscylowała na granicy pomiędzy chęcią by zostać i popatrzeć chwilę dłużej na tego oto Deana, a chęcią ewakuacji gdzieś, gdzie będzie bezpiecznie. Najlepiej w jakąś dziurę gdzie będzie mogła się zwinąć w kłębek i oddać próbie porozumienia się z głosami we własnej głowie. Zapytana o przydatność książki, którą miała okazje przeczytać tylko dzięki uprzejmości Deana, początkowo nie mogła odpowiedzieć, bowiem nie pamiętała celu w jakim w ogóle ją od niego wzięła. Zmarszczyła brwi, głęboko się nad tym zastanawiając, czy raczej udając, że się zastanawia. Nie mogła nic poradzić na to, że była rozbita pomiędzy własnymi dziwnymi zachowaniami a chęcią zrobienia dobrego wrażenia. Z tego wszystkie mózg się jej przegrzał i nagle zupełnie spoważniała, jakby wyparowało z niej całe powietrze.
- Pamiętam, oczywiście... - Odrzekła, mrużąc lekko oczy i podchodząc krok bliżej do nieznajomego. Zasadniczo była w tak bliskiej odległości, że już dawno przekroczyła tak zwaną sferę intymną Deana. Nie miała w tym żadnego zdrożnego celu, właściwie tylko świdrowała go ciekawskim spojrzeniem, choć z pewnością nie świadczyło to dobrze o jej manierach. Po kilku sekundach wycofała się na swoją poprzednią pozycję, jakby nagle straciła wątek i coś ją rozkojarzyło. Nie od dzisiaj wiadomo było, że nie potrafiła się skupić na dłużej niż 2 minuty. Rozejrzała się po pomieszczeniu, po czym jej wzrok padł na mężczyznę, który pił jakiś trunek. Nie wiedziała co to było, ale pomyślała sobie, że wygląda bardzo smakowicie. Podeszła w tamtym kierunku i poprosiła barmana o taki sam napój, ale w butelce. Pracownik przyglądał się jej podejrzliwie, ale spełnił prośbę. Zobaczę najpierw czy nie ma tam napisu: Uwaga - Trucizna. - Pomyślała nasza rezolutna bohaterka. Czytała bowiem wiele uroczych opowiastek o ludziach, którzy spalili się, zostali pożarci przez dzikie bestie lub doznali innych przykrości tylko dlatego, że nie stosowali się do prostych zasad: na przykład, że rozpalonym do białości pogrzebaczem można się oparzyć, gdy
trzyma się go zbyt długo w ręku, albo że - gdy zaciąć się bardzo głęboko scyzorykiem, to palec krwawi. Alicja przypomniała sobie doskonale, że picie z butelki opatrzonej napisem: „Uwaga - Trucizna rzadko komu wychodzi na zdrowie.Ta buteleczka jednak nie miała napisu: Trucizna. Alicja zdecydowała się więc skosztować płynu. Był on bardzo smaczny, jednak po wypiciu go poczuła się trochę dziwnie.
- Była bardzo ciekawa. - Odparła pospiesznie i dość w ciemno Alice. Owszem, książka bardzo się jej podobała, ale nie zmieniało to faktu, że nie pamiętała po co w ogóle ją czytała. Na pewno był w tym jakiś głębszy cel (w tym wypadku miało to bezpośredni związek z jej odzyskaniem łaski, niestety pozbyła się większości wspomnień związanych z Tomem, który miał jej w tym pomóc, stąd jej amnezja na tym polu). To dziwne. Wszystko jest dzisiaj takie dziwne... - Pomyślała. - Ziemia wiruje dzisiaj dużo szybciej niż by to wynikało z praw fizyki. Rzecz jasna nie miała pojęcia czym są te prawa i co głoszą, ale zabrzmiało to bardzo poważnie i mądrze, co bardzo przypadło Alice do gustu.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 03, 2012 4:52 pm

Poczuł drgnienie jej ciała, kiedy ją dotknął. Jakby chciała uciec. Ale nie zrobiła tego. I dobrze.
Kiedy się do niego przybliżyła, przejechał delikatnie palcami po jej kręgosłupie, między łopatkami, patrząc jej głęboko w oczy. No, nic nie mógł poradzić na to, że mu się podobała. A w końcu - dlaczego miałby się powstrzymywać, skoro był takim, a nie innym bogiem? To by było nawet nie w porządku, wbrew jego naturze i mogłoby się źle skończyć. Tak, na pewno by się źle skończyło. Frustracją na przykład. A sfrustrowany Kojot, to zły Kojot, nikt by się chciał na pewno się na niego natknąć w takim momencie.
Niestety, Sally zaraz się odsunęła i poszła po butelczynę. Kojot oparł się łokciami o blat baru, stając do niego tyłem i przyglądając się blondynce z uwagą. Miała dość niecodzienną urodę, co tym bardziej go do niej ciągnęło. Mimo, że była biała. Ale to nie szkodzi, przeżyje. W końcu, Indian i tak już wielu nie zostało. A Cyganie też byli biali i z nimi akurat Kojot się czuł jak w domu. Więc i teraz mógł zrobić mały wyjątek.
...po raz kolejny...
- To dobrze, że była ciekawa i mogłem się na coś przydać. - powiedział, podrygując w takt muzyki. - I że moja praca nie poszła na marne. Dlaczego czytasz o Lucyferze?
Nie, oczywiście, że nie wiedział, że ona jest aniołem. Ale było w niej coś... dziwnego. Sam nie wiedział, co. W każdym razie, taka słodka dziewczyna, interesująca się tematem Upadłego Anioła, to nie był codzienny widok. Tym bardziej, że w pewnym momencie Upadły Anioł mógłby się z tego powodu zainteresować nią i wtedy zrobiłoby się już mniej ciekawie. Co prawda, Kojota to i tak niewiele obchodziło. Ale jednak, szkoda by było. Ze świata zniknąłby kawałek piękna.
- Nie upij się tylko. - zastrzegł. I zdawał sobie sprawę z tego, że sam ma nieco zamglony wzrok. Ale on miał prawo, był facetem, w dodatku starszym. No i jemu wiele nie zaszkodzi. Tyle, że się struje i jutro będzie miał kaca. A jej ze strony takiej butelki groziło więcej niebezpieczeństw.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Go?? on Sob Lis 03, 2012 5:14 pm

Nadmiar wrażeń ze strony Deana i butelka Bardzo Smacznego Płynu sprawiły, że w głowie zaczęło jej się mącić znacznie bardziej niż powinno. Zachwiała się na nogach, po czym złapała za rękaw koszuli mężczyzny, co by ustać w miejscu i nie runąć jak długa. I tak było to zachowanie wręcz zastanawiająco racjonalne. Nie to, że była pijana - nie znała takiego określenia. Należało jednak nadmienić, że jej głowa była wręcz podręcznikowym przykładem głowy słabej do picia. Poza tym to ten człowiek, którego koszuli właśnie się kurczowo trzymała tak na nią działał, czego nie umiała w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć. To było dziwne. Bardzo dziwne. Wszystko było dzisiaj co najmniej tak dziwne, jak kot przebrany za gąsienicę, palący fajkę wodną i tańczący nago w fontannie dla ptaków... Nim pokwapiła się do odpowiedzi, złapała się za głowę.
- Daj mi sekundkę... - Powiedziała dość niewyraźnie, chwiejnie zmierzając do pobliskiego stołu, przy którym Bogu dzięki nikt nie siedział. Wdrapała się zadziwiająco zgrabnie jak na swój stan na blat, po czym położyła na nim. Trwało to zaledwie kilka minut, ale dało oczekiwany efekt: wystarczyło na chwilę ochłonąć i proszę, była jak nowa. Wróciła w podskokach do rozmówcy, przywołując na twarz serdeczny, szeroki uśmiech.
- Nie mogę się wytłumaczyć, bo nie do końca jestem teraz sobą... - Odrzekła w końcu, drapiąc się z zakłopotaniem w głowę. - Ale jak tylko sobie przypomnę, wszystko Ci z pewnością opowiem! - Dodała jeszcze z przekonaniem, na wypadek gdyby uznał, że kłamie.
- Nie wiem, co masz na myśli... Czy Ty postępujesz właśnie w taki sposób? - Zapytała Alicja, autentycznie zaintrygowana terminem "upić się". Doszła do wniosku, że musi to mieć związek z płynem, który wcześniej skonsumowała, a który tak śmiesznie szczypał w gardło. Rozejrzała się o sali i zatrzymała wzrok na mężczyźnie, który spał oparty o blat chrapiąc na tyle głośno, że można było usłyszeć to mimo muzyki. Czy to właśnie jest człowiek który się upił? Zapytała sama siebie. Wygląda na to, że całkiem dobrze się bawi! Zaintrygowana tym zjawiskiem podbiegła do niego i pochyliła się nad nim, opierając dłonie na kolanach. Wówczas chrapnął wyjątkowo głośno, co wprawiło Alice w konsternację, toteż pospiesznie oddaliła się z postanowieniem, że nigdy się nie upije. Wróciła do Deana i znowu wlepiła w niego wzrok.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 03, 2012 5:51 pm

Kojot podtrzymał dziewczynę, kiedy się zachwiała i odprowadził ją wzrokiem, kiedy kładła się na stole Co prawda, nie było to już normalne zachowanie w tej knajpie i niektórzy patrzyli na nią zdziwieni. Niektórzy też - dość łakomie, ale nie śmieli nic zrobić w tak dużym gronie i jeszcze w obecności Kojota, który z nią rozmawiał i nigdy nie było wiadomo, czy przypadkiem nie jest "jej". Niemniej, Kojot widział te spojrzenia i powiódł po zebranych spojrzeniem, w którym czaiło się lekkie ostrzeżenie. Nie ruszać. Co prawda, nie miał interesu w bronieniu dziewczyny, ale zwyczajnie nie lubił bezsensownego okrucieństwa w swojej obecności. Poza tym, zaintrygowała go, więc nie pozwoli jej nikomu tknąć, póki sam z nią nie porozmawia.
To innych osadziło w miejscu. W większości byli zbyt pijani i zbyt dobrze się bawili, żeby wszczynać awantury. No i - jak zostało powiedziane - byli stałymi klientami, więc wiedzieli, jak może zareagować właściciel i reszta obsługi. Lepiej było nie chodzić im w drogę.
- Czy postępuję w ten sposób? - zapytał zaskoczony Kojot. Punkt dla niej: niełatwo było go zdziwić. Zwykle to on zaskakiwał innych.
Takie pytanie z czymś mu się kojarzyło. No, myśl, z czym, do cholery?! - krzyczał na siebie w myślach.
Ale jego uwagę odciągnął od tego pytania śpiew kilku mężczyzn w drugim końcu sali.* Uwielbiał tą piosenkę. Czy może lepszym określeniem w jej wypadku było: "pieśń". Przyłączył się do śpiewu, unosząc nieco głowę i przymykając oczy. Po chwili jego ręce powędrowały w górę. Metalowe kolczyki i wisiorki na nadgarstkach znów zadzwoniły.
Do śpiewu przyłączyło się więcej ludzi i śpiewali teraz nie do końca równym chórem. Nierównym, ale na tyle zgranym, że dobrze to brzmiało. I na kilka głosów. Kojot odpłynął. Kiedy słyszał takie utwory, dosłownie stawał się muzyką. Był jakby w innym świecie. Przed oczami przewijały mu się różne obrazy, w zależności od klimatu muzyki. Teraz akurat widział wielkie, szare i groźne góry. Europejskie, nie amerykańskie. W Ameryce takich nie ma. Niemal czuł wiatr, targający jego włosy. W takich momentach czuł się naprawdę wolny. Niemal jakby umiał latać.
Przytupywał nogą, poruszając lekko biodrami. W pewnym momencie otworzył nagle oczy i spojrzał prosto na tamtego ślicznego chłopaczka przy barze. Uśmiechnął się do niego, szczęśliwy. Widział po jego minie, że jemu się tutaj nie bardzo podoba. I że zachowanie Kojota też niespecjalnie przypadło mu do gustu. Ale to nieważne. Kojot czuł się jak w siódmym niebie. I może tym uśmiechem jakoś chłopaka rozluźni...?
A może nie, nie myślał o tym specjalnie. Po prostu go zaczepiał, i tyle.


* słucham akurat tego i do tego nawiązuję: [You must be registered and logged in to see this link.] To tak żebyś poczuła klimat. ;)
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Go?? on Sob Lis 03, 2012 6:12 pm

Alice raczej nie zauważała spojrzeń innych, albowiem w jej osobistym słowniku nie figurowało tak zacne słowo jak "pożądanie" nakierowane na jakąś osobę. A nawet jeśli zauważyła jakieś dziwne spojrzenia, to wytłumaczyła to sobie raczej towarzystwem Kojota, bo jakoś nie do końca docierało do niej, że mogłaby wzbudzić czyjeś zainteresowanie. Ona sobie po prostu była, egzystowała i absolutnie nie zdawała sprawy z tego, że zachowuje się co najmniej dziwnie.
-Zapytałam pierwsza! - Odparła rozbawiona faktem, że Dean odpowiedział pytaniem na pytanie. A potem zaczął śpiewać i już w ogóle pogubiła się we wszystkim co się działo wokół. Alicja nie rozumiała kim jest ten człowiek, ale kiedy tak mu się przyglądała na myśl przywodził coś zupełnie innego niż istota ludzka. Różnił się od niej, zdawał się być tak bardzo doskonały, że aż nierealny. Ukradkiem zaczęła rozglądać się na boki by sprawdzić, czy inni też go dostrzegają. Wyszło na to, że owszem. Ba, nie tylko dostrzegają, ale też darzą go tutaj szacunkiem. Zaczęła się wiercić w miejscu i niespokojnie przyglądać to Deanowi, to znów tamtemu młodemu chłopakowi. Czy się znali? Może byli przyjaciółmi? Zmarszczyła brwi. Tak, to było bardzo prawdopodobne. A może jednak nie? Tyle pytań. tak mało odpowiedzi. Wpędziło ją to niemalże w nostalgię. Usiadła na pobliskim stoliku i wymachując nogami w takt muzyki, kiwała się nawet o tym nie wiedząc, jakby cierpiała na chorobę sierocą. Co jakiś czas marszczyła nos i rozglądała się, jakby szukała czegoś, co można by zmalować. W końcu poderwała się do góry i zeskoczyła ze stołu, w podskokach dochodząc do baru. Wskoczyła na stołek obok wcześniej wspomnianego chłopaka, po czym niezbyt ukradkowo mu się przyglądając, zamówiła kolejną butelkę tego samego płynu, co wcześniej. Barman ją zapamiętał, stąd na hasło "to takie dobre, co wcześniej" bez trudu podał właściwe naczynie, co nie zmieniało faktu, że co rusz rzucał jej podejrzliwie spojrzenie. Po pewnym czasie zaczęła mu się odwzajemniać tym samym, no bo widziałby kto, żeby się tak gapić? (Znowu zapomniała, że sama wpatrywała się we wszystkich dookoła)

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 03, 2012 7:01 pm

Piosenka się skończyła. Kojot jeszcze chwilę został z rękami w górze, przeżywając i wracając do rzeczywistości, po czym opuścił ręce. I zobaczył Sally przy barze. Z kolejną butelką. Podszedł do niej, stając dokładnie między nią, a tym słodkim chłopaczkiem i delikatnie zabrał dziewczynie butelkę.
- Nie sądzisz, że ci wystarczy? - zapytał łagodnie. - Chyba już masz trochę w czubie.
Odstawił butelkę poza zasięg rąk dziewczyny. A po krótkim namyśle, sam z niej zdrowo pociągnął.
- Dobre! - stwierdził. Kropla alkoholu popłynęła mu z kącika ust za kołnierz. To była bardzo luźna koszula, w dodatku nie dopięta na kilka ostatnich guzików, więc Kojot czuł tą kroplę jeszcze na mostku, zanim wreszcie wsiąkła w materiał. Przymrużył uwodzicielsko oczy. - Odpowiadając na twoje pytanie, tak, ja tak postępuję, w rzeczy samej. Ale ja jestem facetem. Poza tym, piję od tak dawna, że już nic mi nie może zaszkodzić.
Pominąwszy już kwestię tego, co mogło mi zaszkodzić... - dodał w myślach.
- Ty natomiast jesteś w tym nowa. No i widok pijanej kobiety nie jest dobry. Nigdy. Więcej nie pijesz.
Odwrócił się wreszcie w stronę chłopaka i popatrzył mu w oczy. Usilnie powstrzymując się, żeby nie patrzyć gdzie indziej.
- A ty jak tu w ogóle trafiłeś? - zapytał z uśmiechem. - Nie wyglądasz na bywalca takich knajp.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Gość on Sob Lis 03, 2012 8:41 pm

No fakt nie podobało mu się tu ani o jotę. Do tego barman usilnie go ignorował lub zwyczajnie nie chciał mu pomóc. To tylko spotęgowało wewnętrzne zagubienie Riley'a. Starał się nie zwracać uwagi na tego dziwnego mężczyznę który był obecnie zajęty jakąś niewinnie wyglądającą i kompletnie pijaną dziewczyną. Ale cieszył się, że kot został przegoniony, jego druga natura nie znosiła kotów.
Dopiero kiedy poprosił o colę barman zauważył jego istnienie. Spróbował jeszcze raz zapytać o drogę, ale wtedy zbył go wzruszając ramionami i odszedł. Więc chłopak jedynie spuścił głowę i zaczął powoli sączyć colę no i przy okazji ignorować ten jeden wielki hałas jaki panował w lokalu.
Dopiero kiedy ten dziwny, głośny ale na swój sposób intrygujący mężczyzna spojrzał na niego i się uśmiechnął, chłopak podniósł głowę i zaczął obserwować sytuację.
Potem mężczyzna do niego podszedł i o dziwo okazało się, że wcale taki znów pijany nie jest. Widać takie miał usposobienie, że tańczył gdzie popadło.
-Zgubiłem się. A barman nie jest zbyt chętny żeby mi powiedzieć jak trafię z powrotem do swojego hotelu.
Powiedział smutno odwracając się w stronę mężczyzny i patrząc na niego. Jeśli ominie się tą cygańską stylizację to był całkiem całkiem.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Go?? on Sob Lis 03, 2012 9:36 pm

Niemalże oburzona faktem, że zabrano jej butelkę, mogła zachować się w dwojaki sposób. W końcu jednak zrobiła tylko nachmurzoną minę, na którą z resztą Dean zapewne i tak nie zwrócił uwagi pochłonięty konsumpcją jej napoju. Nie było to co prawda zbyt uprzejme z jego strony, ale mogła mu to wybaczyć. Po krótkiej chwili doszła do wniosku że być może jest on próbą zesłaną na nią odgórnie. Próbą, która miała sprawdzić jej cierpliwość, tak właśnie! Po tym incydencie z pewnością już nic nie zrobi na niej wrażenia. Jak wróci do domu, to zdziwią się, że jest taką oazą spokoju, o! Nie wnikajmy w takie szczegóły jak na przykład fakt, że do domu nie wróci już nigdy. Roześmiała się melodyjnie słysząc usprawiedliwienie, jakie przygotował dla swojego czynu Dean. Wszystko zaczęło ją niezmiernie bawić. Natomiast kiedy Dean zagaił rozmowę z tym drobnym chłopaczkiem, początkowo przysłuchiwała się jej z uwagą, łypiąc ponad ramieniem Deana na Riley'a. W końcu jednak straciła zainteresowanie i wróciła do swoich spraw, bowiem odkryła, iż siedzisko krzesełka na którym siedziała jest ruchome. Piszcząc z uciechy zaczęła kręcić się w kółko tak szybko, że twarze wszystkich zebranych zlały się w jedną, wielką plamę. Kręciła się tak dobre parę minut, po czym zmieniła kierunek. W końcu zaczęło ją mdlić, więc gwałtownie się zatrzymała. Chwiała się niebezpiecznie na krześle, ale utrzymała się na nim z gracją zawodowej gimnastyczki. Znowu zaczęła się nudzić. W końcu zaczęła szperać w torebce i wyjęła z niej paczkę szpilek. Jako że wszyscy znowu wrócili do swoich spraw i przestali się nią zajmować, nieskrępowana wysypała srebrne igiełki na blat baru, przyglądając się im z niezdrową ciekawością. Zupełnie nieoczekiwanie, jedna z nich przesunęła się o kilka milimetrów zupełnie samoistnie. Alice pisnęła z uciechy, a klasnąwszy w dłonie, przyglądała się jej z fascynacją godną zbieracza owadów, który właśnie dostrzegł nowy okaz do swej kolekcji i właśnie przybija go takąż szpilką do kartonu.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 03, 2012 10:14 pm

Do hotelu. Chłopak nie wiedział, jak trafić z powrotem do... hotelu.
Nie, Kojot musiał stanowczo wybić sobie z głowy głupie myśli. Ne można tak bezczelnie podrywać wszystkiego naokoło tylko dlatego, że jest ładne.
Przyłożył sobie mentalnego liścia.
- Nie możesz trafić do hotelu? - zapytał niewinnym tonem. - A do którego? Może akurat wiem, gdzie to jest.
Nie, żeby tak doskonale znał to miasto, ale a nuż mu się uda. A jak nie, to się dzieciaka przekwateruje i po problemie.
Kątem oka zauważył szpilkę, poruszającą się samoistnie. Odwrócił się w stronę zachwyconej Sally i popatrzył na nią podejrzliwie. W tej dziewczynie naprawdę było coś... dziwnego.
\Na razie nie skomentował tego, co widział, ale postanowił sobie bardziej się jej przyglądać.
Czyje zachowanie ona mu, do diabła, przypominała? Gdzieś już to widział, tylko gdzie...?
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Gość on Sob Lis 03, 2012 10:21 pm

Riley bynajmniej nie miał głupich myśli. Rzadko je miewał i nie chciał tego zmienić. Dobrze mu było będąc cichym mało napalonym nastolatkiem.
-Jest taki jeden niedaleko. Wyszedłem na spacer i się zgubiłem. Nie szedłem długo więc musi być niedaleka. Ale nie pamiętam nazwy mam tylko klucz z numerkiem.
Powiedział jeszcze smutniej. On sam na pijana dziewoję uwagi nie zwracał, nie chciał jej prowokować. A nuż coś głupiego jej strzeli do głowy.
Do tego coś czuł że będzie musiał się przemienić żeby trafić po zapachu do hotelu i straci ubrania które ma na sobie i pieniądze. W końcu mały szczeniak tego nie uniesie.
-Nie wie Pan może czy tu gdzieś jest coś takiego?
Spojrzał prawie błagalnie na mężczyznę. Nie ma szans żeby się nie roztopił pod takim spojrzeniem. To tak jakby się nie rozczulić nad małą pandą.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 03, 2012 11:46 pm

No, cóż, Kojot zwyczajnie był nieco starszy od Rileya. I miał pewne doświadczenie w miewaniu głupich myśli. Ale odpędził je od siebie i spojrzał na kluczyk. Wziął go do rąk i obejrzał dokładnie z każdej strony.
- Nooo... - powiedział. - Nie ma nazwy hotelu. A po kluczu nie dojdę. Ale masz tam jakieś ważne rzeczy? Może po prostu go olej i zakwateruj się gdzieś indziej? Albo ja cię przenocuję u siebie, chyba nikt mi nie będzie miał za złe jednej osoby dodatkowo. Jakoś się ciebie przemyci. Choćby oknem.
Wyszczerzył zęby w wesołym uśmiechu. Odstawił butelkę Sally na stół, tak żeby ona nie mogła jej dosięgnąć. Wyciągnął z kieszeni cygaretkę i zapalił. Właściwie, to nie wiadomo, czym, bo ani Riley, ani dziewczyna nie widzieli w jego rękach zapałek, ani zapalniczki. Ale może miał, tylko po prostu małą...?
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Gość on Nie Lis 04, 2012 12:30 pm

Srata tata a Riley był w okresie dojrzewania, hormony powinny buzować a jednak tak nie jest. Po prostu Kojot był napaleńcem i seksoholikiem. No własnie i klucz bynajmniej nie zdradzał żadnych informacji o hotelu. Niestety.
-Myślę, że w dzień trafiłbym bez problemu, ale teraz mogę się tylko bardziej zgubić. A mam w tym pokoju wszystko tak naprawdę, więc nie mogę tego po prostu olać.
Zastanawiał się przez chwilę nad wezwaniem Ardoura, ale nie chciał zawracać mu głowy. Anioł na pewno ma ważniejsze rzeczy do roboty niż niańczenie Riley'a.
-Nie chciałbym sprawiać kłopotu i zresztą wcale Pana nie znam.
Bo co ma tak nagle mu zaufać, a jeśli to pedofil-gwałciciel? Lepiej dmuchać na zimne i uważać.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Go?? on Nie Lis 04, 2012 2:11 pm

Kiedy odkryła, w jak prosty sposób można przesuwać szpileczki, po chwili do głowy wpadła jej kolejna myśl. Na buzi wykwitł szelmowski uśmieszek godny dziewczynki, która właśnie zjadła cały słoik ciasteczek a swojej mamie usiłowała wmówić, że to kucyponki się do niego dobrały. Zgryzła usta, chcąc ukryć fakt, jak bardzo rozbawiona była. Zaczęła się niemiłosiernie wiercić, rozglądając na boki. Nawet kompletny głupiec zauważyłby, że coś kombinuje, ale sama była święcie przekonana, że nie daje po sobie niczego poznać i zachowuje pokerową twarz. Rozglądała się z żywym zainteresowaniem, po czym jej wzrok padł na spitego mężczyznę, który siedział obok niej. Trzeba go obudzić, tak, tak właśnie trzeba zrobić! - Pomyślała, kiwając skwapliwie głową, wprawiając w ruch swoje jasne loki. Zerknęła w stronę Deana. Cóż, nadal był zajęty rozmową z tamtym chłopakiem, więc raczej nie zwracał na to co robi Alice uwagi. Przy okazji, z tego co wyłapała, zdążył zapalić papierosa nie używając ognia. Po chwili doszła do wniosku, że to być może jakiś nowy model zapalniczki. Przestała jednak się tym zajmować, wracając do poprzedniego zajęcia. Opuściła wzrok na szpileczki, i oto ciach! Jedna z nich wzniosła się, ale opadła. Skrzywiła się nieznacznie, po czym na jej twarz wpełzł rumieniec złości. Spróbowała z drugą. Tym razem się udało! Szpileczka poszybowała w stronę nieznajomego i wbiła mu się w plecy. Mężczyzna poruszył się niespokojnie, ale nie zwrócił na to większej uwagi. Alice ponownie się zasępiła widząc, że jej pomysł nie odniósł sukcesu. Po chwili postanowiła spróbować ponownie, tak więc kolejna szpileczka poszybowała w tamtą stronę. I kolejna, a potem następna. Dziewczę już straciło nadzieję, kiedy jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, czy raczej należałoby powiedzieć - dziesiątej szpileczki, wyraźnie rozdrażniony facet wstał i sapiąc jak olbrzymi byk, z furią wyjął jedną z igieł z pleców. Nie musiał długo dedukować - wystarczyło jedno spojrzenie na pękającą ze śmiechu Alice by domyślić się, kto dopuścił się tego karygodnego czynu. Niestety Alice niekoniecznie była świadoma tego, jak bardzo nieodpowiednie było jej zachowanie - chciała tego pana tylko obudzić, to wszystko. Raczej nie uważała, żeby nakłuwanie obcych ludzi szpilkami było czymś złym. Tak czy inaczej kiedy dotarło do niej, że miast dozgonnej wdzięczności czeka ją jedynie kara, zerwała się ze swojego miejsca i z gracją godną antylopy pogalopowała w zupełnie przeciwną stronę, podtrzymując na głowie kapelusz, co by go nie zgubić. Wściekły pijak byłby i ją złapał, na szczęście była od niego dwa razy mniejsza i zwinniejsza, więc schyliła się i przeczołgawszy mu się pod nogami i ruszyła w stronę Deana, niestety licząc się z tym, że właśnie niezbyt grzecznie wtrąciła się do jego rozmowy z tamtym chłopcem. Trudno, cel uświęca środki. Wczepiła mu się w koszulę, a cała ta sytuacja niezmiernie ją ubawiła. Jakkolwiek nie powinno jej być do śmiechu, wręcz epatowała chichotem, jeśli można tak to ująć.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Baron Cygański on Nie Lis 04, 2012 3:45 pm

Kojot wystawił palec wskazujący, machnięciem akcentując każde słowo:
- Jeszcze raz ktoś do mnie powie "pan"... - zrobił efektowną pauzę, po czym opuścił rękę. - To wyjdę z siebie i stanę obok. Czy ja naprawdę jestem taki stary?
Może czas pomyśleć o nowym ciele...?
Ale jakoś nikogo ciekawego nie było w pobliżu.
Kątem oka zauważył, jak Sally się wierci i ma minę kombinatora. Zaczął więc zupełnie bezczelnie patrzyć, co z tego dalej wyniknie, jednocześnie rozmawiając z Rileyem, więc dziewczyna nawet nie zauważyła że jest obserwowana.
- Ja tam bym się nie przejmował tym, że coś zostawiłem w pokoju, wiesz. - powiedział. - Zawsze można tam wrócić później, a tobie, jak mniemam, zależy tylko na tym, żeby mieć dach nad głową w nocy. To właśnie proponuję...
Kiedy pierwsza szpilka poleciała w stronę śpiącego mężczyzny, Kojot uśmiechnął się, rozbawiony. Podobała mu się ta dziewczyna, naprawdę! Miała dziwne poczucie humoru. Prawdę mówiąc - podobne do jego własnego. W końcu, on też niedawno bawił się we "wbijanie szpilek", tylko zwyczajnie na nieco większą skalę.
Dodatkowo jeszcze fakt, że Sally miała zdolności telekinetyczne, tym bardziej plasował ją wysoko w szeregu. Będzie musiał się dowiedzieć, z kim tak naprawdę ma do czynienia. Podejrzewał, że to wiedźma albo jakieś inne medium. Ale niekoniecznie. W każdym razie, robiło się naprawdę interesująco.
Kiedy pijany mężczyzna wreszcie się obudził i zaczął gonić Sally, Kojot nie wtrącał się, tylko nadal spokojnie obserwował całą scenę. Dziewczyna była mała, zwinna i zwrotna, więc nie powinna mieć problemów. I nie miała. Gość był tak pijany, że pewnie własny tyłek byłoby mu trudno złowić, a co dopiero ją.
Nieoczekiwanie jednak Sally podbiegła do niego i wtedy zrobiło się już mniej ciekawie.
Widząc "pędzącego" w ich stronę nosorożca, Kojot schował dziewczynę za swoimi plecami i - kiedy pijany gość nie wyhamował, praktycznie wpadając na boga - ten złapał go za koszulę i odsunął na bezpieczną odległość.
- Zostaw. - rozkazał. W tym momencie już nie przypominał tego wyluzowanego gościa, tańczącego po stołach. Teraz wyglądał wręcz... groźnie, z poważna miną i ogniem w oczach. Nie dosłownym, ale prawie.
Jednak facet był zbyt pijany, żeby na to zareagować i dalej coś bełkotał i ryczał, usiłując dorwać Sally. Kojot więc nim potrząsnął i krzyknął:
- ZOSTAW!!!
Zwrócił tym uwagę wszystkich zebranych. Barman zaczął się rozglądać za schowaną pod ladą pałką, nieco tylko mniejszą od kija baseballowego. I starał się, żeby na pewno wszyscy to widzieli - wolał nie używać takich narzędzi, ale nie lubił też, jak mu się burdy w knajpie urządzało. Dobytek mógł ucierpieć.
Pijany mężczyzna zdębiał, patrząc rozszerzonymi ze strachu oczami na Kojota. Tylko on widział stworzoną przez boga iluzję długich ostrych kłów i czerwonych ślepi. Reszta widziała nadal normalną twarz chłopaka, więc na pewno gdyby pijak komuś o tym opowiedział, to i tak by nikt nie uwierzył. Ale na niego wystarczyło. Oklapł nieco i wycofał się, unosząc ręce w obronnym geście, po czym, kiedy tylko Kojot go puścił, ruszył - nieco chwiejnym i zygzakowatym - biegiem w stronę wyjścia. Kojot odprowadził go wzrokiem, po czym, kiedy już był pewny, że problem z głowy, usadowił się znów między Rileyem i Sally. Groźny wyraz zniknął z jego twarzy. Pociągnął jeszcze z butelki, wypijając z niej już właściwie resztkę zawartości, po czym rozejrzał się wokół. Niektórzy już wracali do swoich rozmów i zajęć, inni jeszcze na niego patrzyli zszokowani albo z podejrzliwością.
- Chodźmy stąd. - powiedział. - Dajmy im ochłonąć.
Wstał i ruszył w stronę wyjścia, nie patrząc, czy Sally i ten śliczny chłopaczek pójdą za nim. Miał nadzieję, że tak, zwłaszcza ten dzieciak, bo dla niego nie było tu raczej zbyt bezpiecznie - wyglądał na naiwnego i tak zagubionego, że po prostu aż się prosił o to, żeby go skroić.
Pchnął drzwi i zatrzymał się przed pubem, czekając na tych dwoje. Spojrzał na gwiazdy. ładna, ciepła noc się szykowała. Kojot odetchnął nie do końca świeżym powietrzem (zalatującym trochę szczynami i zgnilizną, ale jeszcze na tyle, że dało się to ignorować i przyzwyczaić po chwili). Być może Alice by tego w ogóle nie wyczuła - w końcu, jako pies, Kojot miał bardzo wyczulony zmysł powonienia. Ale i tak mu te zapachy nie przeszkadzały, nawet kiedy był w ludzkiej formie. Przyzwyczaił się do tego, że biali to brudasy i że będąc w ich pobliżu, często można się natknąć na takie ciekawostki.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Gość on Nie Lis 04, 2012 9:48 pm

To co się stało przez tych kilka chwil to było poniekąd za dużo dla Riley'a. Jakiś pijany wariat gonił pijaną dziewczyną a ten nowy facet go powstrzymał. Nie powinien był tu w ogóle wchodzić. Ale stało się i trzeba ponieść konsekwencje. Był szczęśliwy kiedy to wszystko się skończyło odetchnął z ulgą i właściwie wybiegł za nieznajomym mężczyzną.
-Dzięki, już zaczynałem się bać.
Stanął na zewnątrz koło niego i czekał na dziewczynę. Nieco się trząsł z zimna a może lekko ze strachu, ale zwyczajnie wziął kurtkę zamiast płaszcza.

[zt]gdziekolwiek Kojot chce mnie zabrać

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Placek

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach