Dean'owa się pogrążą!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Dean'owa się pogrążą!

Pisanie by The Geek Monkey on Czw Sty 03, 2013 11:55 pm

Uwaga. Opowiadanie nie należy do inteligentnych treści. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Kawiarnia. Mała… nie, nie, średnia kawiarnia gdzieś w centrum bliżej nieokreślonego miasta. Bo kogo tak naprawdę obchodzi gdzie się rzecz dzieje? Nikt nie zwraca uwagi na takie rzeczy jakim jest tabliczka z nazwą miejscowości. Zwracacie uwagę? Uh, zwracam honor… ale nie zrobię wam tej przyjemności i nie powiem gdzie mieszka nasz… MÓJ bohater. Na razie wróćmy do kawiarni.
Stolik pod oknem. Przed oknem? Obok okna? Mniejsza z tym, ogólnie chodzi o to że stolik stoi tak że widać to co się dzieje na ulicy, i odwrotnie.
Wspomniany mebel nakryty jest mleczno białym obrusem w bladoniebieskie kwiatki. Urocze? Nie wiem, nie znam się. Idziemy dalej. Na stoliku stoi pusty serwetnik, filiżanka z zieloną herbatą i pucharek z bakaliowymi lodami. Lody są prawie rozpuszczone, a palec mojego bohatera utkwiony jest w tej słodkiej mazi. Tak. Dziwnie to wygląda, ale on po prostu lubi moczyć palec w rozpuszczonych lodach. Takie… zboczenie, że to tak nazwę.
Siedzi na krześle obitym w ten sam materiał z którego zrobiony był obrus. Siedzi i czeka. Czeka na kogoś? To już się zaraz okaże…
Do tej samej kawiarni weszła ona… jej włosy koloru soczystej zieleni, kontrastowały z jej skórą opaloną na mleczną czekoladę. Wyglądała trochę jak sadzonka jakieś dziwnej rośliny. I te krwistoczerwone usta. Stanęła w drzwiach kawiarni rozglądając się po lokalu. Jej wzrok zatrzymał się na naszym bohaterze… myślicie że zaraz do niego podejdzie i usiądzie na krześle obok? Niestety nie. Albo i stety. Jest takie słowo jak stety? Hym… Niee…
Zielonowłosa jest przypadkową bohaterką która nie wprowadzi nic szczególnego do opowiadania, po za swoją osobą. To taki przerywnik… cisza przed burzą. Chyba.
Jej już nie ma. Zielonowłosej, nie burzy. Zniknęła za drzwiami do kawiarnianego zaplecza. Kelnerka? Kucharka? Nie… jej miejsce jest przy zmywaku. A szkoda, bo to naprawdę inteligentna dziewczyna.
Podczas gdy mój bohater nadal trzymał palec w lodach, zielonowłosa zmagała się z parą buchającą na jej włosy, czoło i nos, drzwi do kawiarni uchyliły się po raz drugi a do lokalu weszła… zgraja dzieciaków z plecaczkami w kształcie prysznica.
Ha! Nabraliście się? No ja mam nadzieje ze tak, ale jak to mówią - nadzieja matką głupich. Więc dzieci nie ma, plecaczków w kształcie prysznica też nie. Zacznę raz jeszcze.
Podczas gdy nasz bohater nadal trzymał palec w lodach, zielonowłosa zmagała się z parą buchającą na jej włosy, czoło i nos, drzwi do kawiarni uchyliły się po raz drugi a do lokalu weszła elegancko ubrana kobieta, z kokiem tak ciasno ściśniętym że jej oczy wyglądały jakby miały zaraz wyskoczyć z oczodołów. I jedno prawie to zrobiło… na szczęście trzymało się na fioletowej sprężynce i dlatego kobieta mogła je z powrotem ustawić tam gdzie powinno być. No dobra, żartuję. Bez oburzeń mi tu.
Porozmawiajmy lepiej na temat wpływu nowiu księżyca na okres u mrówki. To nie o tym miało być? Kobieta z wyłupiastymi oczami? Uh… dobra, jak chcecie tylko potem nie mówicie że się zwierzętami nie interesuje.
Elegancka kobieta, eleganckim krokiem skierowała się w stronę naszego… mojego znudzonego bohatera który właśnie oblizywał palec, który do tej pory spoczywał w rozpuszczonych lodach, i oczywiście elegancko usiadła na krześle naprzeciwko Niego.
- Co…co… - kobieta najwyraźniej miała problemy z doborem słownictwa, bo ciągle powtarzała ‘co’ spoglądając na Niego. A właściwie wiecie jak On był ubrany? No oczywiście, że nie wiecie.
Jego szerokie ramiona pokrywał różowy szal, pod którym skrywała się modnie skrojona czarna bluzka. Jego idealnie wydepilowane nogi zostały odsłonięte przez krótka spódniczkę a uwieńczeniem jego stroju były prześliczne, różowe szpilki.
Myśleliście, że to mężczyzna?! Eee… to dobrze myśleliście. Ale nie, naprawdę mój bohater jest 100%, lekko zdesperowanym facetem, który właśnie drapał się swoimi akrylowymi paznokciami po torsie. Yhym… nic dziwnego, że wszyscy się na niego patrzą.
- Ale… - tak, nasza, wasza… ja jej nie chce, elegancka kobieta potrafi powiedzieć coś więcej niż tylko ‘co’.
- Kochanie… - nieco piskliwy głos Mojego Bohatera rozszedł się po lokalu, sprawiając, że każde ucho było skierowane w ich stronę – Wiem co sobie myślisz… ja po prostu myślałem, że… - ciężko westchnął odgarniając kosmyk platynowych włosów z czoła. -… jak się ubiorę… - podsunął w jej stronę filiżankę z zieloną herbatą – Twoja ulubiona.
Elegancka przez moment wpatrywała się w mętną zawartość wyszczerbionej filiżanki zanim ujęła ją w swoje zniszczone dłonie. Założyła nogę na nogę, powodując tym samym odsłonięcie ud poprzez podciągnięcie się beżowej spódniczki do góry, jednak Mój Bohater tego nie zauważył, wpatrzony w jej zmęczone oczęta, oparł brodę na splecionych dłoniach, uśmiechał się błogo… bo ona tu była. Siedziała naprzeciw niego… przyszła!
A Ona? A Ona westchnęła cicho, przegryzając lekko dolną wargę próbowała zdusić w sobie chęć dotknięcia jego miękkich włosów, szerokiego torsu a może raczej jedwabnego materiału bluzki? Jej wzrok powędrował na pucharek z lodami, rozpuszczonymi lodami gdzie znów wylądował palec Mojego Bohatera… a gdy ów palec wylądował w Jego ustach, z jej gardła wydobył się warkot i stłumiony jęk… zacisnęła mocniej uda, swoje rzecz jasna, łapiąc się kurczowo krawędzi stołu.
- Żelko? – z głośnym ‘plask’ czy tam ‘mlask’ palec wydostał się spomiędzy Jego warg - Coś się stało? Nie podoba Ci się…?
- Nie… nie… - wyszeptała, starając się oddychać miarowo, mając nadzieje że jej policzki nie wyglądają jak po spotkaniu z buraczaną maseczką.
- Nie? – Mój Bohater niemal się załamał, poprawił odklejające się rzęsy zanim powiedział to co mu w duszy zalegało – Od chwili gdy powiedziałaś mi że jesteś lesbijką pragnąłem żebyś się zmieniła. Chciałem żebyś znów była moją Żeleczką. Taką jak kiedyś… i wtedy zobaczyłem Cię… was. – zakrył usta dłonią, tłumiąc chęć wycia – Byłaś taka szczęśliwa… I wtedy wiedziałem że to ja muszę się zmienić. – nakrył swoją wypielęgnowaną dłonią jej rękę która nadal spoczywała na krawędzi stołu – Od przyszłego tygodnia zaczynam terapię hormonalną… Chce żebyś przy mnie była. – popatrzył na nią wzrokiem zbitego psa. A Ona tylko zagryzła mocniej wargę, tak że po brodzie naznaczonej bliznami po ospie, pociekła krew. Podniosła się szybko z krzesła, przewracając je przy okazji, napotkała jego zrozpaczone spojrzenie i uśmiechnęła się krzywo, ukazując rząd pożółkłych zębów.
- Zapłaciłeś?
Kiwnął głową na tak, chociaż nie pamiętał czy na pewno zapłacił. Ale to szczegół, ważniejsze było to że Elegantka pociągnęła Go w stronę drzwi, co tylko sprawiło że wylądował jak długi na kawiarnianej podłodze – cóż, dopiero zaczynał uczyć się chodzić na wysokich obcasach. Pozbierał się z podłogi tak szybko na ile pozwoliły mu buty i wybiegł na ulice wraz ze swoją Żelką.
Dalsza część opowiadania zawiera treści które można podpiąć pod treści pornograficzne, ale nie do końca. Ja bym bardziej określiła to jako treści niesmaczne… Więc jeśli nie chcesz się zgorszyć\zniesmaczyć\czy coś tam innego po prostu daruj sobie czytanie.
Wylądowali, oboje, w ciemnej, brudnej ślepej uliczce, tuż obok drzwi do zaplecza kawiarni z której wyszli. Smród wydobywający się z śmietników, obok sterta kagańców i obroży leżąca tuż przy trzech schodkach, szczury urządzające sobie orgię na włazie do kanału a pośród tego Oni. Romantycznie!
Stali przy czerwonym murze, pochłaniając wzajemnie swoje twarze. Znaczy całowali się tak… zachłannie, brutalnie i wcale nie namiętnie. Jej palce wbijały się w jego jędrne pośladki, jego jedna dłoń wędrowała pod materiałem jej bluzki podczas gdy druga ciągnęła ją mocno za włosy które uwolnił spod tych wszystkich spinek które podtrzymywały misterną fryzurę…
- Wsadź mi… - wycharczała, wycierając ślinę z brody. To mu wystarczyło. Te dwa słowa… czekał na nie od chwili kiedy przygwoździła go do muru. W pełnej gotowości, rozpalony i napalony, wyciągnął z kanarkowej podręcznej torebki lateksową rękawiczkę którą nałożył na prawą dłoń. Każdy palec odziany w gumowe ubranko, po kolei wchodził i wychodził z jej… warg. O nie, świntuchy! Wargi to też usta, prawda? Tak… oj wy, wy, grzeszni…
Spojrzała na niego zamglonymi oczami, przygryzając lekko palca wskazującego który właśnie badał stan je uzębienia.
- Żeeeelko… - wysyczał przy jej uchu – siódemki… do leczenia.
- Och… ty… tak… tak… O Mój Boże!
Oparła czoło o jego tors sapiąc, charcząc i kaszląc. W końcu wypluła flegmę na jego nowiutkie, różowe szpilki co lekko go poirytowało, lecz nie przerywał gładzenia jej włosów, tak szorstkich w dotyku… tęsknił za tym.
- Będziesz wspaniałą lesbijką kochanie. – spojrzała w jego oczy, trzepocząc rzęsami. Wspięła się na palce i pocałowała jego czoło – Już się nie mogę doczekać kiedy wybierzemy się razem na wspólne depilowanie miejsc intymnych.
Uśmiechnął się tylko na jej słowa, opierając brodę na jej głowie… po chwili, albo i dwóch, Elegancka Żelka padła na ziemię bez życia. Pod nią powstała wielka kałuża krwi… Mój bohater patrzył przez moment na zwłoki swojej Żelki zanim przeniósł wzrok na trzy schodki gdzie stała Zielonowłosa, trzymając w ręku suszarkę do włosów.
- Szczypiorrrrrrku… - wymruczał, podchodząc do Dziewczyny, z rozłożonymi ramionami – Myślałem że już nie przyjdziesz rrrrratować swojego Karrrrtofelka…
Zielonowłosa uśmiechnęła się chytrze, zresztą ona zawsze się tak uśmiechała, kiedy jego ramiona oplotły ją jak macki ośmiornicy.
- Ma za swoje, lesbijka jedna… zdradziła mnie, zdradziła Ciebie. Ma to na co zasłużyła.
- Tak… ale czy Szczupiorrrrrku mogę już się pozbyć tego ubrania? Te stringi strasznie mi się wbijają w tyłek. Jak ty możesz to nosić?
- Ja nie noszę bielizny Karrrrtofrlku! – zaśmiała się dźwięcznie, zdejmując z jego głowy perukę platynowych włosów. – Chodź weźmiemy wspólny prysznic… - wyszeptała mu do ucha, ściągając swoją bluzkę w kolorze jaśminu, która wylądowała na szczurze który odszedł od grupy zająć się sam sobą – Reszta warrrrrrrzywniaka już tam na nas czeka…
Oboje zniknęli za drzwiami do zaplecza średniej kawiarni, gdzieś w centrum bliżej nieokreślonego miasta. Co się działo potem? Nie wiem… nie chce wchodzić w szczegóły, ale kawiarnie trzeba było zamknąć z powodu odbywających się tam orgii z udziałem warzyw – takich prawdziwych warzyw (najbardziej cierpiały ogórki, bakłażany i papryki…) oraz z powodu pieczenia szarlotki której głównym składnikiem były psia sierść. A co z panną Żelką Elegantką? Szczury które były tam, i wiadomo co robiły, zaopiekowały się nią zabierając ją do swojej kryjówki w kanałach. Przeżyła. I teraz żyje jako Królowa Szczurów… Zoofilka jedna!
Ciekawi was kwestia suszarki w rękach Zielonowłosej, która nie odgrywa w tym opowiadaniu żadnej szczegółowej roli? Mnie też…
Mam nadzieje, że wiecie, że to opowiadanie nie zawiera żadnego przekazu. Nie posiada w sobie narodowego przesłania, nie jest natchnione przez siły wyższe. Po prostu powstało, bo czasem ma się takie szalone pomysły… znaczy no wiecie. No… to tyle. Idę po herbatę.
avatar
The Geek Monkey

Liczba postów : 479
Join date : 23/06/2012

Zobacz profil autora http://supernatural.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Dean'owa się pogrążą!

Pisanie by The Geek Monkey on Czw Sty 03, 2013 11:57 pm

Zmęczona dniem włożyła klucz w zamek i otworzyła drzwi do swojego azylu. Małe, przytulne, urządzone w minimalistycznym ale ekstrawaganckim stylu mieszkanko było jej dumą i jedynym miejscem do którego wracała z chęcią i radością.
Torba wylądowała na czerwonej wykładzinie, płaszcz rzuciła niedbale na oparcie żółtego, skórzanego fotela stojącego przy wieszaku w kształcie tańczącej murzynki, buty też poleciały gdzieś w przestrzeń przedpokoju.
Rozpuściła grube, pachnące lawendą, blond włosy pozwalając im aby swobodnie opadły na plecy. Powoli zrzucała z siebie ubrania. Gdy doszła do wielkiej dębowej szafy, niczym szafy Narni, była kompletnie naga, a blond włosy odznaczały się na mocno opalonej skórze, pamiątce po urlopie w Toskanii.
Ubrała się w lnianą białą męską koszule. Bo takie lubiła najbardziej.
Włączyła swoją ulubioną muzykę.
Mieszanka rocka, popu i sama nie wiedziała czego.
Weszła do kuchni i zaczęła sobie przygotowywać kolację.
Sos do spaghetti był już gotowy, a bulgoczącej wodzie na makaron przygrywał Perfect gdy ktoś nieśmiało zadzwonił na dzwonek.
Wytarła ręce w kuchenną ścierkę i poszła otworzyć.
Zdziwiona spojrzała zaróżowioną od pary twarzą na swojego niespodziewanego gościa.
- Ty?
Głos miała ochrypły od głośnego śpiewania.
- Ja.
Jego głos był miękki i pieścił uszy każdego rozmówcy.
- Ale…
Nie pozwolił jej skończyć.
Zamknął jej usta swoimi wargami.
Całował ją namiętnie i zachłannie, wplatając rękę w jej włosy a drugą oplatając ją w tali.
Tak złączeni w uścisku weszli dalej do przedpokoju, a on nogą zamkną drzwi mieszkania.
Oddychali szybko i płytko.
- Kiedy wróciłeś?
- Nieważne.
Całował jej włosy i twarz.
- Wróciłem do ciebie.
Wyswobodziła się z jego objęć i poszła do kuchni.
Była zdziwiona, szczęśliwa, przerażona…
Mieszała w garnku z makaronem gdy poczuła jak znów oplata ją w pasie.
- Wiem że jestem… że nie jestem… sam nie wiem… nie chciałem cię zostawiać.
- Ale zostawiłeś.
Wyłączyła gaz i obróciła się do niego twarzą.
- Dlaczego?
- Musiałem… musiałem to wszystko przemyśleć.
- Wszystko? Czyli co?
- Wszystko czyli my… nasze życie… nasza przyszłość… musiałem być pewny że tego chce. Że chce z tobą i tylko z tobą dzielić swoje życie…
- Skąd pewność że ja chce?
Spojrzał na nią szmaragdowymi oczami, w których czaiły się delikatne iskierki, uśmiechnął się lekko i przeciągną ręką po jej nagich plecach, od kręgosłupa aż po pośladki. Zadrżała.
- Ciągle nosisz moje koszule.
Wyszeptał jej tuż przy uchu. Znów zadrżała.
- Zabijasz mnie.
Szepnęła opierając głowę o jego tors ukryty pod czarnym podkoszulkiem.
Obsypywał pocałunkami jej włosy i ramiona.
- Tak się boję… zrozum. Nie chce się znów sparzyć.
Odgarnął kosmyki z jej twarzy.
- Nie chce cię znów zostawiać. Umieram bez ciebie. Teraz to wiem.
Wtuliła się w jego silne ramiona, wdychała jego słodki zapach i napawała się jego obecnością.
Zaśmiała się cicho i włożyła chłodne ręce pod jego koszulkę.
Długimi palcami badała szerokie plecy, gdy on całował ją z pasją i czułością.
- Nie.
Po raz kolejny wyswobodziła się z jego ramion.
Oparła ręce o parapet i wyjrzała przez okno w ciemność nocy. Nie wiedziała czego chce. Cieszyła się że wrócił, że jest… ale z drugiej strony chciała go zabić, chciała go wyrzucić ze swojego życia.
Ale nie mogła.
Nie chciała.
Nie mogła myśleć tylko o sobie.
Spojrzała na niego. Stał oparty o turkusowy blat stołu, ze spuszczoną głową i zamkniętymi oczami.
Podeszła do niego, zmusiła by na nią spojrzał.
W jego zielonych oczach kryły się łzy, jego twarz zwykle promienna, była szara i zmęczona.
Przytuliła go mocno.
Wtulił twarz w jej włosy, szepcząc cicho „dziękuję”.
- Tylko mi coś obiecaj.
Spojrzał prosto w jej niebieskie oczy.
- Już nigdy, nigdy nas nie zostawisz.
- Obiecuje.
avatar
The Geek Monkey

Liczba postów : 479
Join date : 23/06/2012

Zobacz profil autora http://supernatural.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach