Saint John's Park

 :: KANSAS CITY :: CENTRUM

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Saint John's Park

Pisanie by Martwa Dziewczyna Alison on Nie Gru 30, 2012 1:26 am

Nazwa Park nie do końca mu się należy - w zasadzie powinno się nazwać go skwerem, bo co to za park, w którym jedno drzewo przypada na połać pustej trawy w zasięgu co najmniej 50 metrów. Do tego kilka ławeczek i ciągły szum mknących samochodów, ewentualnie pisk hamulców, gdy któryś postanowi się zatrzymać, by wyrzucić kolejnego autostopowicza. Tak, to w zasadzie jedyna z zalet tego miejsca- leżąc nieopodal zakrętu 70 stanowej stanowi idealną bazę wyrzutową, zarówno dla kierowców jak i podróżujących z łutem szczęścia. Zawsze to milej poczekać na zielonej trawce na następny transport niż smętnie wlec się wzdłuż drogi, prawda?


[You must be registered and logged in to see this image.]

I smile cause I have no idea what's going on...
avatar
Martwa Dziewczyna Alison

Liczba postów : 25
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Saint John's Park

Pisanie by Martwa Dziewczyna Alison on Nie Gru 30, 2012 9:18 pm

Jakby ktoś wyjrzał akurat w tej chwili z okna któregoś z domów przy drodze, dojrzałby pewnie drobną postać w za dużej parce i jadowicie żółtych kaloszach, wyskakującą z bardzo podejrzanie wyglądającego tira i machającą entuzjastycznie na pożegnanie jeszcze bardziej podejrzanie wyglądającemu kierowcy, aż jej rudy koczek podskakiwał. Potem ruszyła dziarskim krokiem przez skwer, nie oglądając się za siebie, jednak po kilku krokach wmurowało ją w ścieżkę, a ruda łepetynka zaczęła obracać się w jedną i druga stronę, jakby jej właścicielka nie mogła zrozumieć, skąd właściwie się tu wzięła. I niestety, było to prawdą.
- Toto. Mam wrażenie, że nie jesteśmy już w Kansas- wyszeptała konfidencjonalnie do własnej dłoni, a właściwie do trzymanej w niej figurki, która była jej miniaturowym lustrzanym odbiciem. Nie miała pojęcia, że bardziej daleka prawdy już być nie mogła, skoro właśnie w samym centrum Kansas stała. Choć nie wątpię, że ponad tęczą bardziej by jej się podobało.
Każdy inny człowiek pewnie wpadł by w panikę w takiej sytuacji, ale cóż, Flo nie była każdym człowiekiem, a takie zdarzenia były w jej życiu na porządku dziennym. Myśleć racjonalnie, jakkolwiek absurdalnie by to w jej przypadku nie brzmiało, było jedynym właściwym wyjściem. Usiadła na ławeczce, zsunęła kalosze z bosych stóp, bo robiło się w nich nieco gorąco,i zaczęła odprawiać rytuał.
Kieszenie? Puste. Papierek po Reese's można było zaliczyć do pustki, bo zawartości zarówno fizycznej jak i metaforycznej nie posiadał. Wisiorek? Nic, żadnych notatek. Nadgarstki? Bingo! Na lewej ręce widniało nabazgrane słowo, jednak przekręcona literka D na początku wpędzała w trudne do rozstrzygnięcia rozmyślania - szukała psa czy może Boga? Rozejrzała się dookoła - żadnych czworonożnych merdających ogonem w promieniu najbliższych 200 metrów, Boga pewnie znaleźć nieco trudniej, ale na horyzoncie widniała kościelna wieżyczka. I mimo, że podświadomość wyraźnie próbowała jej uświadomić, ze to nie o to chodzi, Florence podniosła się z ławeczki i biorąc w ręce kalosze ruszyła w stronę krzyża na tle czystobłękitnego nieba. W końcu była racjonalna dziewczyną i mogła być z tego dumna.


[You must be registered and logged in to see this image.]

I smile cause I have no idea what's going on...
avatar
Martwa Dziewczyna Alison

Liczba postów : 25
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Saint John's Park

Pisanie by Varia on Nie Gru 30, 2012 10:33 pm

Mówią, że aniołowie nie interesują się ludzkim losem, a obchodzi ich tylko ta odwieczna wojna z demonami i takie tam 'wyższe sprawy'. A jednak nie do końca. Owszem, wybrani mieli względy, ale taki przeciętny człowiek też czasem miał zaszczyt wygrać na anielskiej loterii i zostać odwiedzonym czy jak kto woli - nawiedzonym - przez takie 'coś' ze skrzydłami.
Pewna ruda osóbka, która właśnie wysiadła z tira miała to szczęście (a może nieszczęście), że nie była zwykłym i przeciętnym ludzkim szaraczkiem, a osobą wybraną do 'wyższych celów' i nie wiedząc o tym nawet, stała w pierwszym szeregu tych, którzy cieszą się z anielskiego wsparcia. No dobrze, jak większość nie wiedziała o tym, że ma wyznaczone zadanie i zawsze ktoś jej pilnuje, ale i tak miała 'szczęście', że nigdy nie jest sama.
Anioł, który często obserwował Florence był czymś, co ludzie nazwaliby Aniołem Stróżem. W rzeczywistości to wyglądało to nieco inaczej, ale funkcja była podobna - wspierać tych ufających i wysłuchać ich modlitwy.
W końcu rudowłosa pozostawiona samej sobie zaczęła się zastanawiać się nad tym, co ma począć tak pośrodku niczego. Jakaś myśl skierowała ją w odpowiednim kierunku, ale czy wizyta w kościele miała pomóc? Prawdę mówiąc sprawa była dużo łatwiejsza. Ale myśl wystarczyła. Wstała i ruszyła przed siebie, nie wiedząc, że ktoś był tam z nią, ale dlaczego nie było nic widać? Teoretycznie dziewczyna była sama, ale ktoś, kto wierzy w przeczucie obecności jeszcze kogoś, mógłby się odwrócić. W tej chwili nic by nie zobaczył, ale faktycznie przeczucie by go nie myliło...
I kiedy Florence szła przed siebie, za jej plecami zmaterializowała się nie wiadomo skąd wysoka, jasnowłosa młoda kobieta. Ubrana była dość zwyczajnie, na młodzieżową modłę, pasującą do wieku dziewczyny i jej wyglądu. Ale w dużych, niebieskich, a nawet czasem wpadających w turkus oczach było coś niezwykłego. I owszem, nie była kimś zwyczajnym. I pojawiła się specjalnie na wezwanie.
- Potrzebujesz pomocy? - zapytała ot tak, nawołując swoim mocnym głosem, nie pasującym jakoś do tej delikatnej urodą postaci. Ale cała nie była taka, jak być powinna.
Varia wiedziała, że ludzka istota czegoś szukała, ale czy mogła jej pomóc? Rudowłosa zapewne nie pamiętała jej nawet, chociaż się spotkały, tak przelotnie. Gdyby anielica chciała, przypomniałaby jej to. A może powinna to zrobić? Mogła wiele, ale mówi się, że na wszystko musi przyjść czas.
Niebiańska wojowniczka zrobiła kilka kroków do przodu, po czym nagle przystanęła. Znała ludzi na tyle, by podchwycić ich by styl bycia i zachowywała się bardzo naturalnie. Wyglądała jakby na nieśmiałą, może zbyt zaskoczoną własną bezpośredniością. Tak naprawdę była to gra, ale wszystko wymagało czasu i odpowiedniego rozegrania.


[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
U N L E A S H E D!
When I'm free, when my sun has set
Released my soul forever
I'll have no regret to be free!
I'll exist again! No more lost endeavors
Nothing to contend when I'm free!
avatar
Varia

Liczba postów : 85
Join date : 19/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Saint John's Park

Pisanie by Martwa Dziewczyna Alison on Sob Sty 05, 2013 9:14 pm

Wystarczyła chwilka, by pospieszne kroki bosych stóp zwolniły i wpadły w rytm piosenki coraz głośniej nuconej pod nosem. Kalosze znaczyły jasne smugi, w bladożółtym powidoku przyprawiając jej kanarkowe skrzydełka, sama zaś spacerująca najwyraźniej przestała zwracać uwagę na cel w postaci kościółka, bo w podskokach go minęła, radośnie zmierzając w stronę zachodzącego słońca. No, może nie aż tak poetycznie - po prostu w dół ulicy. W pół takiego skoku zatrzymał ją głos, przenikający aż do drobnych kości, przywołując ciężkie do nazwania,a tym bardziej zrozumienia, bo pogrzebane gdzieś pośród składu rzeczy zapomnianych przeczucie. Wylądowała chwiejnie, omal nie zdzielając jasnowłosej piękności jednym z kaloszy, ale tak to bywa, jak się obraca w trakcie skoku. To nie wina szybszego robienia niż myślenia, po prostu coś wewnętrznie ją przynaglało, by nie czekać i już teraz stanąć twarzą w twarz z właścicielką głosu. Co, jeśli mam być szczera, było po dłuższej chwili dość onieśmielające, choć Florence wcale do wstydliwych nie należała.
- Ach, nie nie, dziękuję, tak sobie tylko....spaceruję. - spuściła wzrok, porażona hipnotyzującym błękitem tęczówek kobiety (dziewczyny? Flo miałaby problem z określeniem jej wieku, a i tak zawsze miała problem z tytułowaniem nie-rówieśników, odruchowe "pan/pani" cisnęło się samo na usta,może dlatego że sama wciąż po części czuła się dzieckiem). Odgarnęła nerwowym ruchem kosmyk włosów, które uciekły spod żelaznego uścisku gumki,jednocześnie migając nabazgranym na nadgarstku napisem. Bez zastanowienia wypaliłaby pewnie, robiąc klasycznego facepalma, że "szuka Boga!", jednak jej uaktywniona nieśmiałość oszczędziła jej tego głupstwa, każąc po chwili zastanowienia powiedzieć coś zupełnie innego.
- Właściwie to szukam psa. Chyba - to drugie dodała znacznie ciszej, pewna, że dodała to tylko w myślach. No, w każdym razie choć raz zrobiła coś dobrze - dzielenie się z nieznajomymi, długonogimi pięknościami o nadzwyczajnej powadze kryjącej się w rysach rewelacjami pokroju poszukiwań nieistniejących bytów prowadziło zazwyczaj do nieprzyjemnych ludzi w jeszcze mniej przyjemnych ośrodkach.


[You must be registered and logged in to see this image.]

I smile cause I have no idea what's going on...
avatar
Martwa Dziewczyna Alison

Liczba postów : 25
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Saint John's Park

Pisanie by Varia on Sob Sty 05, 2013 10:27 pm

No tak, mogło być groźnie, ale anioł wcale nie czuł zagrożenia. Co tam taki kalosz. Nawet kącik ust drgnął jej lekko na ten widok. Varia lubiła w sobie to, że nie była poważna cały czas. Nie miała pojęcia skąd to się w niej brało, ale po prostu w przeciwieństwie do większości swojej rodziny nie była wiecznie napuszona i dumna. Poza tym szkoda marnować ludzkiej powłoki na powagę, jeśli uśmiechać się potrafiła.
Tak czy inaczej blondynka stała w miejscu, nie chcąc spłoszyć rudowłosej. Ludzie różnie reagowali na nią, jedni byli bardziej, inni mniej skrępowani jej obecnością, która przecież wytwarzała specyficzną aurę. Anielica potrafiła wyczuć jak wpływa na Florence, ale nie wykorzystywała tego.
- W porządku - nie naciskała. Mechanizm obronny wobec nieznajomych jak widać dobrze działał. Shaw nie mogła wiedzieć, że osoba stojąca przed nią jest jej przychylna i ma za zadanie jej pomagać. Może kiedyś się dowie? Tak czy inaczej potwierdziła się jej teoria, że zapewne ta jej nie pamięta. Popracuje nad tym, by akurat ta twarz była jej znajoma.
- Psa? - podchwyciła. - Wydawało mi się początkowo, że szukasz pomocy w pewnym miejscu - jej wzrok na chwilę powędrował ku wieży kościoła, a potem się uśmiechnęła.
- Mogłam się mylić - Varia nie bez powodu pojawiła się na miejscu. Gdyby nie Florence, nie byłoby jej tam. Prosta sprawa. I jakby usilnie się tego trzymała. Wiedziała, że ma rację, ale przecież nie powie tego wprost. Nie lubiła udawać człowieka, co jej średnio szło, nie ma co kryć, ale czasem, przynajmniej na początku trzeba było się w to bawić.
- Mówi się, że każdy ma swojego anioła, który pomaga gdy ma się kłopot. Lubię tam wchodzić, by sprawdzić, czy wyczuję ich bliskość - czasem się pojawiali, jak mieli coś do roboty. Tak jak ona. Świątynie były miejscem, gdzie czuło się modlitwę. Jako głęboko ufająca swemu Ojcu, wiedziała, że są tam szczerzy ludzie. Może i fakty mieszały się z mitami, ale ważne były intencje.
- Cóż, jeśli jednak nie mogę pomóc, to chyba powinnam odejść? - pytanie zadała właśnie Florence, ponieważ to ona powinna odpowiedzieć, czy chciała jej obecności, czy jednak ta ją krępuje. Może podświadomość podpowie, że nie ma się czego obawiać i warto kontynuować rozmowę?
Varia wpatrywała się w rudowłosą, ale nie natarczywie. Po prostu tak... ze zrozumieniem i jakimś ciepłem? Trudno określić, bo anioły nie były jak te w książkach. Ale na pewno to było dość dobre uczucie. Chciała wzbudzić w rudej zaufanie, w końcu będą się spotykać niejednokrotnie.



[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
U N L E A S H E D!
When I'm free, when my sun has set
Released my soul forever
I'll have no regret to be free!
I'll exist again! No more lost endeavors
Nothing to contend when I'm free!
avatar
Varia

Liczba postów : 85
Join date : 19/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Saint John's Park

Pisanie by Martwa Dziewczyna Alison on Sob Sty 19, 2013 7:07 pm

O ho ho, ktoś tu nie docenia potęgi kalosza! A to spore niedopatrzenie, moja droga, taki kalosz może być całkiem śmiercionośną bronią, jakby taką Florence znienacka zaatakował jakiś zboczeniec? Jebs z kalosza w głowę i masz czas na ucieczkę! Ale ona chyba nie pasowała na zboczeńca. Nah, zdecydowanie nie - gwałciciele rzadko kiedy mają piękne blond pukle i łagodny wyraz twarzy.
- Przepraszam, przepraszam, nie uszkodziłam cie?! - automatycznie przyciągnęła rozhuśtane kalosze do piersi, jakby same miały się zaraz rzucić do ponownego ataku, a ona, jak na odpowiedzialną właścicielkę przystało, musiała je poskromić. Uśmiechnęła się przepraszająco, ale nie potrafiła długo utrzymać wzroku na twarzy nieznajomej, co było na prawdę dziwne, bo zazwyczaj to innych płoszyło jej nachalne spojrzenie, jakby co najmniej rzucała wyzwanie "kto dłużej nie mrugnie".
- No...tak, pomyślałam, że może tam ktoś by coś wiedział, tu wszędzie tak pusto, a w kościele zawsze ktoś jest...prawda? - podniosła wzrok na dziewczynę akurat by zobaczyć jej uśmiech. Był piękny, choć brzmi to strasznie oklepanie, dla Florki był niczym pierwszy promień słońca przebijającego przez chmury po ciężkim sztormie, i niczym jakiś magiczny pstryczek sprawił, że przestała się obawiać. Jakby ktoś wziął lejek i wlał w Florencowe serduszko pewność, że może jej całkowicie zaufać, powiedzieć o wszystkim i nie martwić się. Trochę jakby spotkała dawno temu zagubioną siostrę, czy coś. To było trudne do określenia, zwłaszcza dla niej, bo uczucia zbyt często oddzielały się od zdarzeń i osób i dryfowały gdzieś w pobliżu lub wręcz przeciwnie, kryły się w kątach, by przy którejś okazji, jak teraz wypłynąć na wierzch i opanować biedną, zdezorientowaną Shawnównę. I spróbuj to człowieku ogarnąć, uporządkować, kiedy jednocześnie masz się skupić na rozmowie i nie zachowywać jak kompletna wariatka. Którą w zasadzie jesteś.
- Taki anioł miałby ze mną pełne ręce roboty. I nie mógłby odchodzić na krok. - wyszczerzyła się do niej, jakby co najmniej była dumna z tego, jaka jest, i że kłopoty i zamieszanie ciągną do niej jak bezdomne koty do staruszki.
- Biedaczek, pełne ręce roboty... - zasmuciła się trochę na myśl, że jej osóbka miałaby komuś przysporzyć tak niewdzięcznej pracy i tyle zachodu. Nie, to już lepiej nie mieć anioła stróża, w końcu jakoś zawsze jej się udawało wyjść z opresji.
- Więc wierzysz w anioły?- zapytała, ruszając w końcu z miejsca, znów powoli w stronę końca uliczki. Długa bezczynność nigdy jej nie służyła, jakieś tam resztki adhd z dzieciństwa najwyraźniej ukryły się gdzieś przed pogromcą Dojrzewaniem i korzystały z okazji. Oczywiście była przekonana, że nieznajoma ruszy razem z nią.
- Nie, nie, nie odchodź. Na pewno możesz mi pomóc...chociaż troszkę. Głupio mi się przyznać, ale wiesz może gdzie jesteśmy? - z zakłopotaniem odgarnęła kosmyki, których wcale przy twarzy nie było, ale po prostu musiała coś zrobić z rekami. Fakt, że już ufała jasnowłosej nie znaczył, że nagle potrafiła się przestawić na tryb "przyjaciółki-od-zawsze". Już i tak było sporym krokiem przyznanie się do prawdziwej natury swojego problemu.


[You must be registered and logged in to see this image.]

I smile cause I have no idea what's going on...
avatar
Martwa Dziewczyna Alison

Liczba postów : 25
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Saint John's Park

Pisanie by Varia on Nie Sty 20, 2013 3:30 pm

- Nie, oczywiście, że nie - odpowiedziała. Oczywiście gdyby taki kalosz wylądował na twarzy biednej Alice - jej naczynia - bez obecności Varii w jej ciele, to biedna blondynka pewnie musiałaby chodzić w kilkucentymetrowej tapecie i w ciemnych okularach, ale na szczęście nie stało się nic.
Anielica starała się co jakiś czas przyjmować inną pozę, czy robić coś, co było dla ludzi naturalne. Mogła stać nieruchomo niczym posąg, ale nie o to przecież chodziło.
- Tak, w kościele zawsze ktoś jest - uśmiechnęła się pogodnie. Jak dobrze, że ćwiczyła te wszystkie ludzkie odruchy i ciało jej słuchało. Gdyby była jak przeciętny anioł Florence na pewno uciekłaby w popłochu.
Blondynka przestąpiła z nogi na nogę. Swoją drogą przydałoby jej się do ubrania coś innego. Wszyscy mężczyźni patrzyli na jej nogi, tak wyeksponowane przez rajstopy i spódniczkę, zbyt krótką jak dla niej...
Kiedy usłyszała jakie to pełne ręce roboty ma jej anioł, spojrzała nań ciekawie. Florence miała więcej strażników. Od czasu do czasu pojawił się przy niej jakiś i pilnował, by włos jej z głowy nie spadł, patrzył na nią i po prostu pełnił swoją rolę. Varia była nieco inna. Ona nie tylko była żołnierzem, ale właśnie stróżem i opiekunem. Miała trochę inną naturę, jak ci, którzy w tej grupie byli. Rozumiała więcej. Naturalnie nie ma co porównywać dumnego anioła ze słabym człowiekiem, ale wiedziała co robić i jak się wtopić w tłum. Była jednak na swój sposób 'inna i dziwna', co niektórzy mogli zauważyć, o ile przebywali z nią częściej niż jedna, przypadkowa rozmowa.
- Anioły mają taką pracę. Nie wszystkie, na pewno nie. Ale uważam, że nie narzekają. Robią to, co do nich należy. To ich zadanie, z tego są dumni i dlatego istnieją - ona tak uważała. Co miałaby bez swoich obowiązków? Chyba nic. Nie powstała z kaprysu, a dla roli, jaką musiała odegrać dla swojego Ojca, braci i sióstr, Nieba i jak widać ludzi.
Ruszyła wolno za Florence, szybko się jednak z nią zrównując. Przez chwilę milczała. Nie była zbytnio towarzyska - no dobrze, inaczej. Gdy ktoś pytał, odpowiadała. Sama nie była do końca pewna co powinna powiedzieć i o co zapytać. Niektóre rzeczy przychodziły same z siebie, inne musiała przemyśleć. Ale w tej chwili wolała by to panna Shaw mówiła. Szukała tej cienkiej nici porozumienia i zaufania, które miały je połączyć. Inaczej chyba nie mogła jej pomóc. Prawda miała przyjść nieco później. Florence zrobi z tą wiedzą co chce, chociaż ilu mogłoby jej uwierzyć, że rozmawia z aniołem? Nawet nie wierzyła w to, że komukolwiek by o tym powiedziała.
- Niepotrzebnie jest ci głupio - zapewniła, słysząc to, co usłyszeć chciała. Doskonale zdawała sobie sprawę z jej problemów, ale nie miała zamiaru jej tego okazywać, czy po prostu peszyć. - Tak, wiem - urwała, by po chwili odpowiedzieć. I chyba przeczuwała już reakcję rudowłosej.
- Jesteśmy w centrum Kansas.


[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
U N L E A S H E D!
When I'm free, when my sun has set
Released my soul forever
I'll have no regret to be free!
I'll exist again! No more lost endeavors
Nothing to contend when I'm free!
avatar
Varia

Liczba postów : 85
Join date : 19/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Saint John's Park

Pisanie by Martwa Dziewczyna Alison on Pon Lut 25, 2013 12:02 am

- Kamień z serca - odparła z widoczną ulgą, nieśmiało się uśmiechając. Wierzcie lub nie, ale Flo na prawdę zdawała sobie sprawę ze swoich zdolności psucia - nie zawsze czegoś, częściej kogoś, ba, może pamięć miała kiepską, za to słuch miała całkiem niezły i słyszała powtarzane za plecami określenie Mała Miss Katastrofa, a zdarzało się to na tyle często, że udało mu się zagnieździć w tych głębszych rejonach pamięci i nie zniknąć przy byle podmuchu. Choć moim zdaniem bardziej adekwatnym przydomkiem był Szczeniak - bo to przecież beztroska i nadmierny entuzjazm stały zawsze za tymi małymi "wypadkami" w których raczej była stroną szkodującą, niż poszkodowaną - w tej raczej stawiały ja nieznośne meble, które uparcie miały ostre ranty i mogłaby przysiąc, że przestawiały się nieznacznie nocą, by człowiek już oswojony z ich położeniem idąc na wpół przytomnie po szklankę wody bladym świtem koniecznie zaszczycił je odrobina bolesnej uwagi - Florence twierdziła, że po prostu mają kompleksy i czują się zepchnięte na dalszy plan przez mniejsze przedmioty, których używamy na co dzień i tak walczą o swoją dawkę uczuć. Lepsze wrzaski i złość niż obojętność, prawda? W każdym razie Shawnówna starała się na prawdę uważać i nie narażać świeżo lub też nie poznanych osób na krzywdę ze swojej strony, choć było to niczym walka z wiatrakami, bo najwyraźniej Los miał ogromny ubaw w popychaniu jej w takie własnie sytuacje i pogryzając popcorn przyglądał się, jak tym razem wybrnie z sytuacji.
Och, nieświadoma dziewczyno, nie wiesz co właśnie uczyniłaś - jak tylko Shawnówna komuś zaufa, poczuje się komfortowo w jego towarzystwie - a do tego starczył jej uśmiech anielicy - puszczały wszelkie hamulce i taki biedny człowiek miał wszelkie prawa bać się utonięcia w potoku słów z jej buzi. po części pewnie też jej gadulstwo było sposobem na ukrycie swojego mankamentu - ktoś zalany jej słowotokiem nie miał szans na zauważenie jej braków informacji, bo w 99% powtarzał tylko w myślach "błagam, zamknij się". Katarynka - to kolejny z przydomków, który sobie wyrobiła,a który był cholernie trafny.
- No własnie, wiec myślałam że tam zajdę, bo może tam byłby pies, znaczy nie że dużo psów chodzi do kościoła, bo praktycznie żadne, no chyba że by się jakiś przybłąkał i radośnie przeparadował główną nawa i zaczął kręcić kółka za ogonem ku uciesze wszystkich ludzi, no a on przecież byłby takim przytułanym, i wtedy pewnie ktoś by go zabrał, nawet jak nie pastor na plebanię to może jakiś dobry człowiek, i ten pastor by wiedział co z tym pieskiem się stało i mógłby mi powiedzieć... Za dużo gadam. - zatrzymała się razem z ostatnim zdaniem, widząc że blondynka wygląda na co najmniej zmieszana, a już z pewnością nie czuła się komfortowo - no tak, to była kolejna rzecz, o której trzeba było pamiętać, a nie zawsze się udawało, że ktoś kto dobrze jej nie zna może być skonfundowany lekko taka florkowa wylewnością, a ostatnie czego by chciała to to, żeby ktokolwiek sie przy niej źle czuł.
- Och. więc nie wybierają sobie człowieka, którego strzegą? Zawsze lubiłam myśleć, że anioł wie, że człowiek jest "jego" jak tylko zobaczy jego iskierkę życia pojawiającą się na świecie... to trochę głupie, prawda? - spojrzała na blondynkę z krzywym uśmiechem, trochę wstydząc się takiej bajkowo-wydumanej wizji. Nie, może nie tyle się jej wstydząc - bo dla niej każdy miał prawo do własnego zdania i myśli, nawet jeśli były najgłupsze na świecie, więc tym bardziej stosowała tę zasadę u siebie, tylko jakoś tak... dziwnie się poczuła, mówiąc to na głos i to własnie jej, jakby podświadomie wyczuwając że znajoma-nieznajoma ma zupełnie inne zdanie o aniołach. A może się myliła - z niektórych ludzi było łatwo czytać, ale ona była czystą zagadką, jak wodne puzzle które wciąż zmieniając swój kształt.
- Mówisz jakby nie robiły tego z własnej woli... Bóg kazał, to są, popilnują, ale nie przywiązując się, trochę jak ochroniarze w sklepach? Dumni z zadania, nie człowieka...wiem wiem, to samolubne myśleć że jest się oczkiem w głowie dla choć jednej istoty, nawet niewidzialnej, chociaż powiem ci, że mam wrażenie że anioły nie zawsze tylko sobie latają niczym bezcielesne duchy nad naszymi głowami, że czasem chodzą jak zwykli ludzie po ulicach, obserwują nas, swoich podopiecznych a może innych też, może oceniają komu potrzeba takiego opiekuna, jest przecież tyle bezbrzeżnie dobrych ludzi którzy nie robią nic dla siebie a dla innych, czasem myślę że to są własnie prawdziwe anioły, bo ich działania widać... znów za dużo, przepraszam. - tym razem zamilkła na dłużej, zła na siebie, że tak pofolgowała językowi i pozwoliła wszystkim myślom swobodnie ulatywać z głowy, zamęczając biedną dziewczynę, która na pewno nie była do tego przyzwyczajona. Karcąc się w duchu nawet nie zareagowała zbyt żywiołowo na swoje miejsce pobytu - jedynie lekko uniesione brwi i wymruczane pod nosem zdanie "no to nie ma co liczyć na Lwa i Drwala" świadczyło o tym, że w ogóle usłyszała pomocną odpowiedź jasnowłosej. Akurat znajdowanie się w dziwnych miejscach bez wyraźnej przyczyny było dla niej całkiem normalne, zbyt normalne, by zaprzątać sobie tym dłużej głowę, no chyba że nagle znalazłaby sie w samym środku stadka pingwinów na Antarktydzie. To było jej zgubą - niezaabsorbowany umysł po kilku sekundach jak jednym kliknięciem klawisza Delete wymazał poprzednie minuty z pamięci, zostawiając Florkę ze zdziwieniem wpatrującą się w swoje bose nogi. Gdy się jest w takiej sytuacji jak ona dedukcja to w zasadzie jedyne narzędzie, które w jakimś niewielkim stopniu ma szanse przybliżyć cię do rozwiązania zagadki jak, gdzie, z kim i dlaczego, ale że nie jesteś genialnym Sherlockiem, a nawet jeśli, to wciąż brakuje ci wiernego Watsona przy boku, to logiczne łączenie faktów nie zawsze prowadzi do dobrych odpowiedzi. Umysł podąża za pierwszymi skojarzeniami, i choć dalekie od prawdy, to gotów je zaakceptować z radością, byle nie stać za długo na cienkim lodzie niepewności- bose nogi, kalosze pod pachą, parka przerzucona przez ramie, piękne słońce i nieznana okolica - nie musiała się bardzo starać, by wyciągnąć na prawdę logiczny wniosek.
- Byłyśmy na plaży? To teraz na lody! Chyba mi nie odmówisz? - ze śmiechem, nie wahając się ani troszeczkę chwyciła przyjaciółkę za rękę i pociągnęła w stronę kawiarni wypatrzonej katem oka na rogu ulicy. Bo czemuż miałaby inaczej iść chodnikiem z kaloszami pod pachą, jak nie po to, by pozbyć się ostatnich ziarenek piasku spomiędzy palców? Okej, może ubiór jasnowłosej (której imienia oczywiście nie pamiętała, biedaczka, nic dziwnego, skoro nawet o nie nie pytała, ale jakie miało to znaczenie? Czuła że jej ufa, czuła się przy niej dobrze, a swoim przeczuciom zazwyczaj mogła ufać. Musiały się znać już dosyć długo, skoro jej nie alarmowało, prawda?) trochę psuł tę wizję, bo sznurować glany na stopach które wciąż nosiły na sobie ziarenka piasku musiało być mała torturą, ale takie drobiazgi łatwo było ignorować, gdy łaknęło się spójnej rzeczywistości na tę chwilę.
Kto wie, może Los, Wola Boża czy kula-wyrocznia z tandetnego plastiku przygnały Varię do Florki w tym momencie po to, by zadbała aby ruda wróciła bezpiecznie do domu. Może po to, by zdobyła jej zaufanie, poznała ją i przedarła się głębiej do florkowej pamięci, tej niewymazywalnej. A może po to, żeby zjeść lody. Bo lodom się nigdy nie odmawia.


[You must be registered and logged in to see this image.]

I smile cause I have no idea what's going on...
avatar
Martwa Dziewczyna Alison

Liczba postów : 25
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Saint John's Park

Pisanie by Varia on Pon Lut 25, 2013 7:04 pm

Uwielbiam Florkę <3

Varia od zawsze wiedziała, że spotkanie z Florence i rozmowa w cztery oczy, całkowicie naturalna i pozbawiona patosu, niewyjaśniająca nic nikomu konkretnie, będzie czymś bardzo ciekawym. A chociaż to nie był pierwszy raz, było inaczej. Teraz naprawdę widziała Shaw taką, jaka była naprawdę. Słuchała potoku słów, a chociaż niewiele z tego rozumiała, wcale nie czuła litości i nie pomyślała: biedne dziecko... Nic nie działo się bez przyczyny, a poza tym miała w sobie coś, czego nikt by nie umiał wytłumaczyć. Może będą jej pisane wielkie rzeczy? Zobaczymy.
Wydawałoby się, że dziewczęta są sobie całkowitym przeciwieństwem, a jednak nie do końca. Jeśli Florence się gubiła, to nie była sama. Anioł udający człowieka i nie bardzo ogarniający (pewnie jak większość osób) o co jej chodzi. Naprawdę mogłyby zostać przyjaciółkami. Zwykle gdy anielica gadała od rzeczy, czyli przez większy czas też nikt niczego nie rozumiał.
Jedyne o czym mogła rozmawiać to był temat aniołów, ale z drugiej strony to była trochę tajemnica zawodowa. Nie żeby mieli obiekcje przed pojawieniem się gdziekolwiek, przed 'tą' osobą i nie powiedzieć nagle: wiesz, jestem aniołem i mogę ci pomóc. Brzmiało to jak z tandetnego filmu, ale kto by się tym przejmował. Anioł i tak nie złapie żartu, jedynie będzie się zastanawiać, czy ten komentarz, który przecież tak czy inaczej kiedyś padnie, nie będzie stanowić obrazy ich majestatu. Gdyby szukać istoty o naprawdę wysokim ego i najwyższym stopniu wkurzania się na słabe, ludzie istotki to anioły po raz kolejne byłyby na samym szczycie. Zrób coś nie tak, a wyślą cię do diabła. No, w najlepszym wypadku strzelem fochem, który okaże się śmiertelną chorobą, albo nagłym ubytkiem w narządach wewnętrznych. Varia nie chciała psuć Florence jej wyobrażenia, chociaż musiała zgodzić się z jedną sprawą.
- One pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach i miejscach. I tak, na pewno wyglądają jak ty czy ja, inaczej byłoby to zbyt proste - Varia mogła być w tej chwili pewna, że w najbliższej okolicy nie ma żadnego z nich. Dla zdecydowanej większości ten świat był mało znaczący i człowieczek to taki marny pył. Takich jak Varia było natomiast zbyt mało, by trafić na nich tu i tam. Nie były plagą jak demony - bez obrazy xD - poza tym nie paradowały w pierwszym lepszym ciele. Anioł musiał się solidnie napracować, by tak sobie stać w namacalnej postaci.
Po tych słowach uśmiechnęła się jakby o czymś wiedziała. Gdyby ktoś ją podsłuchiwał, taki przeciętny szary człek, to powiedziałby: oho, kolejna nawiedzona! Jasne, że wyglądała własnie jakby spotkała superpierzastego albo wspominała najlepszy seks swojego życia*. Taki zachwyt połączony z ekstazą. No cóż, to drugie nie jest jej dane na (prawie) pewno (nie dotyczy jej alter ego - czyli pani w której ciele siedzi), a pierwsze... zachwyt wynikał z tego, że jednak widziała tyle... historię, dzieło Boga, miała dostęp do tych wszystkich wspaniałości jakie stworzył Ojciec...
Ale nikt w jej głowie nie mógł siedzieć, więc mina mogła zostać zinterpretowana w różny sposób, no i oczywiście w zależności od człowieka.
- I nie przepraszaj. Ja chciałabym potrafić mówić więcej, ale nie jestem w tym najlepsza - dać kopa w dupę domowi - tak, zachowywać się jak normalny człowiek - nie. Ale nie można jej zarzucić, że nie próbuje. Przynajmniej nie miała wątpliwości, że Florence uważa za ją za jakąś dziwną. I dobrze, bardzo dobrze. Anielica traktowała to jako najlepszą lekcję bycia sobą. No to sobą była.
Dała się porwać rudej - dosłownie i naprawdę nie przeczuwała z jej strony takiego zachowania - a sam gest był całkiem przyjemny. Nikt nie dotyka takich jak ona, no by przecież (udaje głos archaniołów) 'To się nie godzi! To marne coś i anioł?' Bla bla bla, dla Varii to było całkiem ciekawe, a dla Flo... trudno powiedzieć co poczuła. Może ciepło? Może przypływ energii, a może jakąś siłę, która pomagała jej coś ogarnąć i jakby być bardziej stabilną myślami i emocjami. Kto to wie...
- Nie, nie odmówię - anielica nigdy nie jadła lodów. Za to Alice je uwielbiała. Ponieważ od dwóch tygodni - czyli od czasu kiedy wprowadziła się do niej nowa lokatorka - nic nie znalazło się w jej żołądku, pewnie byłaby tym zachwycona. Nie żeby Varia chciała ją głodzić, nie o to chodziło. - To bardzo miłe z twojej strony - przecież nikt jej niczego nie dał - nie liczyć anielskiego ostrza, które dostała w prezencie od Rafaela? Tak, chyba od niego - więc to było coś innego i naprawdę uradowało ją to tak, jak przeciętnego kopciuszka szkolnego zaproszenie na bal maturalny od najprzystojniejszego chłopaka w szkole. No bo to anioł silił się na łaskę i robił coś dla innych, nie odwrotnie. Nawet jeśli to były tylko lody, to jednak to było przyjemne. Varia zdawała sobie sprawę z tego, że to jej naturalny dar zaufania, jakim mogła dysponować tak natchnął Florence. Ale właśnie tego chciała i tym była - kimś, na kim można polegać. I o tym panna Shaw nie zapomni, ani tego poczucia zaufania, ani jej imienia, które wryje jej się w pamięć jak prawie nic innego, nawet gdyby nie umiała dopasować jednej części układanki do drugiej. I anioł odpowie, zawsze.
- Dobrze jest mieć wokół osoby, które wywołują na twarzy uśmiech. To jest niezwykłe. Jedna z największych sił wszechświata... - oczywiście gadała do siebie. Dla Florence słowo 'przyjaciel' było takie łatwe, a dla niej już nie. No cóż, wystarczy jedno wielkie: wtf i o czym ona pierdzieli? ale szczerze mówiąc nie mówiła nic więcej, a jakoś opinia przeciętnego słuchacza mało by ją teraz obeszła.
Dotarły do tej kawiarenki. Varia odruchowo przypomniała sobie, że ma jakieś pieniądze, tak gdyby były potrzebne. Alice zostawiła w kieszeni kilka banknotów. Miała też kilka innych drobiazgów, ale wiśniowy lizak (którego wyciągnęła z kieszeni tak a propos) chyba nie mógł się na nic przydać. A mógł? Tak czy inaczej gdyby Florence była nim zainteresowana, to może sobie go wziąć.
Jak to anioł, słyszała przekaz w radiostacji zakodowanej w swojej podświadomości, kolejny z tych mało wesołych, ale zignorowała to. Wszystko było coraz bardziej popieprzone. Tak czy inaczej po chwili wyłączenia się całkowitego ze świata (chyba nawet przestała oddychać) wróciła do siebie jak gdyby nigdy nic. I kto powie, że Varia jest normalna? Widzisz Florence, twoja nowa koleżanka wcale nie jest taka jak wszyscy, miła odmiana? Tak czy inaczej uśmiechnęła się.




* wszystko przez Scotta, mam nieczyste myśli xD


[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
U N L E A S H E D!
When I'm free, when my sun has set
Released my soul forever
I'll have no regret to be free!
I'll exist again! No more lost endeavors
Nothing to contend when I'm free!
avatar
Varia

Liczba postów : 85
Join date : 19/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Saint John's Park

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: KANSAS CITY :: CENTRUM

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach