Mała Kapliczka

 :: CLEVELAND :: OBRZEŻA

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Pon Lis 12, 2012 3:55 pm

Riley był zagubiony. Tak, zagubiony. Ostatnio w jego życiu wydarzyło się więcej niż by chciał i zwyczajnie nie wiedział co z tym fantem zrobić. Tak wiele nowo poznanych osób mówiących mu że ma się zmienić. I każda z nich widziała to w swój własny sposób. A on zwyczajnie zbłądził. Nie żeby niegdyś był jakiś wielce uduchowiony czy religijny. Ba, przez jakiś czas obwiniał Boga za swoje nieszczęście. Ale nigdy nie sądził, że sam z siebie zacznie łamać zasady,, które miał niejako wpisane w charakter. Był przecież grzeczny, miły i cichy. A ostatnio robił tak dużo zamieszania. Co więcej nie mógł zrozumieć jednej kwestii. Czy to, że skończył z "Deanem" jak skończył czyni go dziwką? Nieudacznikiem, grzesznikiem? Nie wiedział co o tym myśleć.
Więc wedle zasady jak trwoga to do Boga, odnalazł małą i całkiem uroczą kapliczkę w której postanowił przeprowadzić swoja pierwszą od wielu lat rozmowę ze Stwórcą. Siedząc w ławce nie wiedział jak się do tego zabrać Odmówił więc komplet modlitw wyuczonych w dzieciństwie. Nie pominął tez modlitwy do Anioła Stróża, choć wątpił by takowego miał. Fakt, że poznał Ardoura, ale on nie był stróżem. Był wojownikiem i miał dużo pracy w niebie. Mimo to jakaś jednak mała cześć Riley'a liczyła że ktoś się zjawi na jego wołanie. Może odpowie mu sam Bóg?
Po skończonej modlitwie siedział w ławce, nie wiedząc jak ubrać swoje problemy w słowa. I co więcej czy to w ogóle są problemy? Przecież są wojny, ludzie głodują. A on zawraca głowę błahostkami. To że sam był bezdomny kompletnie pominął. Bo nie on pierwszy, nie jedyny. Właściwie to chyba powinien zrezygnować i iść a mimo to usilnie siedział w ławce.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by † Castiel † on Pon Lis 12, 2012 6:04 pm

Wiele modlitw docierało do Castiela, anioła Pana. To była naturalna część jego egzystencji. Słyszał je, niczym odległy szum wiatru, zdający się wzywać go i prosić o coś. Jednak przez większość czasu Castiel nie zwracał na nie uwagi. Nie musiał. Miał inne obowiązki na głowie, które przedkładał nad wysłuchiwanie modlitw. Jednak od czasu do czasu w tym cichym szumie pojawiała się modlitwa, która w jakiś sposób wyróżniała się na tle innych. Niektóre z takich modlitw były po prostu głośniejsze, inne wypowiadane w rozpaczy i bezsilności, jeszcze inne nalegające, czasem ostre. Jednak najwyraźniej słyszał zawsze modlitwy ludzi, z którymi miał jakiś kontakt. Wśród tych bezsprzecznie królowały oczywiście modły, a raczej nawoływania Deana. O tak, te rozbrzmiewały w jego umyśle niczym Boskie gongi.
Castiel odpoczywał właśnie po jednym ze swych anielskich zadań. Nie otrzymał póki co następnych rozkazów i był z tego powodu raczej zadowolony. Wątpliwości... czasem bał się, że przeżrą go na wskroś i rozniosą w pył jego Łaskę. Zapewne pogrążyłby się znowu w rozważaniach, kiedy z zamyślenia wyrwała go taka właśnie wyraźna modlitwa. Uniósł brwi, odnajdując anielskim spojrzeniem osobę, która wznosiła swe prośby do nieba. To był... ten pies? Tyle że w postaci człowieka. Nagle Castiel zrozumiał dlaczego ów szczeniak od początku wydał mu się dziwny. Był skinwalkerem, stworzeniem zmieniającym swój kształt. A on zabrał go wprost do Sama. Anioł poczuł się dziwnie. Poczuł się... winny coś temu stworzeniu. Dlatego rozłożył swe skrzydła i sfrunął ku niemu z niebios.
-Witaj. - powiedział, dość ciepłym jak na siebie tonem, pojawiając się z cichym trzepotaniem tuż obok Rileya, siedzącego w kaplicy. Co warto zauważyć, koncept przestrzeni osobistej wciąż był aniołowi obcy.


Castiel
I love pasta. These make me very happy
[You must be registered and logged in to see this image.]

avatar
† Castiel †

Liczba postów : 81
Join date : 21/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Pon Lis 12, 2012 6:17 pm

Właściwie to Riley nie mógł mieć za złe Castielowi, że zabrał go Łowcy. Znaczy wtedy miał, ale po rozmowie z Ardourem zrozumiał jak wiele pracy mają w niebie. Pretensje miał do samego Łowcy, który jak dla niego zareagował zbyt przesadnie. Był od Riley'a trzy razy większy a i tak od razu wyjął broń.
Właściwie to po chwili doszedł do wniosku, że został w kaplicy tylko dlatego, że było w niej ciepło i bezpiecznie. Bo chyba nie sądził, że ktoś go tam słucha? Jego? Jakiegoś małego nic nie znaczącego dziwoląga? Niby po co?
Gdy jednak Anioł pojawił się obok niego aż odskoczył z zaskoczenia. Nie sądził, że coś takiego się może stać. Patrzył na Castiela przez chwile w niemym szoku i zastanawiał się jak zacząć rozmowę.
-O jej. Przepraszam, że Cię ściągnąłem. Na pewno miałeś ważne rzeczy na głowie.
Oczywiście to było pierwsze co mu przyszło na myśl. Przeprosić za to że ŚMIAŁ ściągnąć tu Anioła z nieba.
-Nie chciałem znów sprawiać Ci kłopotu.
Potem już tylko siedział zerkając na niego od czasu do czasu, ale głównie swój wzrok utkwił w kolanach.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by † Castiel † on Pon Lis 12, 2012 7:19 pm

Castiel przekrzywił głowę i lekko ściągnął brwi w wyrazie niezrozumienia. Przeprosiny nie należały do normalnych reakcji na jego pojawienie się. Nie należały również do normalnych reakcji na wysłuchaną modlitwę. Anioł przyjrzał się uważnie nastolatkowi, nim przemówił:
-Nie masz za co mnie przepraszać? - cień wątpliwości wkradł się do jego głosu, jako że Castiel zastanawiał się, czy może nie przeoczył po prostu którejś z lekcji na temat ludzkich zwyczajów.
-Jak mogę ci pomóc? - zapytał. W końcu po to chyba odpowiedział na modlitwę chłopca. Chciał... zadośćuczynić, za swój poprzedni błąd. A w niebie... w niebie akurat go nie potrzebowali. Z resztą, czy był gotowy wypełnić jeszcze jakiekolwiek zadanie niebios? Coraz bardziej w to wątpił. Po ostatniej... rzezi, bo tak trzeba było to nazwać, do której go zmuszono, wzdrygał się z odrazą na myśl o kolejnych rozkazach.
Tu, w tej cichej, kamiennej kapliczce czuł się o wiele lepiej. Odpowiadanie na modlitwy wydawało mu się o wiele właściwsze, niż mordowanie w służbie nieba.


Castiel
I love pasta. These make me very happy
[You must be registered and logged in to see this image.]

avatar
† Castiel †

Liczba postów : 81
Join date : 21/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Pon Lis 12, 2012 8:04 pm

No tak, pewnie mało kto przepraszał za wezwanie go. O ile ktoś go wzywał. Riley jednak wcale nie chciał mu sprawiać tego kłopotu więc wezwanie było jak najbardziej nienaumyślne.
-Po prostu nie sądziłem, że ktoś odpowie na te modlitwy.
Wytłumaczył się Aniołowi, mimo wszystko czując przed nim wielki respekt. Czul się też onieśmielony bo dopiero od niedawna zdawał sobie sprawę kim ów człowiek jest. Głupio mu było, że wtedy tak go próbował wykorzystać.
Jak mógł mu pomóc? Najlepiej cofnąć to przekleństwo i zabrać go do domu. Ale to przecież niemożliwe.
-Chciałem po prostu porozmawiać. Gubię się.
Przeczesał nerwowo włosy. Bo jak powiedzieć komuś takiemu co zrobił? Co ostatnio robił?
-Czuję się jakbym nie był już tym samym człowiekiem. Zwłaszcza ostatnio. Ja..
Zaciął się. ... oddałem się komuś tak po prostu - ciężko przez gardło przechodzi coś takiego. Oszukuję ludzi o tym kim naprawdę jestem i wykorzystuje ich. To też trudne. Ale robił to przecież żeby przeżyć. Marna wymówka. Gdyby on umiał czytać w myślach i oszczędził mu tych tłumaczeń.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by † Castiel † on Pon Lis 12, 2012 9:52 pm

Castiel kiwnął głową ze zrozumieniem. Akurat to uczucie, potrzeba porozmawiania, podzielenia się swoimi problemami, nie była mu obca. Dlatego za każdym razem gdy modlił się, czy to w niebie czy na ziemi, wierzył głęboko, że Ojciec wysłuchuje go... że nie zostawia go samego, mimo wszytko, mimo tego, jak daleko zapewne był.
Anioł spojrzał na skinwalkera, słuchając jego słów i niemal drżącego od emocji głosu. Gdy jednak chłopak zaciął się, gdy wyraźnie ciężko było mu dalej opowiadać o swoich przeżyciach, Castiel sięgnął do jego umysłu, odczytując gromadzące się tam myśli i uczucia. Zadziwiło go to, co znalazł. Nie spodziewał się, że tak potoczą się losy niewinnego stworzenia jakim niewątpliwie był Riley. I poczuł jeszcze silniejszą potrzebę udzielenia mu wsparcia. Szkoda tylko, że znał dość dobrze ludzkiego świata, by wiedzieć, jak to zrobić najlepiej. To był jeden z powodów dla których tak rzadko odpowiadał na modlitwy. O ile nie wyrażały konkretnej prośby, o ratunek na przykład, Castiel zwyczajnie nie wiedział co robić. Nie był Bogiem, a jedynie Jego dzieckiem i sługą.
Wyprostował się odrobinę, zastanawiając się nad odpowiedzią, a może raczej reakcją. W końcu był aniołem, żołnierzem Pana, przyzwyczajonym do czynów, a nie słów. Podniósł rękę by przyłożyć dwa palce do czoła Rileya. Pytanie tylko, czy chłopak wiedział, co taki gest może oznaczać i czy jakoś na niego zareagował?


Castiel
I love pasta. These make me very happy
[You must be registered and logged in to see this image.]

avatar
† Castiel †

Liczba postów : 81
Join date : 21/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Wto Lis 13, 2012 4:50 am

No tak, bo pewnie rozmowa z innymi aniołami o swoich wątpliwościach, może doprowadzić to tego, że pomyślą iż Castiel się buntuje. Kto wie czy w takim wypadku nie odcięliby go od jego niebiańskiego radia.
Riley nie wiedział, że jednak Castiel miał możliwość czytania mu w myślach. Gdyby wiedział pewnie by się przeraził. I niech się Cass nie martwi, on codziennie uczył się czegoś o ludziach, ludzie z każdym spotkaniem uczyli się czegoś o nim. Może niektórzy tego nie doceniali, ale Riley na pewno.
No i chodziło tez o to, że Ri nie uważał siebie za niewinnego. Już od dawna tak o sobie nie myślał. Dla innych mógł nadal się taki zdawać, ale nie dla siebie samego. I nieważne co ludzie mówili, on czasem myślał o sobie jako o potworze.
-Chodzi mi o to... to już dwa lata. Nie chcę spędzić w ten sposób reszty życia. Ale nie wiem co robić.
Powiedział nieco załamującym się głosem. Spojrzał zaś z szeroko otwartymi oczami na Anioła gdy ten przyłożył mu do czoła dwa palce. Tak, widać Anioły podobnie jak ludzie, każdy był inny. Ardour pewnie pogłaskałby go po głowie czy coś. A on? No właśnie co Cass robił?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by † Castiel † on Pią Lis 23, 2012 11:36 pm

Cas uśpił Rileya jednym dotknięciem.
Złapał go, nim ten osunął się na ziemię, już nieprzytomny, i delikatnie ułożył go na ławce. Przez krótką chwilę przyglądał się uspokojonej, niemal błogiej twarzy chłopca, a potem poruszył skrzydłami i zanurkował do snów skinwalkera.
Odnalazł Rileya bardzo szybko, siedzącego na oświetlonej jasnym słońcem plaży. Było bardzo ciepło i Cas pomyślał, że to zapewne dlatego, że chłód był jednym z cierpień, których chłopiec zaznawał w życiu. Bezdomny, jako mały szczeniak, na pewno nie raz trząsł się z zimna.
Anioł podszedł do niego i zatrzymał się tuż obok, jak zwykle nieświadomie naruszając jego przestrzeń osobistą. Spojrzał na człowieka, a potem rozejrzał się dookoła podziwiając błękitne niebo, złoty piasek, szumiące fale ciepłego morza i błyskającą za wydmami zieleń lasu.
-Czy marzysz o takich okolicznościach? - zapytał w końcu, lekko mrużąc oczy w zastanowieniu. Realia snu niekoniecznie musiałby być odbiciem pragnień śpiącego. Ale mogły. Cas był ciekaw, jak to wyglądało w przypadku Rileya.



/cierpię na wenobrak. ale będę się starać, obiecuję!/


Castiel
I love pasta. These make me very happy
[You must be registered and logged in to see this image.]

avatar
† Castiel †

Liczba postów : 81
Join date : 21/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Sob Lis 24, 2012 11:37 am

Nawet nie zauważył kiedy zasnął. Ba nawet nie widział w tym nic dziwnego.
Siedział w swoim małym azylu. Nigdy się nie zastanawiał czy jego wyobrażenia są prawidłowe. Nigdy przecież nie był w ciepłych krajach. Ale wiedział jak to jest gdy słońce mocno grzeje po twarzy. Szum morza i miękki piasek pod stopami uspokajały go i mocno rozluźniały.
Nic więc dziwnego, że nie zauważył jak Castiel podszedł do niego. Podskoczył delikatnie zaskoczony jego obecnością. Jak on się znalazł w jego śnie?
-Nie wiem.
Odpowiedział mu głównie z prawdą.
-Nie wiem nawet czy takie miejsca istnieją. - spojrzał na śliczne blado niebieskie morze. - Dla mnie morze zawsze było czarne, tylko takie znam. I deszcz, deszcz znam jak nic. To po prostu miła odmiana. Azyl.
Wyjaśnił mu swoje zdanie. Uśmiechnął się do Anioła.
-Jak to zrobiłeś? Skąd się tu wziąłeś?
Spojrzał na niego jawnie zaciekawiony.



jako że i tak mam zginąć - [ZT]

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Soccer Mom on Wto Mar 12, 2013 6:20 pm

Północna Dakota. Kolejny przystanek na trasie znaczony zmieniającymi się w kółko danymi jedynej sensownej stacji radiowej. Miała jakiś sentyment do radia. Chociaż ją wkurwiało.
Cóż, wiele rzeczy ją wkurwiało. Był czas przywyknąć, jak to mówią.
Zaparkowała z piskiem opon, jak zwykle. Lekko jej się śpieszyło, chociaż na pewno nie pokaże tego po sobie, kiedy dotrze na miejsce. Niech uważa, że zrobiła mu wielką łaskę w ogóle zgadzając się na małą propozycję. Bo zrobiła. Co nie zmieniało faktu, że była nią lekko podekscytowana. Na tyle, na ile podekscytowana czymś mogła być Cassandra Montressor. Miała jeszcze do zrobienia parę rzeczy, zanim pokona parę mil dzielących ją od miejsca docelowego. Między innymi odświeżenie swojego ekwipunku. W końcu kto normalny idzie na polowanie bez wody święconej? Jak to mówili: za każdym skurwielstwem tego świata może kryć się demon. Niezależnie od tego, co się podejrzewało, warto mieć pod ręką baniak święconej wody.
Oparła się o maskę cadillaca kpiącym spojrzeniem obdarzając małą kaplicę, a jej usta zadrgały od tłumionego śmiechu. Nie wyglądała na osobę, która często przychodzi do kościołów, nie w skórzanej kurtce i ciemnych jeansach, startych na kolanach. Może to i dobrze, że wybrała to raczej niewielkie miejsce. Nie powinna spotkać w środku nikogo interesującego. Może nawet obędzie się od księżulka, który będzie chciał ją nawracać? Na jej twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek. To mogłoby być nawet zabawne, dlaczego nie pomyślała o tym wcześniej? Zaraz jednak wymierzyła sobie mentalnego kuksańca, przywołując się do porządku. Parę mil pozostawało paroma milami, a miała je pokonać przed zmierzchem. Więc lepiej, żeby zabrała się do roboty.
Pogwizdując pod nosem melodię (gdyby kaplica posiadała organistę, ten mógłby zidentyfikować gwizd jako marsz pogrzebowy - utalentowane bydle było z Montressor, skoro potrafiła go gwizdać) lekkim krokiem wkroczyła do środka, rozglądając się na boki. Aha, mruknęła w myślach, widząc to dziwne coś na święconą wodę, umieszczone przy wejściu. Nie dostrzegając nikogo - nie żeby przejmowała się taką drobnostką, jak inni ludzie - odkręciła metalową piersiówkę i nabrała wody święconej. Bo może niektórzy święcili ją osobiście, ale z Cassie podobno była mała złodziejka. Nawet jeśli ona nazwałaby siebie zupełnie inaczej. W końcu zawsze zostawiała zapłatę. W szarozielonych oczach pojawiła się niepokorna iskierka. Co tym razem zostawi w ramach podziękowania?


Ostatnio zmieniony przez Cassie Montressor dnia Wto Mar 12, 2013 7:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Wto Mar 12, 2013 6:44 pm

I tak, kiedy Cassandra nabierała sobie wody święconej do metalowej piersiówki, do jej uszu mógł dojść nieudolnie stłumiony trzask i ciche przekleństwo, które było naprawdę siarczystym przekleństwem, od którego nawet świece mogły zgasnąć ze wstydu. O proszę! Zgasły! Co się stało jednak w środku kapliczki? Kojarzycie ten wielki Krzyż powieszony nad ołtarzem? Otóż ten Krzyż nagle spadł, uderzył z wielkim impetem o ołtarz, ołtarz się utrzymał jednakże Krzyż pękł na pół a po tym właśnie Damian wymruczał przekleństwo. No, jakoś tak wyszło.
Ubrany w szarą bluzę mężczyzna, z kapturem naciągniętym na głowę tak, żeby cień osłaniał jego przystojną twarz stał teraz przed rozwalonym Krzyżem i drapał się po głowie. Nagle jednak na ziemi dojrzał księgę, której szukał. Podszedł i podniósł ją a następnie zdmuchnął z niej kurz. Wyglądała jakby nie była dawno używana. Nagle zmarszczył brwi i spojrzał na Krzyż... ta księga była schowana w... nim! Zauważył w pęknięciu puste miejsce, w którym była ukryta księga. Otworzył ją i zaczął szybko przeglądać. Tak, tego właśnie szukał. Nie to, żeby nie znał treści egzorcyzmów na pamięć. Miał... dużo czasu aby się nauczyć wielu inkantacji wypędzających demony. Po co mu to było? Cóż... trudno powiedzieć.
Nagle uniósł wzrok i dostrzegł ruch. Wytężył wzrok i rzeczywiście ujrzał ocienioną postać. Sylwetka przypominała raczej kobiecą więc musiała to być kobieta, dobrze zbudowana.
- Ej Ty! - Zawołał i uśmiechnął się jak szaleniec. Czyżby mógł się teraz zabawić? Cóż, przekonajmy się.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Soccer Mom on Wto Mar 12, 2013 7:12 pm

No tak, ciężko było nie usłyszeć huku sporej konstrukcji uderzającej o marmurową posadzkę. Kie licho? A raczej, co za idiota? Wandalizm w kościele, no no. Całkiem w stylu Cassandry. Och, no doooobra, może niekoniecznie w jej stylu, w końcu takie rozpierdolenie krzyża, może i efektowne, było raczej pozbawione klasy.
Oparła się o ścianę i założyła ręce na piersi, przyglądając poczynaniom mężczyzny. Najwyraźniej nie tylko ona wpadła do kaplicy zaopatrzyć się w towar. Chociaż, gdyby ktoś ją pytał - a nawet gdyby nie pytał, to i tak by odpowiedziała - ten jej zdecydowanie był mniej deficytowy. Co mogło być tak solidnie ukryte w zwykłym kościółku w Dakocie?
- Ej ty - powtórzyła za nim, wzdychając teatralnie. - Kultura osobista już całkiem zginęła, to wiem. Ale w jakieś resztki inteligencji, no wiesz, zwykłej elokwencji, może podszytą nutą złośliwości, jeszcze wierzyłam. Najwyraźniej przyszło mi się pożegnać i z tymi złudzeniami. - Ton jej głosu był lekko kpiący, lekko rozbawiony, choć zdecydowanie brzmiał przy tym tak, jakby przejmowała się tym, co mówi. Jednak nikt, kto posiadał odrobinę spostrzegawczości, nie mógł wziąć jej słów na poważnie. - Muszę pogodzić się z tym, że barrrrdzo groźny bandyta chce powstrzymać mnie przed zadzwonieniem na policję - Wyciągnęła telefon i zaczęła się nim bawić, nie spuszczając wzroku z mężczyzny - jakże przerażającym "ej ty". Chapeau bas. - Zaklaskała, jedną ręką o wierzch tej, w której trzymała telefon.
Nie ruszyła się z miejsca, wyraźnie czekając na reakcję niespodziewanego gościa. Nie żeby ona była takim spodziewanym. Tylko, że Cassie wszędzie czuła się nadzwyczaj pewnie. Bo i co taki złodziejaszek mógł jej zrobić, ha? Mierzyła się z duuuużo gorszymi od niego. I skoro nadal tu stoi, najwyraźniej była od nich lepsza.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Wto Mar 12, 2013 7:53 pm

A któż to wie? Przecież różne rzeczy znajdowało się w miejscach, w których człowiek mógłby się najmniej spodziewać coś znaleźć. Nawet w takim kościółku mógł ktoś ukryć księgę zawierającą kluczowe egzorcyzmy czy zaklęcia wymagające obecności demonów. Albo ich kawałków ciał. Czasami trzeba było używać czarnej magii aby przyczynić się dobru. Chociaż czy Damian rzeczywiście był dobry? Może był zły? Może chciał jedynie władzy, mocy, kontroli, potęgi. Może, może, może, może... wszystko jest zaledwie gdybaniem i zwodzeniem aby ukryć swoją prawdziwą naturę przed ślepcami o jakże zwinnych językach wyćwiczonych przez plotkowanie i roznoszenie tajemnic.
- Kultura osobista zaginęła. Jej resztki również uległy destrukcji kochana. Są jak ten krzyż. Jego odłamki posypały się po podłodze i o części tych odłamków się zapomni, jedynie te większe, ogólne części się zapamięta. Jednakże nic się z nich już nie zrobi. Zostaną one... spalone. - Spojrzał na kobietę dziwnie i nagle drewniany krzyż zapalił się. Damian wzdrygnął się tym nagłym wybuchem ale jego twarz zachowała spokój. Zbliżył się do dziewczyny i momentalnie złapał ją za nadgarstek a jego chwyt był żelazny. Następnie zwinnie chwycił jej telefon i... zmiażdżył go. Zacisnął na nim dłoń i po chwili poczuł jak obudowa ustępuje pod wpływem jego siły.
- Oj, przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło - powiedział i uśmiechnął się niczym psychopatyczny szaleniec. Nadal trzymał kobietę za rękę i zaciskał na jej kostkach dłoń. Chciał wiedzieć jej ból. Liczył na to, że go zobaczy...

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Soccer Mom on Sro Mar 13, 2013 11:14 am

Szukajcie a znajdziecie. Cassandra zdawała sobie sprawę z prawdziwości tego powiedzenia, ale tym razem wcale nie chodziło jej o nic więcej niż wodę nad którą ktoś powiedział parę dziwnych, łacińskich słówek. Nie tym razem.
- Za to patos nieźle ci wychodzi, kochany - wyraźnie podkreśliła ostatnie słowo, nie pozostawiając wątpliwości, co uważa o nazywaniu jej w ten sposób przez pierwszego lepszego gościa z ulicy. Czy tam kościoła. - Ciężko trenowałeś? - Miała zamiar dodać kolejną złośliwostkę, ale zanim zdążyła otworzyć usta, krzyż zajął się ogniem. Wpatrywała się w niego przez dobrych kilka sekund, choć miała ochotę sprawdzić, czy to mężczyzna był jego twórcą. W ten inny, nadnaturalny sposób. Normalny człowiek uznałby to za głupią sztuczkę, dzieło rzuconej zapałki, zwalając winę na swój brak spostrzegawczości. Ale nie Cassandra. Od kiedy utkwiła swój wzrok we włamywaczu, żaden jego ruch nie mógł jej umknąć, a już na pewno nie coś tak długiego, jak odpalenie zapałki z towarzyszącym temu charakterystycznym dźwiękiem i ruch nadgarstka, by celnie cisnąć nią na drewniany krzyż. Wreszcie, po czasie wystarczającym, by wyglądało na to, że musiała otrząsnąć się z szoku, odwróciła głowę w stronę mężczyzny.
- Brawo. Nie dość, że idiota i włamywacz, to jeszcze podpalacz - zakpiła, chociaż w jej głosie pojawiła się nutka niepokoju. Przebiegła palcami po klawiaturze telefonu, nie wciskając żadnego przycisku. Uspokajało ją to? Może. - Teraz muszę zadzwonić nie tylko na policję, ale i na... - urwała gwałtownie, kiedy mężczyzna zbliżył się do niej i złapał ją za rękę. Zmrużyła oczy, wpatrując się w niego ze złością, a w jej głowie w zawrotnym tempie dokonywała się właśnie kalkulacja. Była w drodze, cholerny Dean na nią czekał (...no dobra, to nie był żaden argument, najwyżej sobie poczeka), byłoby dobrze, gdyby nie wkręciła się w żadne zamieszanie. I teraz pojawiało się pytanie. Szybciej załatwi sprawę z tym debilem, postępując tak, jak sobie życzył, czy walcząc? Szarpnęła się, jednak nie uwolniła, spoglądając na Damiana z nietłumioną złością. Była zła na tę sytuację, to dało się zauważyć.
- Nie był wcale taki tani - mruknęła i westchnęła teatralnie, jakby faktycznie przejmowała się tym, co stało się z jej komórką. Będzie musiała wygrzebać kartę sim, zbyt wiele osób miało ten numer, żeby miała tak łatwo położyć na niej krzyżyk. Ona mogła ich znaleźć bez problemu, oni - niekoniecznie.
- Mały psychopata? - zaproponowała jadowitym głosem, szarpiąc się kolejny raz w bezsilnej walce. Bo walka nie pozwalała, by w szarozielonych oczach pojawił się ból. Ten ból, który on chciał zobaczyć, a którego Cassie pokazać nie mogła.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Sro Mar 13, 2013 4:20 pm

Zamknął oczy i zobaczył w czerni czerwoną mgiełkę, która ponownie zawracała mu głowie. Uśmiechnął się ukazując rzędy idealnie białych zębów. Kiedy otworzył oczy, jego wzrok był mroczny. W spojrzeniu kryła się sama istota chłodu, jakby mroziła serca ludzi, przemieniała je w kostkę zwykłego, kruchego lodu.
- Mówisz o patosie? Fakt, umiem przekazywać myśli tak, żeby ująć je w słowach bardziej... podniosłych, jednakże krzyż już upadł. Nigdy się nie podniesie. - Odparł i mocniej zacisnął dłoń na jej nadgarstku, spojrzał w oczy kobiety, nie wiedział jednak w nich strachu, był tam spokój, stoicki spokój, który opierał się uroczemu cierpieniu. Czemu ona tak się opierała? A może? Pociągnął ją z duża siłą, cały czas spędzony na treningach siłowych sprawdził się, pociągnął dziewczynę za sobą tak, że nijak musiała za nim pójść. Wszakże on był mężczyzną, w nim leżał potencjał siły większy niż w tej dziewczynie. Z całej siły pociągnął jej dłoń i skierował ku ogniu, który spopielał drewno.
- Jesteś w Kościele, właśnie dokonałaś świętokradztwa... to będzie Twoja pokuta. Cierpienie, słodkie cierpienie, które przy pomocy ognia oczyszcza Twoją duszę i ciało. Czy czujesz to? Czujesz zew aniołów śpiewających na cześć odzyskanej duszy? - Szaleństwo w jego spojrzeniu zdawało się być aż nienaturalne, mroczne. W jego oczach zauważyć można było ogień pożądania, iskierkę życia. Jego uśmiech też był podobny do uśmiechu szaleńca. Był on psychiczny, jednakże jego psychika kierowała się jakże pięknymi aspektami świata. Wszakże ból jest piękny.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Soccer Mom on Sro Mar 13, 2013 5:00 pm

- Kuuurde, jaki ty jesteś nadmuchany - Machnęła rękoma, jakby chcąc zobrazować wielkie rozmiary ego włamywacza-psychopaty. Nabrała powietrza w usta, wydymając policzki, by po sekundzie wypuścić je ze śmiesznym dźwiękiem. - Uważaj, żeby nie podchodził do ciebie nikt z ostrymi przedmiotami, bo mi tutaj pękniesz, malutki - kpiła sobie z niego dalej. Dla postronnego obserwatora zapewne wyglądało to tak, jakby adrenalina przejęła władzę nad dziewczyną, kompletnie zacierając granice zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego, każąc gadać skończone głupoty, którymi tylko mogła rozdrażnić mężczyznę. A może o to jej chodziło? W końcu człowiek targany gwałtownymi emocjami zdradzał więcej i bardziej się odsłaniał.
Cassie chciała wiedzieć, czego szukał w kaplicy. Co było w niej takiego istotnego. Ktoś mógłby nazwać to zboczeniem zawodowym, ona pewnie zaśmiałaby się mu w twarz, powtarzając swoje ulubione powiedzonko: wiedza to władza, a władza to niezła zabawa.
Dała pociągnąć się mężczyźnie, opierając się jedynie przez kilka chwil, uparcie wciskając nogi w ziemię. Zaczynało ją to bawić. Zaczynało ją to cholernie bawić, a kiedy Cassandra Montressor odczuwała ten specyficzny rodzaj dreszczy, maniakalnego chichotu, kiedy słyszała bębny raz po raz rozbrzmiewające w jej głowie... lepiej było trzymać się z dala od niej.
Trudno, najwyraźniej kaplicę oprócz drewnianych odpadów oznaczą też te ludzkie. I bynajmniej nie będą należeć do niej.
Sekundę temu jeszcze nie protestowała, jednak kiedy mężczyzna zaczął przyciągać jej rękę do ognia, zaczęła się szarpać. Naturalny odruch, nie była jakimś pojebańcem, żeby palona skóra sprawiała jej przyjemność, prawda? Jednak wygrał, pozwoliła mu wygrać, a gorący płomień w spokojnym tempie nieuniknionego rozpuszczał tkanki białej skóry Melissy Ackroyd.
- Z aniołami się jakoś nie lubimy, chyba nie chce im się zdzierać na mnie gardła - wysyczała, jednym szybkim ruchem odwracając się w stronę mężczyzny i celnie uderzając kolanem w jego krocze. Sekunda, tyle jej wystarczyło, by wyszarpnąć się z uścisku, odskoczyć na bezpieczną odległość i z drapieżnym uśmiechem wyciągnąć do tej pory ukryty w wewnętrznej stronie kurtki sztylet. - Sprawdzimy, czy lubią ciebie? - spytała słodko, unosząc jedną brew.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Sro Mar 13, 2013 5:58 pm

Już cieszył się jej bólem, jej cierpieniem kiedy ona nagle uderzyła go w krocze. Ból był niesamowity i pewnie mógłby się nim Damian cieszyć gdyby nie fakt, że na włosku wisiało jego życie. No może nie do końca ale przyzwyczaił się do pewnych tortur więc pewnie ugodzenie sztyletem w jego serce byłoby dla niego bardziej łaskotaniem. Śmiech potoczył się po całej sali. Damian wstał, bo wcześniej upadł z bólu na podłogę i poskakał chwilę na piętach. Sięgnął do swojego plecaka i wyciągnął z niego sztylet i pistolet. Odrzucił plecak szybko na bok i wycelował pistolet w dziewczynę.
- Cóż... zazwyczaj wolę metody inne niż ludzkie jednakże nie chcę wyciągać wszystkich swoich kart tak od razu. To jest gra, która ja zamierzam wygrać. - Powiedział i strzelił tuż pod nogi kobiety. Huk strzału poniósł się echem po kaplicy... ogień oświetlał pomieszczenie, w którym robiło się coraz bardziej duszno. Damian zaśmiał się zadowolony z obrotu sytuacji.
- Wiesz? Minęło sporo lat odkąd byłem zmuszony używać przemocy w takiej sytuacji. Preferowałem ją raczej w łóżku kiedy dawałem rozkosz... moim partnerom seksualnym. Szkoda, że nie odpowiadasz moim ideałom, inaczej chętnie widziałbym Ciebie w swoim łóżku... kto wie? Może nawet byś przeżyła, trochę obolała ale jednak byś żyła. Teraz jednak będę musiał Ciebie zabić, szkoda, prawda? Niestety świat ponownie utraci piękno. - Westchnął teatralnie i ponownie wystrzelił, znów pod nogi kobiety, której urodę podziwiał aczkolwiek wiedział, że musi to zrobić. Musiał pozbawić znów kogoś życia.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Soccer Mom on Sro Mar 13, 2013 6:32 pm

Zazwyczaj wolę metody inne niż ludzkie. Drgnęła, odruchowo, chociaż wydawać by się mogło, że wszystko powinna mieć opanowane do perfekcji. Jednak czasami nawet jej, nawet Cassandrze Montressor, zdarzało się nie przewidzieć wszystkiego do końca. I ty uważasz się za niezłego stratega? prychnęła w myślach. Nie spodziewała się tego. Nie tutaj. Za parę godzin, może nawet jedną, gdyby dobrze docisnęła gaz. Ale nie teraz. Nie w osobie tego skończonego kretyna, który brzmiał, jakby urwał się z jakiejś do usrania nudnej książki historycznej. Kto jeszcze tak mówił?
Kto normalny zastanawiał się nad sposobem dobierania słów jakiegoś psychola, kiedy tenże psychol celuje w ciebie z klamki?
A kto powiedział, że Cass była normalna?
- To masz mały problem, bo opłaciłam krupiera - skomentowała jego słowa, nic sobie nie robiąc z tej przemowy (właściwie to podczas niej sugestywnie ziewnęła), ognia otaczającego ich w powoli niedający się przekroczyć krąg, powietrza coraz bardziej ubogiego w tlen. Przekręcała rękojeść stylowego sztyletu między palcami, uśmiechając się lekko, teraz jakby łagodnie. - Ups. Chybiłeś - skwitowała z udawanym smutkiem, nawet nie przestępując z nogi na nogę. To powinno wyraźnie dać Damianowi do zrozumienia, że z Cassandrą nie będzie tak prosto. Że nie rzuci się mu pod nogi błagając o wybawienie kiedy zagrozi jej swoją ogrrromną spluwą i na próżno zmarnuje pocisk.
- Dawałeś rozkosz swoim partnerom seksualnym? A już myślałam, że samemu łóżku - zakpiła z idiotyzmu jego wypowiedzi, a w rozszerzonych źrenicach odbijał się ogień. To była Cassie. Nawet w obliczu swojej rzekomej śmierci, nie przestawała kpić, irytować, bawić się słówkami. Szkoda tylko, że pan Jara Mnie Sado-maso nie doceniał tych subtelności. Był tak zapatrzony w swoje przepatetyczne przemowy, że najwyraźniej nie słyszał nic więcej. - Szkoda byłoby nie wiedzieć, z czyjej ręki się zginie. Sprawisz mi tę przyjemność, o przestraszliwy włamywaczu? - udała przerażenie i pewnie zakryłaby sobie usta dłońmi, gdyby w prawej nie trzymała ostrza. Nie miała zamiaru rzucać się do ataku, najpierw dowie się czegoś o nim. Wszystko, czego potrzebowała, miała przy sobie. Musiała tylko się dowiedzieć, jak to wykorzystać.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Czw Mar 14, 2013 8:25 am

Damian nie chciał się jeszcze ujawniać. Postanowił nie używać więc swych mocy, które przysługiwały mu przez pochodzenie. Poniekąd jego moce były w końcu wynikiem pochodzenia, jego matka mu je... nadała, tak też można uznać. Już miał wyciągnąć dłoń, już miał uwolnić swoją moc kiedy jednak postanowił inaczej. Celując w kobietę, sięgnął po księgę, która leżała obok i otworzył ją. Przez chwilę przewracał kartki ale też co chwilę spoglądał na kobietę, nie chciał być przez nią zaskoczony.
- Ty tak uważasz, ja zawsze byłem na wygranej pozycji. Cóż, gdybym nie był to nie byłoby mnie tutaj a z Twojej ręki na pewno nie zginę... no może nie w sposób, w jaki Ty to postrzegasz. - Odłożył księgę na ołtarz, okrążył go tak, że stanął za ołtarzem, sztyletem przeciął swoją dłoń i kilka kropelek umieścił w kielichu, w którym trzymano komunię.
- Dam Ci szansę, inaczej sprofanuję to miejsce, zawita tutaj zło. Nie lubisz zła, prawda? Demony Ciebie nienawidzą a Ty nienawidzisz demonów. - Rozłożył dłonie i zaczął inkantację. Jego szybko powiedziane słowa niosły się krótkim echem po kaplicy. Słowa, które mówił były wypowiedziane po łacinie ale brzmiały one złowrogo, jakby modlił się do samego szatana. Nagle przerwał.
- Opuść to miejsce inaczej wezwę demony. - Powiedział już całkiem poważnie. Czy robił błąd puszczając kobietę wolno? Może, jednakże nadal nie wiedziała ona kim przecież on jest. Mógł być przecież zwykłym satanistą.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Soccer Mom on Czw Mar 14, 2013 4:19 pm

Cassie też nie chciała się jeszcze ujawniać. Jednak bądźmy szczerzy - chyba każdy musiał się domyślić, że żadna normalna dziewczyna widząc, że została sam na sam z psycholem, który rozpierdolił kościelne entourage nie prowokowała go jeszcze, tylko zwiewała jak najprędzej. Jeśli sama wpakowała się w takie "bagno" najwyraźniej czuła się nadzwyczaj pewnie. Tylko ludzie (i nieludzie), którzy widzieli dużo więcej, niż dzieła przestępców żyjących za podatki szarych obywateli, mogli ze stoickim spokojem i pewnością siebie nie zareagować na wystrzały, niechby i chybione.
Pech chciał, że Damián Mejía Alcántar natknął się właśnie na kogoś takiego.
A Cassandra Montressor? Bawiła się doskonale.
Słowa o ginięciu wysłuchała z odrobiną zainteresowania (taką, jakiej udziela się właśnie rozdeptanemu robakowi, który za cholerę nie chciał odczepić się od podeszwy), w końcu mogła wcale nie być kolejnym przykładem, że pan Przerażający miał gigantyczne ego, a rzeczywistą wskazówką. Odruchowo, na drugim poziomie świadomości, Cass zaczęła prowadzić spis wszelkiego rodzaju obiektów, których nie mogłaby zabić srebrnym sztyletem. A przynajmniej nie faktycznie. Ale skoro już srebrny sztylet miała... Dlaczego nie sprawdzić, do czego mężczyzna był zdolny? Kiedy ten zajął się przecinaniem swojej dłoni, Montressor przekręciła sztylet w dłoni i rzuciła nim w stronę "zwykłego satanisty". Nie był to może nóż do rzutów, ale Cassie też nie była zwyczajna - każdy normalny człowiek tkwiłby właśnie z ostrzem wbitym może nieco zbyt na prawo od serca.

Nie dane jej było zareagować na reakcję Damiana, bo... wybuchnęła śmiechem. Prawdziwym, chłodnym, ale zdecydowanie szczerym śmiechem, który zdawał się odbijać od wysokich ścian katedry wracając do Cassandry w dwójnasób. Zaraz otrząsnęła się teatralnie i uśmiechnęła przepraszająco.
- Wybacz. To było nieprofesjonalne. Więc mówisz, że ostatnio byłeś na herbatce z demonami i powiedziały, że za mną nie przepadają? - zdziwiła się sztucznie, rozszerzając oczy. - A zdradziły, czym się im tak naraziłam? Organizowałam ostatnio za mało czarnych mszy? A może zorientowali się, że te koktajle nie były ze świeżych martwych płodów? Szlag! - Uderzyła pięścią o dłoń. - Wiedziałam, żeby nie oszukiwać o przestrzaszliwych demonów! - Bawiła się doskonale. Zawsze lubiła teatralność i przesadę, a ta sytuacja... Była tak przerysowana, jak tylko się dało. Pokiwała z wielkim skupieniem głową i zakręciła nadgarstkiem, by kontynuował. - Chętnie poznam twoich kumpli, mam za mało znajomych na facebooku - dodała z wyraźnym oczekiwaniem.
Oczekiwaniem na nic, bo już po pierwszych wypowiedzianych przez niego słowach zorientowała się, że nici z przyzywania demonów. Khem. Przynajmniej w ten "standardowy" sposób.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Czw Mar 21, 2013 12:38 pm

/wyyyyyyyyyyyyybacz mi proszę, że tak długo ale wiesz, szkoła, wena Very Happy/

Pechem można było nazwać to, że Cassie natknęła się właśnie na Damiana. Nie to, żeby on chciał jej coś zrobić, niestety sytuacja go do tego zmusiła, a może to on kierował tą sytuacją tak, żeby coś tej dziewczynie zrobić? Wszakże lubował się w zadawaniu cierpienia, zresztą jego rys psychologiczny był wbrew pozorom bardzo prosty a tez nietrudno było go zadowolić. Czas nagle jakby spowolnił kiedy dziewczyna rzuciła w niego sztyletem. Przez jego głowę przeszły tysiące myśli w tym jedna: Co robić? Myśl ta była kluczową myślą. Zaczątkiem jego działania. W wyniku tego działania, nóż, którym rzuciła dziewczyna, nie trafił w Damiana, ba! Ten nóż zwyczajnie jakby stracił swoją energię kinetyczną i automatycznie także potencjalną przez co po chwili po pomieszczeniu rozniósł się echem brzdęk metalu uderzającego o kamienną posadzkę.
Damian uśmiechnął się tajemniczo do dziewczyny i pokręcił głową.
- Trzeba czegoś więcej żeby mnie dosięgnąć dziewczyno. - Powiedział tylko i spojrzał się na ten wielki żyrandol, który wisiał nad dziewczyną, może nie centralnie ale jednak jego upadek zdecydowanie mógłby coś zrobić młodej łowczyni. Trzask jaki można było usłyszeć, oznaczał pęknięcie łańcucha, jednego z trzech jaki trzymał ten żyrandol. Dwa łańcuchy jednak nie miały odpowiednio dużej siły aby utrzymać cały ciężar, już powoli puszczały. W zasadzie jedynie sekundy dzielił dziewczynę od straty życia, bądź dożywotniego kalectwa.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Soccer Mom on Wto Mar 26, 2013 2:54 am

nie ma sprawy, teraz zresztą ja przedłużyłam, ale przez cały weekend mnie nie było. no.

Cassie naprawdę była szczerze zaciekawiona w jaki sposób jej nowy kolega będzie chciał sprowadzić jej - jakby nie patrzeć - starych kolegów i głównie dlatego nie zareagowała w żaden konkretny sposób. Rzucenia nożem nie można było w ten sposób nazwać. To było zbadanie gruntu, sprawdzenie, jak daleko może się posunąć. W końcu nawet nie łudziła się, że nóż dosięgnie celu. Owszem, uznałaby to za całkiem przyjemny (choć zdecydowanie nudny) obrót wydarzeń, ale ten rzut to było tylko upewnienie się, że amator kościelnych ozdób miał więcej umiejętności, niż rozumu.
Cholera, a jeszcze jakiś czas temu przysięgałaby, że to powinno iść ze sobą w parze!
- I co teraz? - westchnęła teatralnie, załamując dłonie by wyraźnie pokazać, że są puste. - Skrzywdzisz mnie, małą, niewinną kobietkę, kompletnie pozbawioną broni? - spytała, robiąc przesadnie smutną minę i kilkakrotnie mrugając, pozwalając długim rzęsom rzucać cień na bladą skórę policzków. Mówiła, więc sama sobie powinna zagłuszać dźwięk odkręcającego się żyrandolu, prawda? Wpatrywała się w mężczyznę, wcale nie mając dość gierek, nigdy nie mając ich dość. Dlatego, kiedy naprężony łańcuch w końcu pękł, gdy dzieliły ją od zderzenia z żyrandolem zaledwie dwa metry (wystarczająco mało, by pan jaśnie wielmożny włamywacz poczuł się wygranym) zgrabnie przeturlała się do tyłu, a kiedy odwracała głowę w stronę Damiana, jakby zahipnotyzowany tym ruchem kawał żeliwa, jeszcze niedotykającego ziemi, ruszył w jego stronę z siłą wystarczająco mocną, by przycisnąć go do ściany. Jeśli mężczyzna pił już z kielicha zwycięstwa - zapewne jej się udało. Jeśli nie... Cass naprawdę lubiła gierki.
- Trzeba czegoś więcej, żeby mnie dosięgnąć, chłopczyku - zakpiła dokładnie jego słowami, powoli wstając z podłogi. - Rada na przyszłość: jeśli ktoś dużo gada, to znaczy, że czuje się pewny. Czasem warto zastanowić się dlaczego. - Po ostatnich słowach machnęła obiema rękami na boki, a witraże małej kapliczki (ktoś się nieźle będzie musiał narobić, żeby dostać kasę na odbudowę - ups?) zostały wypchnięte, jakby pod naporem powietrza. Ogień rozprzestrzenił się na boki, a Cassie korzystając z paru sekund, które nowa sytuacja zapewne jej dała, podniosła z podłogi swój sztylet.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Gość on Pią Mar 29, 2013 3:56 pm

Damian uniósł brew. Ta sytuacja przyjęła zaprawdę ciekawy obrót, który trudno było nawet mu przewidzieć. Mimo wszystko dziewczyna została zdradzona, zdradzona przez samą siebie. Damian potrafił rozpoznać umiejętności, wiedział, że dziewczynę nie stać tylko na to aby siłą woli przycisnąć go do ściany czy wybić witraże. O nie... jej umiejętności wykraczały o wiele dalej, w odczuciach Damiana. Damian jednak został zaskoczony i nic nie mogło zmienić tego faktu, nawet jego wyjątkowo bystry umysł wsparty nadzwyczajną spostrzegawczością. Nie zdołał już odepchnąć zbudowanego z żelaza odłamka tego wielkiego żyrandola ale jednak coś się stało. Żeliwny odłam, zwolnił i uderzył w mężczyznę nie czyniąc mu specjalnej krzywdy. Zresztą... od tego istnieją pewne siły, pewne słowa aby móc się... naprawić.
- Chcesz się pojedynkować na... umiejętności "specjalne"? Dobrze. Ty wybrałaś broń ale to jednak ja... wybieram miejsce walki. - Tutaj uśmiechnął się i nagle miejsce jakby się zatrzęsło. W zasadzie to kościółek ten zatrząsł się. Echem magicznych szeptów wypełniło się to wielkie pomieszczenie. Damian poruszał ustami, jednakże to te szepty były jedynymi dźwiękami. W pewnym momencie Damian uniósł dłoń i zacisnął ją w pięść po czym nagle opuścił ją. Łatwo było wyczuć gwałtowny ruch powietrza, który uderzył w posadzkę, a jednak to nie od ruchu powietrza ona pękła. To była ta niewidzialna siła. Ogółem, posadzka rozleciała się. Sceneria zmieniła się. Otoczeni mrocznym światłem pochodni, znaleźli się w katakumbach pod kaplicą. Kto by pomyślał, że takie miejsce znajdują się w takim niepozornym miejscu?
- Twoja kolej moja pani - skłonił się szarmancko przed dziewczyną.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Soccer Mom on Pią Mar 29, 2013 6:26 pm

Damian uśmiechał się do niej, a ona - do Damiana. Gdyby nie fakt, że podłoga wokół nich właśnie się zapadała, można by uznać, że byli na herbatce. Teraz już nic nie mogło ją zaskoczyć, ale miała nadzieję, że ona zdoła zaskoczyć mężczyznę. Spokojna, odprężona, przesuwając sztylet między palcami czekała, aż pył opadnie, odsłaniając miejsce, które "wybrał" jej nowy kolega. Zacmokała, rozglądając się dookoła, jakby pod wrażeniem katakumb.
- Efektowne, nie powiem - skomentowała, a w niepokojącym świetle pochodni jej uśmiech mógł wydać się dużo bardziej drapieżny.
Rozejrzała się dookoła z umiarkowaną ciekawością, jakby przy porównaniu z otoczeniem Damian przestał być wystarczająco interesujący. Śmierdziało i kiedy się wsłuchała mogła dosłyszeć piski szczurów. Nie najprzyjemniejsze dla takiej delikatnej panienki, jaką była Cassandra. Wystarczyło, że przewracając się, by uniknąć zderzenia z żyrandolem, złamała paznokieć. A skoro ona złamała paznokieć, Damian powinien mieć złamaną rękę. Strzeliła palcami, a dźwięk, który przy tym się rozległ, cudownie synchronizował się z wydawanym przez łamiącą się kość. Nic straszliwego, miesiąc w temblaku, albo - jeśli mężczyzna faktycznie miał tak niesamowite umiejętności, jak sugerował - parę minut bólu.
W końcu, hej, postarała się o złamanie otwarte!
Mimo to, nie wyglądała na osobę, która ma zamiar walczyć. Wręcz przeciwnie, była tak znudzona, że w końcu usiadła na czymś, co wystawało znad ziemi i wyciągnęła z kieszeni pilniczek, by doprowadzić nieszczęsny paznokieć do porządku.
- Na twoim miejscu bym się pośpieszyła, jeśli nie chcesz poznać mojego przyjaciela. A wierz mi, mało kto go lubi - powiedziała spokojnie, a oprócz specyficznego dla katakumb dźwięku kapiącej (nie wiadomo skąd) wody i szeleszczącego ognia, można było dosłyszeć miarowy, powtarzający się ton pilniczka ocierającego się o paznokieć. - Nie mam pojęcia dlaczego, jest taki kochany - zdziwiła się sztucznie i wydęła usta, jakby ten fakt naprawdę był dla niej niezrozumiały. To nie był pic na wodę. Dziw, że jej najlepszy przyjaciel nie był teraz przy niej. Ale nie martwiła się, malutki miał swoje sposoby, żeby uzyskać informacje. Na pewno zaraz ich odwiedzi, a wtedy... zacznie się prawdziwa zabawa.
W końcu nie mogła ryzykować, że złamie kolejny paznokieć.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by † Castiel † on Sob Mar 30, 2013 1:37 am

Colt był niezbędnym rekwizytem, jeżeli chodzi o zakończenie spektaklu pod tytułem Apokalipsa. To jasne, że nie było innego wyboru, jak tylko skorzystać ze wszystkich sposobów na poznanie jego położenia. Jednym na liście było też zdobycie informacji z bezpośredniego źródła. Zazwyczaj nie był przychylny takim działaniom, ale oboje byli w desperackiej potrzebie. Im słabszą istotę znajdą, tym szybciej się jej pozbędą, zdobywając to, czego zamierzali szukać - taki był plan.
Minęło kilka minut, zanim znalazł odpowiednie miejsce. Wrócił do Douglas, po czym bez wielkich ceremoniałów określił, gdzie będą zmierzać. Zignorował kolejną mało istotną wypowiedź Deana, która wyraźnie miała zabrzmieć sarkastycznie, po czym ustalili szczegóły ich podróży. Od razu chciał zaproponować, że weźmie go ze sobą swoim normalnym sposobem transportu, ale ponieważ zielonooki nalegał, by zrobić to jego zwyczajem, Castiel wyraził milczącą zgodę. Nawet, jeśli mieli stracić dwie i pół godziny drogi, stwierdził, że wytrzymałość Winchestera w dniu dzisiejszym wisi na włosku, więc nie było sensu go ponaglać. Mimo to, zamiast zwyczajnie wsiąść do samochodu, pojawił się w nim swoim sposobem i czekał w milczeniu, aż dotrą na miejsce. Sługa Boży potrafił być cierpliwy. Było to wpisane w jego jestestwo.
Kiedy byli już blisko nie musiał nawet doprecyzować swoich instrukcji, ponieważ tuż przed nimi wyłoniła się kaplica zbudowana w latach dwudziestych poprzedniego wieku, która stała, zazwyczaj nie odwiedzana przez nikogo. Teraz jednak na poboczu zaparkowany był samochód, a sam budynek trząsł się w podstawach. Jego towarzysz zatrzymał się w bezpiecznej odległości od obiektu i wysiadł w akompaniamencie skrzypu drzwi Impali. Cas pojawił się w połowie drogi do kościółka, mierząc czujnym wzrokiem jego sylwetkę od drewnianych drzwi, po krzyż na zwieńczeniu. Był zaniepokojony, Sądząc po wstrząsie, jaki właśnie rozszedł się od tamtego miejsca po ziemi, widocznie nie docenił szukanej istoty. Mimo to, podążył do wejścia powolnym krokiem, świadomy, że podąża za nim łowca. Nie chciał, by wywiązała się z tego niebezpieczna sytuacja.
Otworzył drzwi i stanął na niewielkiej powierzchni, jaka została z pierwotnej podłogi. Reszta była zapadliskiem stworzonym widocznie przez dwóch osobników, którzy obecnie się w nim znajdowali. Posłał mężczyźnie za nim spojrzenie, mówiące, że najlepiej będzie chwilę przeczekać. O dziwo, ten go posłuchał. Chyba był już zbyt zmęczony na działanie na własną rękę. Obaj obserwowali, jak kobieta swoimi umiejętnościami łamie rękę mężczyzny w kapturze, ale tylko Dean niezauważalnie się wzdrygnął. Anioł zdążył już dawno zidentyfikować interesujący ich obiekt i postanowił wkroczyć do akcji.
- Zostań tu, ja się tym zajmę - rzucił cicho do Winchestera zanim zniknął, pojawiwszy się kondygnację niżej, nieco z boku, ale nadal pomiędzy dwójką. Póki co obserwował rozwój sytuacji i reakcję osobników na swoją obecność, w przygotowaniu mając miecz Archanioła. Nie chciał, żeby zmuszali go do zrobienia czegoś, czego będzie żałował. Może uda im się zachować spokój i racjonalnie ocenić sytuację? Spojrzał w oczy każdego z nich z osobna.


Castiel
I love pasta. These make me very happy
[You must be registered and logged in to see this image.]

avatar
† Castiel †

Liczba postów : 81
Join date : 21/10/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Mała Kapliczka

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: CLEVELAND :: OBRZEŻA

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach