Kuchnia i pokój dzienny

Go down

Kuchnia i pokój dzienny

Pisanie by Kerra Morrigan on Sro Gru 12, 2012 9:19 pm

Kuchnia połączona jest z pokojem dziennym, bo tak jest zwyczajnie prościej. No i to spora oszczędność miejsca, rzecz ważna w ulokowanym w ciasnej kamienicy mieszkanku. Oba pomieszczenia urządzone są w jasnych kolorach, ze smakiem i prostotą. W materiałach króluje drewno, metal i płótno, a kolory to połączenie brudnej bieli, wytwornej czerni i metalicznego połysku stali z kilkoma pastelowymi dodatkami.
avatar
Kerra Morrigan

Liczba postów : 13
Join date : 11/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i pokój dzienny

Pisanie by Kerra Morrigan on Sro Gru 12, 2012 9:22 pm

Telewizor w salonie szumiał gdzieś w tle, wyciszony niemal do minimum. Nadawano właśnie popołudniowy serwis informacyjny, który Kerra jeszcze pół godziny temu chciała oglądać, ale jakimś cudem - całkiem wyleciało jej to z głowy! Czasem jej się to zdarzało - nieobecne spojrzenie, zmarszczone minimalnie brwi i całkowity brak reakcji na dochodzące z zewnątrz bodźce. To niewątpliwie świadczyło o ciekawej sprawie, która właśnie trafiła na jej biurko - a przez "ciekawą" należało tu rozumieć okropnie brutalne morderstwo, bo tylko takie sprawy absorbowały ją do maksimum, sprawiając, że była w stanie przez bite czterdzieści minut wpatrywać się niewidzącym wzrokiem w ścianę i snuć domysły na temat akt. Prawnicy! Któż ich zrozumie?
Dziś wróciła do domu wyjątkowo wcześnie. James miał rozprawę, więc nie mogli wyjść wspólnie na obiad jak to mieli w zwyczaju. Skoro nie mogła iść z nim, nie poszła wcale i swoją popołudniową przerwę przepracowała. Dzięki temu skończyła wcześniej i teraz tkwiła w pustym mieszkaniu, czekając na znajomy zgrzyt klucza w zamku - jawny sygnał powrotu jej mężczyzny. Mężczyzny, którego teraz bardzo potrzebowała, by była ogromnie głodna. Lepiej żeby zaraz się pojawił, bo Kerra głodna to z zasady Kerra zła. Póki co usiłowała zabić ssanie w żołądku wielkim kubkiem herbaty, o której zresztą szybko zapomniała. Do połowy opróżniony porcelanowy kubek, pełen wystygłego już naparu z liści herbaty, tkwił przed nią na kuchennym blacie. Szczupły palec wskazujący jej prawej dłoni, rytmicznie gładził ucho kubka, tic-tak, w rytm wędrujących po tarczy wskazówek zegara. Choć jej myśli były całkiem skupione na sprawie, którą zostawiła w biurze, jej podświadomość zdawała się wiercić niecierpliwie w oczekiwaniu na powrót pewnego przystojnego prawnika. Odległy szum telewizora, tykanie zegara, odgłosy ulicy - nie słyszała ich, ale jednak w jakiś pokrętny sposób była ich świadoma. Ona nasłuchiwała. Całkiem wbrew sobie, niecierpliwa jak dziecko w noc przed świętami Bożego Narodzenia. Czyż nie była odrobinę uzależniona? Nieprzyzwoicie przywiązana do swojego zwykłego trybu dnia i wszystkich rutynowych czynności. To zawsze gwarantowało jej spokój. Teraz, gdy wszystko było trochę nie tak jak powinno być, jeszcze bardziej usiłowała kontrolować swoje życie - jakby to mogło sprawić, że jej niepokój, cichy głosik odzywający się w jej głowie tuż przed zaśnięciem, nagle zniknie.
I wszystko będzie tak jak powinno być.



but you'll never, never make it
and you'll never, never break it
until you learn to see
until you set free
avatar
Kerra Morrigan

Liczba postów : 13
Join date : 11/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i pokój dzienny

Pisanie by Gość on Czw Gru 13, 2012 5:12 pm

    Sporo spóźnił się na kolację. Tylko dlatego że po kolejnym, nudnym procesie o odszkodowanie James dał się wyciągnąć do baru na 'jednego'. Potem był drugi, trzeci i ósmy. Znajomy prawnik który towarzyszył Hugnniesowi patrzył na to jak brunet wlewa w siebie kolejne porcje whyski z nieukrywanym zdziwieniem - wszyscy wiedzieli że James nie pił nigdy takich ilości w tak krókim czasie. Ale Jimm nie przejmował się tym, popijając whisky piwem i przesiąkając dymem papierosowym, od którego było szaro w barze.
    Dlatego nic dziwnego że z tym zgrzytem klucza w zamku był mały problem. Pan James nie mógł trafić za pierwszym razem w dziurkę od klucza. Za drugim też nie, a trzecią próbę podjął dopiero wtedy gdy przestał się śmiać pod nosem. Powiedzonko "do trzech razy sztuka!" miało właśnie odwzorowanie w prawdziwym życiu, gdy ta trzecia próba okazałą sie udaną. Wszedł do mieszkania, rzucając swoją torbę gdzies na podłogę, niedbale wieszając płaszcz na wieszaku. Buty ściągnął w przedziwny sposób, sprawiając że jeden z nich wylądował niemal przy drzwiach do kuchni połączonej z pokojem dziennym. James wzruszył tylko ramionami patrząc na mały bałagan w przedpokoju jaki zrobił obojętnym wzrokiem i nieco chwiejnym krokiem ruszył na poszukiwania pani domu.
    Znalazł ją przy kuchennej szafce, jak zwykle skupioną na pracy. Niech teraz się skupi na nim!
    - Kerrra! - zamruczał podchodząc od rudowłosej, obejmując ją w pasie - Zostaw too... - zamknął akta sprawy nad którą prawowała i przesunął je na krawędź szafki, trochę zbyt mocno bo teczka spadła rozsypując swoją zawartość na podłogę.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i pokój dzienny

Pisanie by Kerra Morrigan on Czw Gru 13, 2012 5:49 pm

Kerra zaczynała się martwić. Godziny mijały jedna po drugiej, a jego nadal nie było. Telefon Jamesa nie odpowiadał, a sekretarka w jego kancelarii, do której zdesperowana kobieta zadzwoniła szukając informacji, uprzejmie powiadomiła ją, że rozprawa skończyła się dawno temu, a pan Hugnnies nie wrócił później do biura. Więc wydzwaniała dalej, coraz bardziej zdenerwowana i coraz bardziej głodna. Kiedy James wrócił, resztki zamówionej przez nią pizzy zdążyły dawno wystygnąć, a ona miała dwie strony notatek na temat prowadzonej właśnie sprawy. Ale to wszystko nie było już ważne. James wrócił i Kerra zamierzała urządzić mu nie lada awanturę.
W pierwszej chwili, gdy go zobaczyła poczuła ciepło na sercu, bo nie musiała się już martwić o jego bezpieczeństwo. Ale później jego rozbiegane spojrzenie i całkowity brak koordynacji wyjaśniły jej co dokładnie porabiał, gdy ona odchodziła od zmysłów ze strachu. Nie odezwała się do niego ani słowem, z pozornym spokojem przyglądając się jego nieudolnym próbom pozbycia się butów. Jej śliczne usteczka zacisnęły się w wąską linię, a groźnie zmrużone oczy ani na chwilę nie przestawały piorunować pana Hugnnisa swoim spojrzeniem. Gdyby wzrok mógł zabijać, to on powinien już wić się na podłodze w agonii.
- Jak miło, że raczyłeś zaszczycić mnie swoją obecnością. - wysyczała, gdy nieco chwiejnie ruszył w jej stronę. Czując jego ręce na swojej tali mimowolnie zesztywniała, nienaturalnie prostując plecy. Gwałtownym ruchem wyszarpnęła się z jego uścisku i zeskoczyła z krzesła na podłogę. Syknęła ze złością, gdy jej starannie poukładane dokumenty rozsypały się po kuchni.
- Patrz co robisz, łamago! - ofuknęła go i kucnęła by zagarnąć papiery do teczki, którą potem niezbyt delikatnie rzuciła na stół. Wyprostowana jak struna, z rękami splecionymi na piersi, przyglądała się swojemu narzeczonemu ze sporej odległości. Nie chciała, by podchodził bliżej. Cuchnął alkoholem i papierosami. Dawno nie widziała go tak nawalonego i wcale nie tęskniła za tym widokiem. Do cholery nie byli już studentami, którzy mogą zalewać się w trupa każdego wieczoru!
- Masz mi coś do powiedzenia? Może chcesz się pochwalić, gdzie spędziłeś wieczór? Bawiłeś się dobrze, gdy ja umierałam ze strachu, bo nie raczyłeś odebrać telefonu, ty cholerny idioto?! - jej głos stopniowo się podnosił, aż ostatnie słowa wykrzyczała mu w twarz. Jej zwykle blade policzki zdobiły lekkie rumieńce, oczy błyszczały od gniewu, ale jednocześnie na dnie złocistych tęczówek kryło się coś więcej. Żal, uraza, smutek. Jego nieodpowiedzialność, fakt że całkiem o niej zapomniał. To bolało i to bardziej niż mogła się spodziewać. Zwłaszcza, że to pierwsza taka sytuacja. Dotąd nie było jeszcze tak źle. Wcześniej przynajmniej odbierał telefony i ostrzegał, że wrócili pijany. A teraz? Och, doprowadzał ją do szaleństwa! Miał ochotę zdzielić go czymś ciężkim w tą jego śliczną buźkę i zetrzeć z niej pełen samozadowolenia uśmieszek. Powinien paść na kolana i błagać o przebaczenie! Już, zaraz!



but you'll never, never make it
and you'll never, never break it
until you learn to see
until you set free
avatar
Kerra Morrigan

Liczba postów : 13
Join date : 11/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i pokój dzienny

Pisanie by Gość on Czw Gru 13, 2012 7:03 pm

    Po co ta panika? No po co? Przecież nic wielkiego się nie działo - telefonu nie odbierał, bo najpewniej zostawił go w biurze, albo... zgubił gdzieś po drodze, kto by się tym przejmował. To tylko małe urządzenie. Kupi się nowy. I pewnie jakieś kwiatki i czekoladki też znajdą się na liście zakupów, ale to jutro kiedy obudzi się z wielkim bólem głowy i pleców po nocy przespanej na kanapie.
    - Też się cieszę że cię widzę - wymamrotał na jej niezwykle miłe przywitanie, próbując utrzymac godny pion co było trudne, kiedy podłoga wydaje się trudnym terenem do pokonania. Wszędzie nierówności! Nie wiem jak oni budowali tą kamienicę, nie wiem. Brunet chciał utrzymać tą niezwykle przyjemną atmosferę przytulając swą narzeczoną... tylko teatralnie wywrócił oczyma kiedy tak się wyszarpneła. Przecież nie gryzł. Tylko cmokał. Chciał troche czułości a Kerra zamiast tego dawała mu coś kompletnie odwrotnego. Nie ładnie.
    - Widzę. - kiwnął jeszcze głową zanim ukucnąłchcąc pomóc narzeczonej w pozbieraniu papierów, ale nie dała mu tej możliwości. Uparta była z niej bestia, a jak wkurzona to lepiej nie pochodzić zbyt blisko. Więc tego się trzymał,i nie narzucać swojej osoby do pomocy. Poddał się machnięciem dłoni i wstał na nogi. Obserwował ją uważnie, znaczy starał się obserwować Ker uważnie, ale wiecie jak to jest kiedy się za dużo wypije - uwaga i koncentracja nie spełniają najwyższych wymogów. I to wcale nie prawda że zalewał się w trupa każdego wieczoru! To tylko tak dzisiaj, pierwszy raz od studiów, pierwszy raz od momentu kiedy prawdziwy James wylądował w kanałach San Francisco. W końcu trzeba było oblać to wydarzenie. No i wygraną sprawę w sądzie.
    - Cii...ciii - przyłożył palec do swoich ust kiedy dziewczyna zaczęła krzyczeć. Nie lubił krzyku. Za mocno go denerwował podniesiony ton głosu i nerwy wyczuwalne w każdym słowie. Sam zaczynał się wtedy denerwować co było ewidentną cechą Oswina nie James'a. A zdenerwowany zmiennokształtny to nie była przyjemna sprawa. Robił się wtedy bezwzględny i teraz, będąc pod wpływem alkoholu, mógł być dwa razy gorszy. O ile Morrigan doprowadzi Jamesa to wściekłości tym swoim krzykiem.
    - Przepraszam? - wybąkał pod nosem spoglądając na wściekłe, rude stworzenie - Zrozum no...chyba zgubiłem telefon - wzruszył ramionami siadając na podłokietniku kanapy. - I wcale się dobrze nie bawiłem, no może troszeczkę ale cały czas o tobie myślałem! - dodał na prędko, starając sie zrobić minę zbitego psa. czy mu się udało, nie nam oceniać.
    - Po za tym nie przesadzasz trochę? Człowiek raz sobie wyjdzie i zaraz wielka awantura o to - mruknął, bardziej do siebie niż do dziewczyny, zjeżdżając tyłkiem z podłokietnika na miękkie siedzisko kanapy.


Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i pokój dzienny

Pisanie by Kerra Morrigan on Czw Gru 13, 2012 7:38 pm

Krzyki, gniewne potrząsanie rudą główką i zdolne zabijać spojrzenie, były jawnymi dowodami jej rozdrażnienia. Rozdrażnienia, pod którym panna Morrigan nawet przed samą sobą, skrzętnie chowała swoją urazę i żal. Nie chciała tego przyznawać, ale naprawdę ją to wszystko dotknęło i to do żywego. Żeby chociaż zadzwonił, powiedział, że wychodzi i kiedy wróci! Zrozumiałaby do cholery, przecież dlatego ją kochał! Bo zawsze rozumiała, rozumiała go lepiej niż ktokolwiek inny na świecie. Gdyby zadzwonił - może nawet sama by gdzieś wyszła? Nie dalej jak dwa dni temu, koleżanki z pracy ciągnęły ją do kina na komedię romantyczną, która właśnie weszła na ekrany. Byłoby dużo śmiech i trochę wzruszeń przy oglądaniu filmu, potem poszłyby na kolacje, wypiły kilka mojito i sytuacja wyglądałaby całkiem inaczej. Ale on nie pomyślał o niej, o swojej (podobno) ukochanej kobiecie, skazując ją tym samym na kilka godzin spędzonych samotnie na zamartwianiu się i zajadaniu niezdrowego, niesmacznego żarcia. Właśnie to, że nie pomyślał bolało ją tak bardzo, bo przecież rozumiała, że każdy miał czasem prawo upić się do nieprzytomności.
Milczała przez chwilę wciąż mierząc go złym spojrzeniem. Jej pierś unosiła się rytmicznie w szybkim oddechu, jakby te krzyki i ta złość ją wyczerpały. Potem westchnęła głęboko i zbyła jego słowa cichym prychnięciem.
- Oszczędź sobie zachodu, James. Kiepsko się tłumaczysz, gdy Ci się język plącze. - odpowiedziała mu już znacznie ciszej i z wyraźną rezygnacją w głosie. Znała go na tyle dobrze, by wiedzieć, że teraz żadna dyskusja nie ma sensu. Jeśli chciała mu porządnie nawrzucać, musi poczekać do rana aż się obudzi. Miała cichutką nadzieje, że głowa będzie mu pękać w szwach, gdy odpowiednio głośno będzie wyrażać swoje niezadowolenie.
Teraz jednak, jej drogi narzeczony był pijany. Ledwo stał na nogach, wzrok miał rozbiegany i gdyby go poprosiła z pewnością nie byłby w stanie dotknąć palcem swojego własnego nosa, o rozbieraniu się i szykowaniu do spania nie wspominając. Nie kryjąc swojego niezadowolenia podeszła do kanapy i usiadła na podłokietniku. Nie siląc się na delikatność, by nie uznał jej zachowania za jakąś grę wstępną, rozwiązała mu krawat i sprawnie zdjęła koszulę.
- Żeby nie było wątpliwości, dzisiaj śpisz na kanapie. - powiedziała cicho nim wyszła z pokoju zabierając ze sobą przesiąknięte wonią papierosów ubrania. Swoje kroki skierowała do sypialni, z której wróciła po kilku chwilach niosąc jego piżamę, małą poduszkę i koc. Rzuciła to wszystko obok niego i znów zniknęła z pokoju. Trzask drzwi od łazienki i szum wody sugerowały, że właśnie brała prysznic. I był to bardzo długi prysznic. Po pół godzinie stanęła w progu salonu, z wilgotnymi włosami, w swojej ulubionej liliowej koszuli nocnej. Jej dużo spokojniejsze (choć nadal pełne urazy) spojrzenie śledziło go, gdy szykował się do spania.



but you'll never, never make it
and you'll never, never break it
until you learn to see
until you set free
avatar
Kerra Morrigan

Liczba postów : 13
Join date : 11/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i pokój dzienny

Pisanie by Gość on Sob Gru 15, 2012 10:54 pm

    Panna Morrigan powinna się przyzwyczaić do tych wyskoków James'a. Co prawda to był pierwszy, ale zapewne nie ostatni - możliwe, gdyby James był Jamesem to wszystko by inaczej wyglądało. Zadzwoniłby. Uprzedził. Może nawet spytał czy chce do nich dołączyć. Później wróciłby po kilku godzinach, twierdząc że gra w rzutki bez jej towarzystwa to nie to samo. Ale James nie był już James'em. Co prawd Oswin przejął niemal wszystkie zachowania Hugnnies'a ale nadal pozostawał w jakimś stopniu Oswinem który chciał posmakować życia. Oswin nie bardzo przejmował się czyimiś uczuciami, a zapewne po alkoholu do głosu dochodził właśnie on a nie ukradziona tożsamość. Dlatego więc czas się przyzwyczaić.
    Nie chciała żeby mówił to zamilkł. Spoglądał tylko na Rudą spod łba, przybierając smutną minę na twarz. W sumie to chciało mu się śmiać. Pierwszy raz, tak na dobrą sprawę, dostał ochrzan za to że się nawalił w trzy światy, ignorując wszystko i wszystkich przy okazji. To było takie zabawne. Jednak śmiech nie wyszedł z jego ust, bo ostre spojrzenie Kerry mówiło że jakby to zrobił spokojnie mógłby sobie szukać nowego mieszkania. A tego przecież nie chciał. Tu było mu dobrze. Bardzo. Wiedział że wybór James'a będzie tym idealnym, czuł to gdzieś w środku - to tak jakby los chciał aby Oswin trafił na uroczą parę i zajął miejsce mężczyzny.
    - Oo...- wydał z siebie inteligentny dźwięk, kiedy dziewczyna usiadła na podłokietniku by rozwiązać mu krawat. I rozpiąć koszule - Czyli jednak się nie gniewasz.. - wymruczał, chcąc pocałować narzeczoną. Tak, dla niego to rozbieranie było grą wstępną. Wiecie, ostra kłótnia zakończona ostrym seksem. Normalne, nie? Jednak panna Morrigan uroczo pozbawiła go złudzeń wymykając się z jego ramion, ponownie, zabierając jego ubrania i znikając w czeluściach sypialni.
    - Trudno. Kanapa też wygodna - wymamrotał do siebie, macając siedzisko kapany. Wcale taka wygodna znowu nie była, ale podobno łądnie komponowała się w saloniku. Jemu nie do końca się podobało, ale z kobietą kłócić się nie zamierzał.
    - Kerraa... - widząc jak obok niego ląduje poduszka i koc, odwrócił głowę w kierunku pani prokurator łapiąc ją za rękę. Ale i tym razem przegrał, nie mogąc zatrzymać kobiety chociaż na moment
    - Kerra. KERRA!
    Krzyknął cicho przez pokój, opierając głowę na ramieniu. Byłą taka ciężka. Gdyby nie to, pewnie podreptałby za dziewczyną do tej łazienki i wpakował się pod prysznic obok niej. Zamiast tego dłuższy czas siedział, tępym wzrokiem wpatrując się w nadal grający telewizor. Leciał jakiś stary horror z którego Jimm zaczął się śmiać, do póki Morrigan po raz kolejny nie zaszczyciła go swoją osobą.
    - Pięknie wyglądasz - wyszeptał, kiedy w końcu zwlókł się z kanapy i tym swoim nieporadnym krokiem podszedł do narzeczonej. Po drodze zostawił na podłodze spodnie, które nie zostały mu bezczelnie zabrane przez Ker. Teraz leżały sobie w połowie drogi, pomiędzy kanapą a rudowłosą. Oczywiście nie obyło się bez małego problemu przy utrzymaniu równowagi, ale w końcu było mu dane paradować w samych bokserkach. - Źle zrobiłem. Na prawdę źle. Jestem gotów przyjąć najwyższą karę, jaką pani prokurator zaproponuje.- byle tylko nie musieć spać na niewygodnej kanapie. Ale tego już nie powiedział, bo i po co?

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i pokój dzienny

Pisanie by Kerra Morrigan on Sob Gru 15, 2012 11:50 pm

Czasem bardzo chciała być silną kobietą. Chciała nie mieć tak wielu wad i słabostek. Dobrze wiedziała co każda inna kobieta zrobiłaby na jej miejscu - bez chwili wahania zatrzasnęła by się w sypialni i milczała ostentacyjnie przez kilka dni, by doprowadzić swojego mężczyznę do szału. Ale Kerra nie była jak inne kobiety i miała jedną największą słabość: nie umiała się gniewać. Nie na Jamesa. Bo przecież dla niej nadal był Jamesem - przyjacielem, ukochanym, bratnią duszą. Jeden głupi wyskok nie mógł tego zmienić. Więc nawet jeśli chciała zachować się tak jak powinna się zachować kobieta na jej miejscu... Zachowała się tak jak podpowiadało jej serce, zachowała się jak Kerra.
Na jej ustach pojawił się pobłażliwy uśmieszek. Pokręciła lekko głową, trochę zażenowana, a trochę rozbawiona jego nieudolnymi próbami zdjęcia spodni, które teraz malowniczo zdobiły im salon. Miała jakieś dziwne przeczucie, że jutro to ona będzie musiała je posprzątać, bo on nie będzie w stanie zwlec swojej szacownej osoby z łóżka. Ale czego się nie robi z miłości, co? Kiedy podszedł bliżej, odepchnęła się lekko od framugi drzwi, o którą jeszcze chwilę temu się opierała i wyciągnęła przed siebie ręce. Jej szczupłe ramiona objęły go w pasie, a głowa w naturalnym odruchu spoczęła na jego barku. Niemal natychmiast wszystkie jej mięśnie rozluźniły się, a z ust wyrwało się cichutkie westchnienie ulgi. Nie widziała go prawie cały dzień i cholernie się stęskniła. Jej przywiązanie graniczyło już niemal z uzależnieniem od jego osoby. Była gotowa odpuścić, byleby przestał mieć taką zbolałą minę, która łamała jej serce. Cóż za wstyd... Kto to widziała żeby pani prokurator tak łatwo dawała się owinąć wokół palca? Na całe szczęście (a może nieszczęście?) tylko jemu udawały się takie sztuczki.
- Jesteś idiotą. Niereformowalnym i tak wielkim, że aż sama się dziwię, że jeszcze nie wyrzuciłam Cię za drzwi. - choć w jej głosie pobrzmiewały jeszcze nutki żalu, to widać było iż udało się ją całkiem udobruchać. Pewnie po marudzi jeszcze przez chwilę, a potem całkiem się podda. Jej ciało wyraźnie ją zdradzało. Ani na chwilę nie odsuwała się od Jamesa, wtulona w niego niczym małpka. Widać zapach dymu i alkoholu przestał jej już przeszkadzać.
- Za karę sprzątasz mieszkanie przez najbliższy tydzień. Dwa tygodnie jeśli chcesz dzisiaj wrócić do sypialni. - jej ramiona zadrżały lekko od tłumionego śmiechu, bo wizja sprzątającego Jamesa wydała jej się absolutnie rozbrajająca. Zadarła lekko głowę, by spojrzeć mu w oczy. - I jak jeszcze raz wykręcisz taki numer to Cię zabiję. - dodała w ramach groźby, która znacząco straciła na wartości, gdy czule pocałowała go w usta.



but you'll never, never make it
and you'll never, never break it
until you learn to see
until you set free
avatar
Kerra Morrigan

Liczba postów : 13
Join date : 11/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i pokój dzienny

Pisanie by Gość on Sob Gru 22, 2012 5:55 pm

    - A ja sie nie dziwie - pokręcił głowa, rozbawiony, opierając brodę na głowie kobiety - Za bardzo mnie kochasz, żeby sie mnie pozbyć.
    Przytulił Kerre mocniej, przyciągając ja do siebie jeszcze bardziej, o ile to było możliwe. Tak było mu dobrze. Przez te kilka tygodni, które minęły u boku rudowłosej, Oswin zrozumiał ze tak na prawdę szukał kogoś kto by go pokochał. Szczerze i całym sercem, nie zważając na to kim jest i co robił. Fakt, Kerra nie kochała Oswina. Kochała James'a ale zmiennokształtny z dnia na dzień, coraz bardziej przyswajał myśl ze to on jest James'em zatrącając w sobie świadomość tego, ze tak na prawdę jest wynaturzeniem, czymś co powinno sie zabijać na dzień dobry. Albo po prostu sam sobie wmawiał, że to zatraca. Dawno nie popełnił żadnego morderstwa, bo nie było takiej potrzeby. Przy boku pani prokurator uspokoił się trochę – chociaż to też wpływ charakteru James’a tak działał. Ale dawno nie miał krwi na rękach. Dawno. I póki co nie wyglądało na to by musiał znów zabijać, dlatego teraz mógł poświęcać swoją uwagę Morrigan i żyć życiem prawnika. Które teraz trochę kolorował, bo wydawało mu się nieco zbyt nudne. Owszem, ta rutyna która istniała pomiędzy Kerrą a James’em była urocza. Trudno było znaleźć parę która kochała się tak jak ta dwójka, parę która nie potrafiła przeżyć jednego dnia bez rozmowy ze sobą. Nawet jak któreś musiało gdzieś wyjechać to godzinami wisieli na telefonie, rozmawiając o wszystkim co się wydarzyło czy o innych rzeczach, przy okazji zjadając ‘wspólnie’ kolację. Byli od siebie uzależnieni, żyli tak jakby byli jednym ciałem i nie było w tym nic złego. Jednak Oswinowi nieco to przeszkadzało, nie wyrywał się z tym pozwalając sobie być takim jakim był Hugnnies… do dzisiejszego wieczoru. Stało się i już. Może za którymś razem Ker nauczy się być typową kobietą zamykającą się w sypialni, ostentacyjnie trzaskając drzwiami i nie odzywając się później przez najbliższe trzysta lat. Jednak dzisiejszej nocy jedynie pozwoliła na to by to James zamknął ją w swoich objęciach, i niech się facet cieszy z tego powodu póki może.
    - Mogę nawet do końca życia - wymamrotał, chowając nos, w wilgotnych po prysznicu, włosach dziewczyny. Przyjemnie pachniały szamponem, nie to co osoba Hugnniesa. Może jednak powinien dołączyć sie do niej pod tym prysznicem. Uśmiech na jego twarzy zszedł na moment kiedy Morrigan mu zagroziła. Oj nie, nie lubił jak mu sie tak grozi. Zaraz uaktywniała sie mu w głowie czerwona lampeczka, która stawiała na baczność instynkty. Ale tym razem nie musiał uciekać. Tym razem cichutki alarm w głowie został stłumiony przez pocałunek budząc inne instynkty. Jedną rękę wplótł w mokre kosmyki rudych włosów, pogłębiając pocałunek miażdżył swoimi wargami usta dziewczyny.
    Wolna dłoń zsunęła się powoli po jej plecach, zatrzymując się na pośladku ściskając go mocno.
    - Daj mi dziecko – wyszeptał odrywając się od kobiety na tyle by móc spojrzeć w jej oczy. Nie żartował, naprawdę chciał żeby dała mu dziecko. Takie małego, słodkiego zmiennokształtnego. A potem znów zakatował jej usta swoimi, całując gwałtownie, zmuszając do tego by weszła w głąb sypialni.

Gość
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i pokój dzienny

Pisanie by Kerra Morrigan on Sob Gru 22, 2012 9:21 pm

Kerra nie umiała żyć bez Jamesa. Był jej powietrzem, sercem i sensem tego wszystkiego co składało się na jej codzienność. To nie była zwykła miłość: to był jeden z tych nielicznych przypadków, gdy ludzie przypadkiem wpadają na siebie i zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, by potem spędzić razem całe życie. Dla niego była gotowa na wszystko. Mogła skoczyć w ogień, by go ratować. Zacisnąć zęby i trwać w czasie każdej zawieruchy. Była mu to niejako winna, bo to on nauczył ją wierzyć w miłość. Przełamał skorupę, która otaczała ją przed laty, wkradł się do jej serca i przewrócił życie do góry nogami. Potem nic już nie było takie samo. Gdyby wiedziała... och, gdyby tylko wiedziała, jaka jest prawda - oszalałaby z bólu.
Ale nie wiedziała. Mężczyzna jej życia był obok i tulił ją w swoich ramionach. Ciepło jego ciała, intensywna świadomość jego bliskości, którą odczuwała w każdej komórce swojego jestestwa - to budziło w niej głód. Pragnienie, by być jeszcze bliżej; pozbyć się wszystkiego co dzieliło ich od bycia razem w najbardziej dosłowny sposób.
- Wiesz... wydaje mi się, że jesteś moją największą słabością. - wymruczała muskając miękkimi wargami jego szyję. Przymknęła oczy i oddawała się prostej przyjemności jaką dawało jej zwykłe stanie u jego boku. Pozwalała sobie czuć i cieszyć się każdym najmniejszym nawet drobiazgiem, jak choćby jego nosem łaskoczącym czubek jej głowy. Jej wargi mimowolnie ułożyły się lekkim półuśmiechu, gdy jego dłonie błądziły po jej ciele, a usta wpijały się w jej własne. Zamruczała cicho, niczym zadowolona kotka, przygryzła zaczepnie jego wargę. Jej dłonie miękko przesunęły się po jego plecach, w dół, by zniknąć pod materiałem bokserek i zacisnąć się na jego pośladkach. Z wyzywającym uśmiechem spoglądała w jego intensywnie niebieskie oczy, które przed laty skradły jej serce, gdy zduszonym szeptem prosił ją o dziecko.
- Postaraj się o nie. - odpowiedziała wciągając go za sobą na łóżko. Gdzieś w międzyczasie usiłowała ściągnąć z niego ostatnią część garderoby jaką jeszcze na sobie miał, a która wybitnie jej teraz przeszkadzała.

/przenosimy się do sypialni?/



but you'll never, never make it
and you'll never, never break it
until you learn to see
until you set free
avatar
Kerra Morrigan

Liczba postów : 13
Join date : 11/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Kuchnia i pokój dzienny

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach