Hotel Griph

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Hotel Griph

Pisanie by Baron Cygański on Wto Lis 06, 2012 2:31 pm

/<-Placek

Kojot uśmiechnął się do chłopaka i kiwnął głową, żeby poszedł za nim. Sally nie wyszła z baru z nimi. Cóż, jej strata, bo mogliby się dobrze bawić we trójkę...
- Chodź do mnie. – powiedział bóg. – Nie zostawię cię przecież samego w środku nocy. Nie będziesz spał na ulicy.
Ostatnie zdanie wypowiedział stanowczym, nie znoszącym sprzeciwu tonem. Gdyby chłopaczyna dalej się opierał, Kojot był gotów zaciągnąć go do swojego pokoju siłą. Już pominąwszy fakt, że dzieciak mu się podobał (i że – w gruncie rzeczy – patrząc z jego perspektywy, prawie każdy był dzieciakiem), to zwyczajnie odezwały się w nim ludzkie odruchy. Nie mógł mu pozwolić ot tak, zostać bez dachu nad głową.
Objął go ramieniem, w nieco może pijackim, ale przyjacielskim i niegroźnym uścisku.
Po drodze do hotelu, w którym mieszkał (wynajął go dwa dni temu na takie właśnie okazje - w końcu, jako istota nadprzyrodzona, nie musiał spać) od czasu do czasu podśpiewywał i tańczył. Po prostu – bo było mu wesoło.
- Zapraszam w moje skromne progi. – powiedział, otwierając drzwi i puszczając chłopaka przodem. – Może to i nie luksus, ale zawsze coś.
Nie, właściwie, to nie była do końca prawda, że nie luksus. Kojot lubił od czasu do czasu poprzebywać sobie w przepychu i zażyć na przykład kąpieli w jacuzzi. Tutaj wystrój był dość... bogaty. Prawdę mówiąc, właściciel hotelu zmusił dekoratora wnętrz do stanięcia na uszach, żeby było możliwie najbardziej złoto i wyszukanie. Kryształy na stole, czerwone akcenty tu i ówdzie. Ogółem miało to przypominać trochę pokoje z lat trzydziestych. Może trochę też te pokoje zalatywały wykwintnym i cholernie drogim burdelem, ale Kojotowi było z tym dobrze. Lubił takie dziwne miejsca. Czuł się tam stanowczo u siebie.
- Napijesz się czegoś? - zapytał, rozsiadając się na łóżku z kieliszkiem wyciągniętego z barku czerwonego wina. - W ogóle, czuj się jak u siebie w domu.
Machnął niedbale ręką w bliżej nieokreślonym kierunku.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Gość on Wto Lis 06, 2012 4:45 pm

Poniekąd miał sporo wątpliwości. Ale perspektywa pozostania w barze była dużo gorsza niż wyjście z niego z obcym mężczyzną. Który o dziwo wydawał się poniekąd interesować jego losem i bezpieczeństwem. Pokiwał niepewnie głową, ale ruszył za mężczyzną. Był wdzięczny, że nie zostanie sam na tym zimnie. Kojot mógł też trochę dziękować tej chłopięcej naiwności jaką Riley posiadał. Chociaż gdyby doszło to tego zaprowadzania siłą, mógłby zacząć panikować.
Trochę się wzdrygnął objęty ramieniem, ale nie powiedział nic. Właściwie ciężko byłoby mu teraz zaprotestować, bo był na przegranej pozycji w razie czego. Poniekąd też mężczyzna m się podobał. Oczywiście gdyby pozbył się tej całej cygańskiej otoczki pewne zyskałby na plus, ale mimo to był niczego sobie.
Od czasu do czasu uśmiechał się widząc jak nowo poznany tańczy lub śpiewa. Miał zdecydowanie dobry humor i dużo lepszy dzień niż Riley.
Do samego pokoju wszedł od razu szeroko otwierając buzię ze zdziwienia. Pokój był piękny, pełen przepychu i luksusu. Chłopak mógł tylko marzyc o tym że i kiedyś on będzie mógł się tu zatrzymać.
-Wow, niesamowite miejsce.
Powiedział powoli i delikatnie wchodząc wgłąb pokoju i oglądając wszystko oczarowany. Zdjął czapkę i kurtkę i położył je na jakimś krześle, nadal zajęty podziwianiem wystroju. Dopiero na zadane pytanie się ocknął.
-Nie dziękuję, nie piję.
Za młody był no i niespecjalnie lubił.
- Dziękuję Panu za wszystko.
Spojrzał na Kojota delikatnie się uśmiechając.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Baron Cygański on Wto Lis 06, 2012 6:30 pm

Kojot przewrócił oczami, po raz kolejny słysząc, jak nazywają go "panem". Dobrze, może i powinno się czuć do niego respekt - w końcu był bogiem. Takie "o, panie" i uniżoność raz na jakiś czas by mu nie zaszkodziły. Ale nie w tym momencie. I nie w takim kontekście. Nie jako "proszę pana".
- Błagam cię. - powiedział. Ręce mu opadły. - Mów mi Dean.
Nie pamiętał, czy Sally wspominała przy dzieciaku imię, jakim jej się przedstawił, ale lepiej dmuchać na zimne. Kojot chciał przecież wzbudzić jego zaufanie, prawda?
Rozejrzał się wokół, wyglądając na skonsternowanego.
- Powiem ci, że mamy całe jedno łóżko i żadnej kanapy. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza? - znów zwrócił wzrok na chłopaka. - I nie, uprzedzając twoje pytania, nie przeszkadzasz, nie narzucasz się i żadnego spania na podłodze i kocyk ci wystarczy. Nie, śpisz na łóżku, jak człowiek. Obiecuję trzymać rączki przy sobie. - dodał, unosząc ręce w obronnym geście i robiąc głupią minę.
Taaak. Jasne, że rączki przy sobie. - pomyślał i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Ale nie słysząc jego myśli można to było uznać po prostu za przyjazny uśmiech.
- Chyba, że nie chcesz, żebym je trzymał przy sobie. - puścił oko do chłopaka.
Dzieciak wyglądał na geja. Po prostu aż emanował homoseksualizmem. I, jasne to czasem bywało mylące, ale zwykle tylko o tyle, że ktoś taki okazywał się być biseksualny, więc nikomu to nie robiło różnicy.
Ten tu wyglądał też, niestety, na nieśmiałego i bojącego się własnego cienia. Trzeba go będzie jakoś ośmielić...
- No, skoro nie pijesz, to nie namawiam. - stwierdził. - Chociaż nie rozumiem ludzi, którym nie smakuje wino czy miód pitny. Albo niektóre drinki. I likiery.
Oczy mu się nieco rozmaśliły, kiedy się rozmarzył o tych wszystkich drineczkach i likierach. Jeszcze chwila i mu ślinka pocieknie.
- Może się jednak skusisz? Mam ajerkoniak. - dodał kuszącym tonem.
Nieładnie tak rozpijać młodzież. Nieładnie, naprawdę. - zbeształ się w myślach. I znów wyszczerzył. Lubił robić coś, co było ogólnie przyjęte jako złe, na poziomie podkradania cukierków z szafki. A ten tutaj nie był już takim całkiem dzieckiem, teraz większość młodzieży w jego wieku miało już za sobą pierwszy zgon po alkoholu.


Ostatnio zmieniony przez Huehuecoyotl dnia Wto Lis 06, 2012 7:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Gość on Wto Lis 06, 2012 7:07 pm

Na uwagę, Riley zwyczajnie się zaczerwienił. Nie znał wcześniej imienia mężczyzny i jako że był starszy, nazywanie go Panem chociażby przez szacunek do niego, wydawało się na miejscu. Ale widać Kojot wcale tego nie chciał.
-Wybacz. - powiedział cicho rumieniąc się jeszcze bardziej ze wstydu. -Jestem Riley.
Uznał, że siebie również przydałoby się przedstawić. Bądź co bądź Dean zaproponował mu pomoc. Właśnie, miał wrażenie że już słyszał to imię. Usilnie próbował sobie przypomnieć kiedy i w jakiej sytuacji, lecz zwyczajnie nie mógł.
Kiedy mężczyzna zwrócił uwagę na jedno łóżko, Riley'owi zapaliła się lampka. Czerwona. Ale potem wysłuchał Deana i właściwie doszedł do wniosku, że dawno nikt nie był wobec niego tak uczciwy. Nie licząc Ardoura. Pokiwał więc głowę i uśmiechnął się lekko.
-Nie ma problemu. Aczkolwiek przepraszam jeśli będę w nocy zabierał Ci kołdrę. Mama tak czasem w zwyczaju jak mi zimno.
Roześmiał się lekko i podszedł w końcu do wspomnianego łóżka, żeby usiąść obok Kojota.
-Eeemm... to chyba zależy gdzie tak naprawdę chcesz je trzymać...
Czy on właśnie próbował skokietować mężczyznę? Możliwe, sam zresztą twierdził, że Dean mu się podoba. A ubrania można zdjąć.
Wiedział dobrze, że orientację widać po nim od razu. Widział to zresztą Tony. Nie przeszkadzało mu to. I pomimo swojej całej nieśmiałości i delikatności, czasem robiła się z niego taka mała kokietka.
Czy bał się własnego cienia? Mógł sprawiać takie wrażenie. Ale tak naprawdę bał się ludzi którzy chcą go skrzywdzić, a takich było mnóstwo. Jeśli jednak ktoś chciał po prostu się z nim bliżej zaznajomić i zabierał się do tego od odpowiedniej strony, cóż nie miał zbyt wiele przeciwko jakimś ludzkim interakcjom.
-Nie tyle nie smakuje... ja ich po prostu nigdy nie próbowałem. Jestem dość spokojnym przedstawicielem swojej rocznika.
Ale nie, Riley nie był z tego powodu smutny. Widywał pijanych rówieśników i było mu ich raczej żal.
Myśląc że temat zakończony z powodu dziwnej ciszy ze strony Deana, chłopak po raz kolejny rozejrzał się po pokoju a potem pacnął plecami o łóżko. Naprawdę to było najwygodniejsze łóżko na jakim kiedykolwiek leżał.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Baron Cygański on Wto Lis 06, 2012 9:08 pm

- Nie sądzę, żeby dało się zabrać mi kołdrę. - stwierdził Kojot. - Pod tym względem... i pod wieloma innymi w sumie... jestem jak pies. Nie dam sobie zabrać legowiska. - znów puścił oko do chłopaka na znak, że żartuje i że to nie jest grożenie, czy inne głupoty. - Mojej kołdry bronię.
Zamilkł, słysząc kolejne słowa dzieciaka. Miał wyrazistą mimikę, więc oczy dosłownie mu urosły i zaokrągliły się, a szczęka zamknęła się z trzaskiem. Ale za chwilę po twarzy boga rozlał się uśmiech od ucha do ucha.
- Wiesz, to też zależy, gdzie chcesz, żebym je trzymał... - zamruczał, opierając się jedną ręką za plecami Rileya o łóżko tak, że praktycznie go obejmował. Potem jednak, słysząc, że chłopak jeszcze nie próbował alkoholu, a już odmawia, bo tak grzecznie, bo jest niby taki młody i spokojny, Kojot zerwał się i podszedł do barku. Wydobył stamtąd, co miał najlepszego. Nie było tego dużo - ostatecznie to nie jego dom, a napić się można gdziekolwiek, do hotelu nie warto zanosić. Ale coś jednak mu się udało przetransportować. Nalał Rileyowi trochę, na spróbowanie.
- Masz. Zobacz, jakie dobre. - podał mu i z zainteresowaniem obserwował reakcję.
Masz na niego zły wpływ, Kojocie. - pomyślał. - Kolejnego dzieciaka sprowadzasz na zła drogę. Niedługo uznają cię za takiego złego ducha, jakim był Henry Wotton dla Doriana Graya...
Oj tam. Nieważne. Kojot nie był dobrym bogiem. Nie był też złym. Był po prostu przeszkadzaczem i eksperymentatorem. Lubił sprawdzać, na ile może sobie pozwolić i jak daleko są w stanie posunąć się inni. Zwykle okazywało się, że - odpowiednio pokierowani - bardzo daleko.
Ale tym chłopakiem nie zamierzał się specjalnie bawić. Na razie nie. Teraz akurat zależało mu tylko na jednym...
Usiadł z powrotem obok niego i przez chwilę się tylko w niego wpatrywał. A potem delikatnie pogłaskał go po czole i włosach.


Ostatnio zmieniony przez Huehuecoyotl dnia Sro Lis 07, 2012 12:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Gość on Sro Lis 07, 2012 12:23 pm

Roześmiał się na tą uwagę.
-Mógłbyś być jak psia mama. Przytuliłbyś i podzielił się legowiskiem.
Pomijając niezaprzeczalny fakt, że Dean to facet, wyglądałoby to nawet fajnie. Ale mimo to niech się mężczyzna nie zdziwi jeśli Riley mimo to spróbuje się do kołdry dorwać.
Czuł, że może go zaskoczyć. Nie wyglądał przecież na takiego kto sam wychodzi z inicjatywą do takich działań. Ale widząc zadowolenie na twarzy Deana wiedział, że może i dobrze zrobił.
Wziął od niego alkohol i wziął łyka. Zapiekło go w gardle, ale ogólnie złe nie było. Spodziewał się, że będzie gorzej.
-No dobra masz rację. Całkiem niezłe.
Skończył pić i odstawił naczynie na podłogę koło łóżka. No cóż skoro już spotkał kogoś kto ma niego dobry wpływ, może czas na kogoś kto pokaże mu tą ciemniejszą stronę?
Zaraz potem położył się na łózko i zaczął patrzeć w sufit spod przymrużonych powiek. Uśmiechnął się lekko gdy Dean zaczął przeczesywać mu włosy palcami. Lubił to.
-Szkoda, że psy nie umieją mruczeć...
Powiedział cicho do siebie na chwilę przymykając oczy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Baron Cygański on Sro Lis 07, 2012 1:24 pm

- Mógłbym być i jak psia mama. - zgodził się Kojot. W sumie - dla kogoś takiego istotnie mógłby to zrobić. Riley wyglądał na takie strasznie delikatne dziecko, którym się trzeba opiekować.
Kojotowi przyszedł do głowy szatański pomysł. A jakby tak faktycznie zrobić z niego takiego Doriana Graya...? Ciekawe, czy by się udało. Oczywiście, z pominięciem tego obrazu i nie starzenia się. Ale samo sprawienie, że niczym by się nie przejmował...
Brzmiało interesująco. Prawdę mówiąc, brzmiało jak wyzwanie.
Kojot uśmiechnął się do własnych myśli.W jego oczach zapaliły się diabelskie ogniki.
- Mówiłem, że dobre? Alkohol jest dla ludzi, to nie jest zło wcielone i narzędzie Szatana. To nie diabeł wymyślił procenty.
Pogłaskał Rileya po policzku, po czym położył się na łóżku, podpierając głowę ręką i patrząc na chłopaka spod przymrużonych powiek. Uśmiechał się połową ust i wyglądał, jakby coś kombinował.
- Psy może i nie umieją mruczeć, ale ludzie umieją, a ty przecież jesteś chyba człowiekiem. - powiedział, bawiąc się znów włosami Rileya. - W każdym razie, w ludzkiej postaci teraz jesteś. Mruczeć możesz. Lubię mruczenie, o ile nie wychodzi ono od kota. Koty są zdradliwe...
Pociągnął chłopaka lekko za ramię.
- Chodź, połóż się obok mnie. Pewnie jesteś zmęczony.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Gość on Sro Lis 07, 2012 4:46 pm

No tak chłopak zdążył zapomnieć jakie uczucie wzbudza w ludziach. Litość. Ale przecież on umiał sobie radzić radził sobie całkiem nieźle. Więc dlaczego mimo to ludzie chcieli się albo nim zając albo się go pozbyć. Nigdy nie spodziewał się, że będzie wzbudzał skrajne emocje. Wręcz przeciwnie wierzył, że jest szaraczkiem i nikt nie zwraca na niego uwagi.
Za zajęcie się nim w taki sposób i sprowadzanie na złą drogę? Pewnie znalazłby się ktoś, kto trzymałby go w ryzach pomimo wszystkich jego wyskoków. No i na pewno mimo pierwszych oporów poczułby chęć zabawy. Więc niech Kojot próbuje, bo może być ciekawie.
-Jest dobre, ale nie aż tak żebym miał pić codziennie.
Wyszczerzył się w jego stronę.
Na kombinatorki wyraz twarzy nie zwrócił uwagi. Bo i po co doszukiwać się od razu zła w kimś?
-Widać jestem psem bo nie umiem mruczeć.
Zaśmiał się cicho. Gdyby Dean wiedział ile w słowach chłopaka prawdy. Ciekawe jakby zareagował.
Na prośbę faktycznie zrzucił z nóg buty i podciągnął się wyżej żeby położyć się obok mężczyzny.
-Aż tak zmęczony nie jestem. Może po prostu nie otrząsnąłem się po tym co działo się w barze.
Bo faktycznie nie chciało mu się spać.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Baron Cygański on Czw Lis 08, 2012 12:37 pm

- A, to ja nie mówię, że codziennie, tylko że to dobre jest i nie można na to patrzyć jak na zło wcielone. - odparł Kojot.
Obserwował spod lekko przymrużonych powiek, jak Riley układa się obok niego. Przesunął się jeszcze kawałek, żeby chłopak miał więcej miejsca. A potem znów zaczął bawić się jego włosami.
- A bądź sobie, kim chcesz, ja też jestem psem. - powiedział. - To się nawet dobraliśmy.
Niech chłopak to sobie interpretuje, jak chce. Kojot niby mówił prawdę, ale nie sądził, żeby dzieciak był w stanie mu uwierzyć. W końcu też w dzisiejszych dziwnych czasach, ludzie często gadali, ze są tym czy owym. Co prawda, niektórzy nie kłamali i Kojot takich też spotykał na swojej drodze, ale większość jednak po prostu stała jedną nogą w świecie własnych fantazji.
Pogłaskał chłopaka o policzku i przejechał delikatnie palcami po jego szyi, zatrzymując się na obojczyku.
-A co się takiego strasznego działo w barze? - zapytał z troską w głosie. Nie, żeby faktycznie był taki czuły i troskliwy, ale starał się do każdego mieć indywidualne podejście. - Dziewczyna rzuciła w pijanego faceta szpilkami, ten się wkurzył i tyle. Nic złego się nikomu nie stało.
Położył mu dłoń na karku. Jego to zawsze uspokajało i z doświadczenia wiedział, że wiele innych osób też, więc i na Rileya pewnie zadziała.
Przysunął się do niego i pocałował. Najpierw w czoło, potem w usta. Jeśli chłopak teraz ucieknie, to Kojot przestanie, ale jeśli nie... Cóż, wtedy nie zaszkodziło się zabawić.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Gość on Czw Lis 08, 2012 12:50 pm

-No to może jeszcze kiedyś się skuszę.
Uśmiechnął się lekko. Naprawdę lubił kiedy ktoś bawi się jego włosami. To go uspokajało i rozluźniało.
-Wierzysz w rzeczy nadprzyrodzone?
Zapytał tak ni z gruchy ni z pietruchy. Był ciekaw, jakie jest podejście Deana do takich spraw. A może po prostu wydawał mu się tak dziwny, że aż nadnaturalny? Ciężko powiedzieć, ale jakaś tam iskrę nadziei miał.
Zwłaszcza Riley próbował się doszukiwać drugiego dna w słowach Kojota. Bo co jeśli własnie spotkał drugiego takiego jak on? Chyba nigdy nie byłby tak zachwycony, jak gdyby tom okazało się prawdą.
-Każdy był głośny i pijany. Chyba jednak jestem typem domowym.
Jeśli tak, to co robił tułając się po stanach? Czasami przeczył sam sobie.
Dłoń na karku? Przyjemne, nie tyle uspokajające co przyjemne. Riley'a przeszedł dreszcz ale nie odsunął się. Nieporadnie starał się nadążyć i oddać pocałunek. Nie chciał przestać, chciał się bawić. Trochę się bał, ale bez strachu nie ma zabawy.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Baron Cygański on Czw Lis 08, 2012 1:38 pm

Kojot popatrzył na Rileya badawczo.
- W rzeczy nadprzyrodzone? Wierzę...
Czy dzieciak coś wiedział? Albo przynajmniej podejrzewał?
Ale wszystko jedno. W jego ustach akurat takie słowa nie mogły brzmieć dziwnie. W końcu wyglądał i zachowywał się jak cudak. Ale ze strony Rileya...
Hm. Postanowił go w każdym razie nie ciągnąć za język. Będzie chciał, to sam powie. A jak nie powie, to Kojot albo jakoś się dowie, albo odpuści. Ostatecznie, nie robiło mu to większej różnicy, póki chłopak nie okazywał się wilkołakiem, chcących zapolować na jego serce. Takich rzeczy nie lubił. Sprawiało mu to pewnego rodzaju dyskomfort i doprowadzał do białej gorączki.
- Typem domowym jesteś, powiadasz? No, dobrze. To zostaniemy w domu już teraz w takim razie...
Skoro chłopak chciał się bawić... Kojot w takim razie przysunął się jeszcze bliżej i zaczął rozpinać jego koszulę. Zszedł z pocałunkami niżej...

//nie będę więcej opisywać. ;P Primo - tu nie pornos. ;P Secundo - jestem w pracy. Jak mi ktoś zajrzy przez ramię, to mnie prześwięcą. XD Tertio - głupio się czuję w takich momentach, pisząc je na forum. ;P

Po wszystkim Kojot opadł bezwładnie na poduszki, dysząc ciężko. Jak by to powiedzieć - przyjemności czasem bywają męczące.
Przytulił Rileya i położył sobie jego głowę na piersi.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Gość on Czw Lis 08, 2012 3:27 pm

Zastanawiające w jakie konkretnie rzeczy nadprzyrodzone wierzył Dean. I nie. nie było szans żeby chłopak coś podejrzewał. Niby jak?
Wyginał się pod wpływem pocałunków, myśląc że to cudowne. Ale w żaden sposób nie był gotowy na to co działo się potem. To niesamowite, ciekawe i w ogóle bardzo odkrywcze zajęcie jakim uraczył go Kojot zdecydowanie przypadnie mu do gustu. Ale fakt, było to jednak męczące.
Przytulił się posłusznie kładąc głowę na piersi i zamykać po chwili oczy. Miał fajny sen. Biegał sobie po łące próbując złapać motylki. Słonce grzało i nieco go oślepiało, ale nie przejmował się tym. Od czasu do czasy jakaś trawa zaplatała się w jego małe cztery łapki. Moment. Cztery? No tak pod wpływem swojego boskiego snu przemienił się w psiaka który teraz spał na piersi Deana od czasu do czasu machając łapką lub wydając z siebie cichy dźwięk.
Nigdy nie pomyślał że musi się na coś takiego przygotować. Znaczy gdy spał sam zdarzało mu się przemieniać, ale nie zwracał na to uwagi. A teraz zwyczajnie zapomniał, że mogłoby dojść do czegoś takiego.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Baron Cygański on Pią Lis 09, 2012 9:32 pm

Kojot w pewnym momencie poczuł, że głowa chłopaka robi się jakby lżejsza i mniejsza. Otworzył jedno oko, sprawdzając, co się dzieje. A kiedy dotarło do niego, co widzi: przemianę chłopaka w psa!
Nie był specjalnie zszokowany - niejedno już widział - ale był jednak nieco zaskoczony. Patrzył na to okrągłymi oczami. Starał się jednak nie budzić Rileya. Po co? Niech sobie śpi. A Kojot, jak sam powiedział, lubił psy. A już tym bardziej - przytulone do niego psy.
Szukał w pamięci informacji o istotach, które mogły się zamieniać w psy. Znał siebie: boga-kojota. Ale z tego, co wiedział, w różnorakim panteonie był on i Fenrir, wilk. I Lis. Riley nie pasował pod żadnego z nich. Poza tym, Lis był przebiegły, a Fenrir zbyt brutalny.
Nie był więc bogiem. Zostawały więc istoty ziemskie.
Wilkołak... nie, bo dzieciak nie był wilkiem. Odpada.
Skinwalker. To jedyne wytłumaczenie. Chłopak był skinwalkerem. W dodatku, pewnie od niedawna, skoro nie całkiem kontrolował swoje przemiany. I był szczeniakiem.
Interesujące...
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Gość on Pią Lis 09, 2012 9:52 pm

Spał sobie w najlepsze, nieświadom tego co ram zrobił ani tego, że Kojot mógł go zobaczyć. W końcu ten starał się go nie budzić. Dobrze jednak zgadł Riley był w tym wszystkim bardzo młody. W ogóle był młody, więc pewnie nawet gdyby był przemieniony dziesięć lat temu a nie dwa, nadal nie kontrolowałby przemian.
Ale wszystko co piękne kiedyś się kończy. Obracając się Riley odczuł dziwny dyskomfort, za mało siebie obracał. Otworzył zaspane oczka i fakt, że mężczyzna wydał mu się taki duży wyjaśnił wszystko. Pisnął zaskoczony patrząc na niego i próbował zwiać. Tak, próbował to dobre słowo, bo w rezultacie spadł z łóżka w głośniejszym piśnięciem i dziwnym "plask". Upadł prosto na brzuch, łapki mu się rozjechały i teraz wpatrywał się w nóżki szafki nocnej w głębokim szoku.
Zaraz pomyślał o tym, że powinien się z powrotem przemienić, ale swoją drogą w tej postaci łatwiej uciec. Dlatego jedyne co zrobił to nieco ociężale podniesienie się na cztery łapy i spojrzenia wprost na zaciekawionego Deana.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Baron Cygański on Pią Lis 09, 2012 10:09 pm

Kojot westchnął i zrobił minę, którą zwykle stosuje się, chcąc powiedzieć "litości, no i czego się rzucasz?". A potem schylił się, złapał Rileya za skórę na karku i posadził z powrotem obok siebie na łóżku. Pogłaskał go po grzbiecie i patrzył przez chwilę z miną "i co ja mam z tobą zrobić?"
- Czyli jednak nie kłamałeś, mówiąc, że jesteś psem. - stwierdził, podkładając sobie rękę pod głowę, żeby wygodniej mu było patrzeć na szczeniaka.
- Przemień się, w ten sposób będzie nam łatwiej rozmawiać.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Gość on Sob Lis 10, 2012 10:01 am

Zaskomlał cicho z zaskoczenia gdy mężczyzna go podniósł. W pierwszym odruchu próbował się wyrwać, ale został posadzony na łóżku. Spojrzał zdziwiony na Deana przekrzywiając główkę. Podchodził do tego nadzwyczaj spokojnie. Co więcej nawet go pogłaskał.
A może po prostu chciał go udobruchać a potem zabić? Kto wie, może to łowca. Chociaż nie zdecydowanie na łowce nie wyglądał, ani nie pachniał jak oni. No prośbę o przemianę wszedł pod kołdrę i po chwili już wystawiał z niej połowę swojego ludzkiego ciała. Bo co jak co trochę wstydliwy był.
-Przepraszam, nie pomyślałem, że to się może stać. Nie powinienem tu przychodzić.
Powiedział skruszony.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 10, 2012 11:56 am

Kojot przewrócił oczami i położył chłopakowi dłoń na ramieniu,mając zamiar go zatrzymać, gdyby ten znów próbował uciekać.
- Pewnie, przeproś jeszcze za to, że trawa jest zielona, a nie niebieska. - prychnął. - Niby dlaczego nie powinieneś tu przychodzić? Bo nie kontrolujesz swoich przemian? Zdarza się, straszne rzeczy. Nie próbowałeś mnie zjeść, więc nie widzę problemu.
Bo faktycznie, nie widział w tym nic złego czy strasznego. Raczej - interesującego. Nieczęsto poznawał skinwalkerów. A jeszcze rzadziej zdarzało mu się spotkać na tyle młodego, żeby przemieniał się przez sen.
- Chciałeś być tym, czym jesteś, czy nikt cię nie pytał o zdanie?
Co prawda, domyślał się odpowiedzi. Bardzo rzadko zdarzało się, żeby człowiek chciał się zmieniać w coś innego. Musiały nim wtedy kierować naprawdę silne pobudki, jak perspektywa rychłej śmierci albo miłość do kogoś, kto należał do tego innego gatunku. Riley nie wyglądał ani na jedno, ani na drugi, zresztą, wtedy by najpewniej został ze swoim stwórcą.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Gość on Sob Lis 10, 2012 12:06 pm

Nawet gdyby próbował uciekać nie miałby większych szans. Przecież nago nie wybiegnie, a szczeniaka łatwo złapać. Pozostawało więc zostać i słuchać, od czasu do czasu odpowiadać i czekać na rozwój wydarzeń.
-Tak, dokładnie dlatego. To że Ty nie reagujesz dziwnie, nie znaczy, że każdy tak ma. A co jeśli byłbyś łowcą? Już byłbym martwy.
Riley był zły na siebie. Miał uważać. Już tydzień temu miał przedsmak tego co może mu się stać, jeśli zbytnio komuś zaufa. A on co? Wiecznie te same błędy.
-Taaa, co najwyżej mogę cię zaślinić i pogryźć Ci buta.
Powiedział nieco sarkastycznie, ale i z lekkim rozdrażnieniem. Szczerze miał czasem dość swojej psiej formy, była nijaka, słaba.
-Taak, każdy czternastolatek po prostu marzy o czymś takim.
Tym razem słowa po prostu ociekały sarkazmem. Co więcej podał dość ważną informację. Jeśli Dean dobrze oszacował jego wiek, wie teraz jak długo chłopak jest w takim stanie.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Baron Cygański on Sob Lis 10, 2012 1:06 pm

Kojot znów przewrócił oczami.
- Gdybym był łowcą, to zapewne wcześniej sprawdziłbym cię na tysiące różnych sposobów i nie wpuścił do łóżka, nie wiedząc dokładnie, czym jesteś. Ale nie jestem łowcą, żyjesz, więc czego się rzucasz, młody?
Podrapał Rileya za uchem. To było praktycznie odruchowe u niego - myślał o nim teraz jako o psie praktycznie. Sam nie wiedział, dlaczego, bo przecież chłopak urodził się jako człowiek i przez większość życia nim był. Ale tak jakoś działał boga, że ten widział w nim bardziej psa, niż istotę ludzką. Co nie umniejszało jego szacunku i sympatii dla dzieciaka. Właściwie - jego stosunek do niego praktycznie się nie zmienił. Zaczynał tylko zastanawiać się nad tym, czy nie pokazać mu, jak wyglądają kojoty. Od, tak, dla rozluźnienia.
Ale na razie zrezygnował z tego pomysłu.
- Szczeniaki mają najostrzejsze zęby. I myśl o sobie jako o drapieżniku, bo jak nie, to możesz sobie nie poradzić. - powiedział, bez sarkazmu i ignorując go u Rileya. - Możesz mnie zaślinić i pogryźć mi buty. Możesz też rzucić mi się do gardła i zabić. Masz cały potrzebny do tego sprzęt. A nikt nie potrafi się bronić, wzięty z zaskoczenia, potrzebuje czasu na przystosowanie się do nowej sytuacji. Jeśli zaatakowałby go taki słodki szczeniaczek, jak ty, miałbyś duże szanse.
Właściwie, nie wiedział, dlaczego mu to mówi. Może były to echa powziętej niedawno decyzji o sprowadzaniu go na złą drogę...? Ale raczej nie. Raczej chodziło mu o to, żeby Riley nauczył się radzić sobie sam. Żeby nie był taki zagubiony. Jeśli chciał - mógł takiego zgrywać. To czasem otwierało różne drzwi i możliwości. Ale nie mógł się tak czuć, bo wtedy te możliwości się zamykały.
A Kojot w pewnym sensie czuł się odpowiedzialny za wszystkich psowatych.
- I nie bądź złośliwy i sarkastyczny wobec ludzi, których nie znasz i nie wiesz, kim lub czym są. - powiedział bez złości. - Zwłaszcza, kiedy myślisz o samym sobie, jako o drobnym, słabym szczeniątku, które nic nie może.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Gość on Sob Lis 10, 2012 6:07 pm

Teraz Riley się roześmiał.
-I myślisz, że po takim sprawdzaniu chciałbym jeszcze iść z Tobą do łóżka?
Chłopak chwilę się zastanowił. Głęboko.
-Więc kim jesteś? Masz do tego strasznie luzackie podejście i sporą wiedzę. To zastanawiające.
Spojrzał na niego przekrzywiając głowę i poprawiając grzywkę. Właściwie to sympatia chłopaka do Deana mocno wzrosła. Wydawał się być kimś, komu można zaufać. Kimś kogo warto znać, kogo warto posłuchać. Na jego rady odpowiedział zgodnie z prawdą.
-Wiesz, ciężko zmienić przyzwyczajenia całego życia. Może stąd ten szczeniak. Nigdy nie byłem typem agresywnym. Raczej trzymałem się na uboczu. I nie wydaje mi się że mógłbym kogokolwiek skrzywdzić, nie ze względu na to że w to nie wierzę. Po prostu... nie mógłbym. Wiesz co mam na myśli?
Miał nadzieję, że Kojot rozumie o czym mówi. Riley zawsze był zbyt ugodowy, zbyt uległy. Ciężko zmienić coś takiego z dnia na dzień.
-Przepraszam, nie chciałem Cie urazić.
Przeprosił zawstydzony. To też poniekąd była jego wada. Przepraszał za to że żyje. Całym sobą.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Baron Cygański on Nie Lis 11, 2012 1:22 pm

- Myślę, że niekoniecznie, chyba, że byś się nie zorientował. - odparł Kojot spokojnie. - Przecież nie mówię, że ciąłbym cię srebrną łyżeczką, żeby sprawdzić cię pod kątem wilkołactwa albo bycia skinwalkerem. Bo o ile dobrze pamiętam, na was srebro działa równie miło, jak na te pazurzaste paskudy, prawda?
-Więc kim jesteś? Masz do tego strasznie luzackie podejście i sporą wiedzę. To zastanawiające.
Kojot wzruszył ramionami.
- Nie wiem, kim jestem, ty mi powiedz. - uśmiechnął się. - Może jednak jestem łowcą. Albo byłem.
Nie, nawet w jego uszach nie brzmiało to przekonująco.
- Albo może zwyczajnie znam się na drapieżnikach. Może jestem hodowcą psów, który przypadkiem jakimś cudem posiadł wiedzę o istotach nadprzyrodzonych. Czy nie, inaczej. Nie do końca nadprzyrodzonych. Po prostu - dowiedział się, że istnieją na ziemi również takie gatunki, które większość ludzi w dzisiejszych czasach wkłada między bajki, bo tak łatwiej i bezpieczniej.
Nie powie przecież chłopakowi, że jest bogiem, prawda? Słyszał, co prawda, o takich, którzy się tym chełpili, ale zwykle nie kończyli oni dobrze. Poza tym, dzieciakowi ta informacja nie była potrzebna do szczęścia, według Kojota. Chyba, że będzie bardzo drążył. Ale jeśli tak strasznie by mu na tym zależało, to niech sobie pogrzebie w książkach, Kojot ewentualnie może - w swojej wspaniałomyślności - dać mu jakieś wskazówki. Jeśli uzna, że taka wiedza będzie Rileyowi potrzebna i jeśli Kojot będzie wiedział, że szczeniak nie będzie się nikomu nią chwalił.
- Wiem, co masz na myśli. Nie namawiam cię do agresji. No, może trochę, ale nie tej posuniętej za daleko i destruktywnej. Po prostu uważam, że powinieneś zmienić trochę nastawienie do samego siebie. Nie jesteś całkiem bezbronny. Wręcz przeciwnie, to, co cię spotkało, w pewien sposób daje ci siłę i przewagę nad innymi. Wykorzystaj to. Zauważ u siebie potencjał i wykorzystaj go, kiedy czujesz się zagrożony. Bo na razie, jak widzę, nie bierzesz w ogóle pod uwagę, że wcale nie jesteś taki bezbronny.
Właściwie, to Kojotowi wydało się to zabawne, że stara się uczyć chłopaka, jak być silniejszym. Zwykle starał się pokazać innym ich słabości...
Ale, w sumie, raczej też po to, żeby je dostrzegli i stali się przez to silniejsi. Albo przynajmniej rozważniejsi.
- Nie uraziłeś mnie. - uśmiechnął się i poklepał Rileya lekko po głowie. - Gdybyś mnie uraził, to już byś był rozsmarowany po ścianie. Ale na szczęście twoje i wielu innych, mało co biorę do siebie, trzeba się postarać, żeby mnie wyprowadzić z równowagi.
I to jest chyba właśnie to, co Kojot nazywał wskazówką.
avatar
Baron Cygański

Liczba postów : 73
Join date : 14/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Gość on Nie Lis 11, 2012 4:27 pm

- Tak srebro to zło.
Powiedział przeczesując grzywkę. Chyba poważna rozmowa zaczęła go męczyć. Jak to dziecko, o problemach gadać nie chce.
-Okej, nie naciskam. Tak długo jak mnie nie poćwiartujesz, nie obchodzi mnie co ukrywasz.
I to właściwie tyle. Wysłuchał Deana do końca, grzecznie potakując. Po czym uparcie zasłaniając się kołdrą rozpoczął poszukiwanie własnych ubrań. Nie było niby ciężko je znaleźć, leżały porozrzucane wokół łózka, ale skompletować i ubrać to już wyższa szkoła jazdy.
Już w spodniach spojrzał na Kojota.
-I proszę nie klep mnie po głowie kiedy jestem człowiekiem. To... dziwne.
Bo bynajmniej nie przeszkadzało mu gdy ktoś go miział i głaskał gdy był psem, ale cóż to naprawdę dziwne gdy robi się coś takiego drugiemu człowiekowi. Już ubrany rozejrzał się po pomieszczeniu sprawdzając czy niczego nie zapomniał.
-Dzięki za pomoc i przenocowanie. Myślę że teraz już dam sobie radę.
Podszedł jeszcze do Kojota i pocałował go w policzek. Chwilę później wyszedł, by teraz już w dzień znalexc drogę do własnego hotelu.
[zt]

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Hotel Griph

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach