Klub "Mefisto"

 :: CHICAGO :: CENTRUM

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Klub "Mefisto"

Pisanie by Soccer Mom on Sob Mar 02, 2013 7:33 pm

Pod tą jakże tajemniczą - choć zdecydowanie nie niewinną - nazwą kryje się miejsce, do którego zajrzy każdy mężczyzna spragniony rozrywki. A czasem, jak się okazuje, nie tylko mężczyzna. Za błyskającym neonem Mefisto kryje się bowiem najzwyklejszy klub ze striptizem. Zawiedzeni?
Jakoś wątpię...
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Soccer Mom on Sob Mar 02, 2013 7:49 pm

Kto by się spodziewał Cassandry Montressor w miejscu takim jak to? No dobra. Każdy, kto znał ją choć odrobinę wiedział jedno - nie przewidzisz, gdzie ją spotkasz. Pojawiała się to tu, to tam, zawsze czując się w danym miejscu, jak ryba w wodzie. Tak samo było i w Mefisto. Chociaż była jedyną kobietą w pomieszczeniu - panienek wijących się wśród deszczu śliny nie liczyła - nie czuła nawet odrobiny skrępowania, siedząc na wysokim barowym stołku i popijając przeraźliwie słodkiego drinka. Z palemką. Mogłaby się lekko zdenerwować, gdyby barman nie zaopatrzył w nią jej szklanki. A wierzcie mi, mało kto chciał zobaczyć zdenerwowaną Cassie. Chyba, że ostatnio zastanawiał się nad samobójstwem - bo nawet komuś, kto faktycznie chciał je popełnić, nieszczególnie uśmiechało się spotkanie z Cass Mój-Drink-Nie-Ma-Palemki Montressor. Nagle do biedaka docierało, że jest tysiąc milszych sposobów na śmierć, niż taka z wykałaczką w oku.
Dawno nie bywała w Chicago, a mimo to została rozpoznana w tym miejscu praktycznie od razu. Nie była pewna, czy ją to zadowala. Melissa miała zbyt wiele związków z tym miastem i choć Chicago spokojnie można było nazwać metropolią, a poczynania panny Ackroyd niezbyt widocznymi, to zawsze mógł znaleźć się ktoś, kto kojarzył niepozorną blondyneczkę. A Cassie niekoniecznie uśmiechało się przywracanie Mel do życia.
Znudzona powędrowała wzrokiem na jeden z podestów, na który wkroczyła właśnie dziewczyna obdarzona szczególnie gromkimi brawami. Kiedy owinęła się wokół rury, blondyna uniosła brew. Serio? Gdyby nie to, że drink zajmował jej całą uwagę, pokazałaby tym szastającymi pieniędzmi idiotom, jak wygląda prawdziwy taniec. Zachęcenie panny Montressor, by zrobiła coś ponad normę, wymagało naprawdę nie lada talentu. A przynajmniej niezwyczajnego charakteru.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Sidney Hewish on Sob Mar 02, 2013 8:11 pm

Taa... Jeśli chodzi o Sid, to każdy, może oprócz jej ojca chrzestnego, spodziewałby się ją zobaczyć w takim miejscu. Nie była w stanie i nie chciała tego ukrywać - uwielbiała oglądanie przepięknych dziewcząt wijących się na scenie niczym podczas egzorcyzmów, oraz mężczyzn, rozrzucających banknoty niczym sól. Czemu wszystko kojarzyło jej się z demonami? Ech, to chyba pierwsze objawy pracoholizmu...
Więc wyjaśniliśmy już, że Sidney pasowała to tego miejsca idealnie. Jednak co robiła w Chicago? Od zawsze nienawidziła tego miasta, przez beznadziejne wspomnienia jakie ze sobą przyciągało. Jednak kiedykolwiek przejeżdżała w pobliżu owego wietrznego miasta, zatrzymywała się w "Mefisto". To był po prostu mus, sumienie nie pozwoliłoby jej ominąć tego miejsca.
Tak było i tym razem. Swą obecność zaznaczyła już chwilę wcześniej warczącym silnikiem swojego dość pokaźnego motocykla. Któż nie kocha dźwięku Harley'a o czwartej nad ranem?
Po wejściu przez chwilę krążyła po sali, by po chwili spocząć na barowym stołku, oprócz jedynej ubranej w dziewięćdziesięciu procentach dziewczynie w tym klubie. Zauważyła, że dość kpiący wzrok blondynki ściął osobę wywijającą tym, czym obdarzył ją chirurg plastyczny na scenie i zaśmiała się cicho, popijając wódkę, którą barman od razu przed nią postawił. Stała klientka, rozumiecie...
- To facet, wiesz? - powiedziała, dość zwykłym tonem.


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
IT'S SIDNEY, HUN.
avatar
Sidney Hewish

Liczba postów : 16
Join date : 24/11/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Soccer Mom on Sob Mar 02, 2013 8:43 pm

Gdyby Cassie usłyszała o tym, że "sumienie" kazało przyjść Sid do przybytku uważanego za siedlisko grzechu, zapewne roześmiałaby się szczerze i od razu spojrzała na dziewczynę o charakterystycznej urodzie przychylniej. Rzadko kto ze swobodą mówił takie rzeczy, nawet jeśli były szczerą prawdą. Ludzie mieli skłonności do podwójnej moralności, grania ról, które uważali za wyznaczone im przez społeczeństwo. Taka odmiana smakowała jak jak powiew świeżości - ale niestety. W myślach Cassandra czytać nie umiała. Wielokrotnie tego żałowała, ale... Cóż, nie należała do osób, które roztkliwiają się nad swoimi niedociągnięciami, raczej korzystała pełnymi garściami z umiejętności. A tą była między innymi taka zdolność zmanipulowania innymi, by sami wyśpiewali jej do ucha wszystkie swoje myśli i najpilniej strzeżone sekrety.
Istotnie, do jej uszu dobiegł specyficzny, wibrujący dźwięk motoru. Nie przejęła się tym jednak szczególnie. Nie myślała nad tym dłużej, niż potrzeba, by uświadomić sobie, że "harley'owcy" nie są zbyt grzecznymi obywatelami i szef ochrony niedługo może mieć do roboty coś więcej, niż pożeranie ton popcornu i ukradkowe zerkanie w stronę sceny. Nie odwróciła głowy w stronę drzwi, o nie, to było poniżej jej specyficznej godności. Nie chodziło o to, że się wywyższała - po prostu, tak jak już wspomniałam, żeby zainteresować Cass trzeba było czegoś więcej, niż przyjechanie ogromną maszyną.
W dziewięćdziesięciu procentach ubraną? Cóż, może w pięćdziesięciu, w końcu Montressor mogła się pochwalić naprawdę długimi nogami, a jedynie ich skrawek zakrywały ukochane szorty. Może i zdarzało się jej ubierać inaczej do "specjalnych" miejsc, ale Mefisto na pewno takim nie było. To był tylko przystanek na trasie. Wypije parę(naście, parędziesiąt) drinków, może pozna kogoś nowego, zapisze wieczór do listy tych całkiem udanych. I pojedzie dalej.
Im szybciej wydostanie się z Chicago, tym lepiej.
Facet? Przekręciła głowę w stronę osoby, która się do niej - o ile można tak to określić, w końcu Cass umieściła swój zgrabny tyłek przy barze - dosiadła i odruchowo uniosła kącik ust.
- Wygląda na to, że tu wszystko jest na odwrót - podsumowała nieznacznie rozbawiona własnymi słowami i obcesowo zmierzyła brunetkę wzrokiem. Nie, nie po to, by ją, mówiąc potocznie, "obczaić", a by wyraźniej dać do zrozumienia o co jej chodziło. Facet przebrany za kobietę robiący za striptizerkę, kobieta... zdecydowanie nie przebrana za faceta... jako klientka klubu. - To przynajmniej tłumaczy, czemu wychodzi mu to tak kiepsko. Nie może wyżej zadrzeć nóg, czy co? - zdziwiła się sztucznie, choć po jej ustach ciągle błąkał się ten sam uśmiech. Wysączyła do końca drinka i lekceważąco machnęła na barmana, by zaserwował jej nowego.
Tym razem dostała zieloną parasolkę.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Sidney Hewish on Sob Mar 02, 2013 9:06 pm

-Nie do końca na odwrót. Chyba, że Ci wszyscy mężczyźni to tak naprawdę przebrane kobiety...- odrzekła, a mówiąc drugie zdanie powoli ściszała głos. Co tu dużo mówić, była przykładem paradoksów tego świata. Kobieta, która z jednej strony chce pokazać, jakie to kobiety są silne i mądre, jednak nie uważa się za feministkę. Często zachowuje się dość męsko, a później wchodzi do sklepu z zabawkami i godzinami ogląda pluszowe misie koala. Cóż.
Spojrzała się zdziwiona na swą towarzyszkę (nie)doli. Dość szybkimi ruchami gałek ocznych przebiegała wzrokiem z twarzy blondynki, na niezbyt jędrne pośladki Jesusa.
-Kiepsko mu idzie? To najlepszy mężczyzna udający kobietę w tym klubie! Reszta nie dorasta mu do pięt. - powiedziała, lekko prychając. - Ach, spójrz tylko na te trzęsące się łydki... A ta peruka! - wykonała dziwny gest ramionami, przez który wyglądała jak anioł mający właśnie wzbić się w powietrze. Haha, głupia Sid. Anioły nie latają. Anioły podróżują na tylnym siedzeniu Impali w beżowym trenczu.
Ona również dość szybko wypiła swą porcję narodowego napoju Rosji, po czym poprosiła o dobrą, starą Whisky. Starą, o ile zakupiona dnia poprzedniego w Targecie się liczy...
- Już tu kiedyś byłaś, prawda? I pewnie odstawiłaś jakąś scenkę? - powiedziała, nie patrząc się na towarzyszkę. Ech, pewnie pomyśli, że Sidney jest jakimś cholernym medium, czy coś...


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
IT'S SIDNEY, HUN.
avatar
Sidney Hewish

Liczba postów : 16
Join date : 24/11/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Soccer Mom on Sob Mar 02, 2013 9:42 pm

W oczach blondynki pojawił się błysk nie zwiastujący niczego dobrego.
- Sprawdzimy? - zaproponowała niewinnie i odstawiła szklaneczkę na blat, jakby czekając, czy kobieta przyjmie to swojego rodzaju wyzwanie, czy jednak nie. Cass czekała, żeby wyrobić sobie o brunetce opinię. A czekać długo nie będzie, to nie ten typ.
Zaśmiała się. Naprawdę, szczerze się zaśmiała, nawet nie próbując tego ukryć. Faktycznie, rozbawił ją komentarz Sidney, rozbawił ją brak spostrzegawczości jej samej, która siedziała w Mefisto ponad pół godziny, nie wspominając o poprzednich wizytach, i nawet przez myśl jej nie przeszło poddać w wątpliwość płeć tancereczek. I ty się masz za... Ech, Montressor. Starzejesz się. Tylko czekać, aż pojawią się pierwsze zmarszczki! Absurd tego stwierdzenia tylko powiększył jej rozbawienie, ale nie dała tego po sobie poznać, jedynie znowu sięgnęła po drinka. Naprawdę był obrzydliwie słodki. Dlaczego ona się nim katowała?
- Nieźle musiał dać w łapę chirurgowi - dodała, mierząc spojrzeniem biust stiptizera/striptizerki. - Bo skarpetek raczej nie miał gdzie wcisnąć, chociaż... - Uniosła brew, rzucając Sid wymowne spojrzenie. - Lepiej ty powiedz. Wydajesz się specjalistką jeśli chodzi o brudy tego klubu. - Te słowa zakończyła szerokim uśmiechem. Widać było, że naprawdę ją ciekawiło, jakie rewelacje skrywa Dziewczyna na Motorze.
Naprawdę? A może chodziło jej tylko o nawiązaniu relacji z brunetką? W takim razie powinna zacząć typowo, jak każdy normalny człowiek. Cóż, ona nie była normalna. Idzie przywyknąć.
- Cassie - przedstawiła się, milcząc przez chwilę, którą zajmowało kolejne siorbnięcie płynnego cukru. - To imię budzi tutaj grozę, więc... - Uśmiechnęła się przepraszająco i przekrzywiła głowę lekko w lewo, jakby szczerze skruszona. - Może kiedyś faktycznie przesadziłam.
Nie musiała pytać, czy jej rozmówczyni często się tu pojawia. Inaczej... faktycznie musiałaby ją wziąć za medium, cóż. Skrzywiła się wewnętrznie. A to skojarzenie nie wiązało się z przyjemnymi wspomnieniami, nie ostatnio.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Sidney Hewish on Nie Mar 03, 2013 12:39 pm

Nie trzeba było jej pytać dwa razy. To, jak powiedziałaś, nie ten typ.
Odchrząknęła delikatnie, wstała i przeszła się na drugi koniec sali. Niestety, jako, że była z niej niezła niezdara, z jej środkowego palca zsunął się mały pierścień z logiem HD. Zakryła usta dłonią, wykonując gest niczym pin-up girl i schyliła się, delikatnie kołysząc dość zgrabnymi pośladkami, które podkreślały obcisłe rurki. Nie musiała się odwracać, by czuć na sobie spojrzenia całej widowni, oraz i występującego Jesusa. Podniosła się, zamachnęła włosami i powróciła na swe miejsce, kołysząc biodrami niczym Sam Winchester... Ech, w jej sercu nagle coś się poruszyło na dźwięk nazwiska "Winchester". Cholera, tęskniła za tymi idiotami. Po części nadal nie mogła pogodzić się z ich śmiercią. Ale po co ma się dalej katować? Skarciła siebie samą w myślach, co niejeden psychiatra uznałby za objawy schizofrenii, lub rozdwojenia jaźni, po czym spoczęła na stołku barowym obok blondynki, opierając się łokciami o blat. Zamknęła oczy dosłownie na sekundę, kiedy przed jej twarzą pojawiło się kilka margaritas.
-Na koszt klientów - wyszeptał barman, puszczając jej oczko. Ech, mimo że nienawidziła tego rodzaju alkoholu, to darowanemu koniu się w zęby nie patrzy, czy jakoś tak.
Zaśmiała się, nawet całkiem szczerze. Ponownie przeniosła wzrok na mężczyznę, próbującego ocierać się o rurę. Biedny, jego sprzęt trochę mu w tym przeszkadzał.
-"Musiał dać w łapę chirurgowi" w takim miejscu jak to brzmi dosyć dwuznacznie, nie sądzisz? - powiedziała, podśmiewając się pod nosem, a następnie popijając trunek o dość niskim stężeniu alkoholu. - Uwierz mi, jak się czegoś bardzo chce, to nie ma miejsca, którego nie dałoby się wypchać skarpetkami. Wiem co mówię.- i wiedziała. Dobrze wiedziała. W końcu często zdarzało jej się kogoś udawać. Nie żeby tego nie lubiła - wręcz przeciwnie. Niczym pięciolatka na balu, uwielbiała się przebierać.
- Bywam tu często, nie zaprzeczę. - powiedziała, a kilka dość nietrzeźwych mężczyzn przy barze pokiwało głowami, chcąc przyznać jej rację - Ale wszystkie brudy poznałam już podczas pierwszego spędzonego tu wieczoru. Szybko kojarzę fakty. - puściła jej oczko, uśmiechając się jednym kącikiem ust.
Uśmiechnęła się szerzej, lekko zarzuciła włosami i obdarzyła Cassie ciepłym spojrzeniem.
- Rose - powiedziała pewnie - Moje imię budzi tu raczej pragnienie - zaśmiała się cicho, ścięła wzrokiem barmana i obróciła się na stołku barowym o dziewięćdziesiąt stopni w stronę Cass.
-Wiedziałam.- zaczęła, lekko wywracając oczyma, po czym lekko zbliżyła się do blondynki.- Nikt oprócz Ciebie nie dostaje tu drinka z parasolką.


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
IT'S SIDNEY, HUN.
avatar
Sidney Hewish

Liczba postów : 16
Join date : 24/11/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Soccer Mom on Nie Mar 03, 2013 1:27 pm

W szarozielonych oczach blondynki pojawił się błysk, kiedy towarzysząca jej dziewczyna wstała. Przesunęła się odrobinę na stołku, opierając łokciem o bar i przekładając do drugiej ręki drinka. Nie spuszczała lekko rozbawionego spojrzenia z kobiety, dokładnie obserwując każdy jej ruch. Spryciula. Pokręciła ledwo zauważalnie głową, spuszczając głowę, by skryć uśmiech za kotarą jasnych włosów.
- Przeszli próbę - przyznała, kiedy Rose wróciła do baru. Była przekonana, że brunetka doskonale zdawała sobie z tego sprawę, mimo to musiała potwierdzić.
Hm, zabawne. Właściwie nic się nie działo, a ona się nieźle bawiła. Jak na ostatnie tygodnie... naprawdę nieźle. Tym bardziej, że na obecnej sytuacji ani nie mogła zarobić, ani nikogo zdenerwować. Ostatnio tylko takie sytuacje zapewniały jej drobinki zadowolenia. Wygląda na to, że nielegalne zakłady przestały wywoływać dreszcz niepokoju i pobudzać adrenalinę. A przecież... Nie samą pracą człowiek żyje, nie? Każdemu przydawała się jakaś odskocznia. W przypadku Montressor - była praktycznie tak samo niebezpieczna, jak i jej "zawód".
Uniosła szklankę w ramach toastu i lekko podniosła brew, jakby chciała powiedzieć "brawo", kiedy malutki popis brunetki zaopatrzył ją w drinki do końca tego wieczoru. To tylko utwierdziło Cassandrę w przekonaniu, że gdyby ona dała prawdziwy popis, trzy czwarte "personelu artystycznego" straciłoby z marszu pracę.
Przykre.
- A kto powiedział, że nie miało tak brzmieć? - spytała, przeciągając słowa i uśmiechając się kącikiem ust. Sugestie, sugestie wszędzie. To był jej świat - i czuła się w nim doskonale. - Wierzę. Ja nigdy tego nie potrzebowałam - odparła z nutą złośliwości, bo chodź Rose nie mogła zdawać sobie z tego sprawy, w tym zdaniu była podwójna prawda. Były lepsze sposoby, by uczynić się nierozpoznawalnym, niż para spranych skarpet.
- Przydatna cecha, to kojarzenie faktów. W dzisiejszych czasach - rzuciła niby neutralnie. Uniosła drugi kącik ust, do towarzystwa temu pierwszemu, kiedy brunetka przedstawiła jej się. Nie chodziło o samo imię, ale o ten mały komentarz. Zabawne, ale Cass czuła się, jakby rozmawiała ze swoim bardziej... ludzkim odbiciem. Może dlatego pozwoliła grać pannie Rose pierwsze skrzypce? Kto wie. A może chciała wyciągnąć z niej jak najwięcej informacji, bo prawdą było, że ukrywaniem, komentarzami i półsłówkami zdradzało się więcej, niż wyrzucanie z siebie potoku faktów. Dlaczego tak ją to ciekawiło? Dla zasady. Lubiła wiedzieć. Znacie to: wiedza to władza, a władza to niezła zabawa.
- Lubię parasolki. Przypominają mi o słońcu w tym cholernym Wietrznym Mieście - rzuciła z nutą rozdrażnienia i tęsknoty.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Sidney Hewish on Nie Mar 03, 2013 2:25 pm

Z uśmiechem pokiwała głową, przejeżdżając opuszkiem palca po krawędzi kieliszka. Jednak po chwili gwałtownie przestała, przez co naczynie wydało dość irytujący, głośny dźwięk. Zmarszczyła czoło, zmrużyła oczy i przebiegła wzrokiem po wiwatujących mężczyznach, kiedy to tancerz(tancerka) się zmieniała.
- A co, jeśli to tak naprawdę ukryte lesbijki?- powiedziała głosem godnym lektora filmów grozy.
- Czy powinnam się martwić? - skierowała wzrok na swe własne pośladki, ale w ostateczności wzruszyła ramionami. Jakby miało jej to przeszkadzać...
Sidney również całkiem nieźle się bawiła. Jednak u niej nie było to trudne. Ostatnimi czasy wszystko ją radowało, gdyż wszystko było w jakimś stopniu lepsze od jej wcześniejszych przeżyć. Poza tym, kogo nie cieszyłby wieczór spędzony w towarzystwie pięknej kobiety, w klubie ze striptizem? Och, Sid, ty niepoprawna kobieto. Zachowuj się! Nie wszyscy są tak mentalnie popieprzeni jak ty.
Zmierzyła kobietę wzrokiem. Hmm, może się myliła. Jednak są osoby równie popieprzone mentalnie. Nie, żeby jej się to podobało. Wolała być jedyna w swoim rodzaju, oryginalna, niezastąpiona. Z drugiej strony, pewnie umrze przed czterdziestką, a osób pracujących w jej profesji jest dość sporo, toteż zastąpiona zostanie od razu. Peszek.
Uniosła ręce w górę, w geście poddania się.
-Na pewno nie ja!- odrzekła, robiąc minę zbitego psa. Ech, cholerni Winchesterowie wszędzie się wpierniczą.
Zrozumiała złośliwość, ale dziś nie miała ochoty używać jednego ze swych ukrytych talentów - ciętej riposty. Pokręciła głową z rozbawieniem. Ach, Cassie wyglądała na kobietę, jednak coś w jej sposobie mówienia pokazywało, że gdzieś w głębi duszy jest po części dzieckiem. Sid wiele by za to oddała. Mimo że często udawała niedojrzałą dziewczynkę, nie było to jej naturą. Widziała zbyt wiele, zbyt wcześnie. Patrząc na Cass wydawało jej się, że jest nieświadoma niczego, co wydarzyło się na świecie. Niczego. Być może owe szarozielone oczy i jasne włosy nadawały jej wygląd rusałki biegającej po łące niczym Taylor Swift. Ugh. Sid nienawidziła Taylor Swift.
- Nawet bardzo przydatna. Takim sposobem można się wiele dowiedzieć o ludziach, praktycznie bez zadawania pytań. - odrzekła, z delikatnym uśmiechem.
Popijając kolejnego drinka, Sidney zdała sobie sprawę, że ma ochotę na coś bardziej ekscytującego. Ma ochotę coś zrobić, zepsuć, zabić. Spokojnie, Cassie była bezpieczna. Prawdopodobnie...
- Naprawdę? Mi kojarzą się bardziej z deszczem. - prychnęła, odrobinę drwiąco. Nigdy nie rozmyślała nad tym, z czym kojarzą się jej parasolki. Może powinna?
- Tak czy inaczej... Podejrzewam, że nie znalazłaś się tu, by oglądać mężczyzn wypinających swe niezgrabne tyłki?


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
IT'S SIDNEY, HUN.
avatar
Sidney Hewish

Liczba postów : 16
Join date : 24/11/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Soccer Mom on Nie Mar 03, 2013 3:36 pm

- Gdybyś ciebie to martwiło, nie przychodziłabyś tutaj - zauważyła nie bez złośliwości, a uniesiona w kpiącym wyrazie brew wręcz zachęcała do tego, by Rose zaprzeczyła. Poddała to twierdzenie w wątpliwość.
Wątpiła, że to zrobi. Cassandra wyczuwała, że panna na Harley'u coś w sobie skrywa (może tylko molestowanie przez szefa, może skłonności do wychodzenia ze sklepów z niezapłaconymi rzeczami, może uwielbienie białego proszku - ten świat skrywał wiele możliwości, a każda śmieszniejsza od poprzedniej), a jednocześnie wydawała się wręcz promieniować z niej postawa niezachwianej pewności. Taka... "co to nie ja", choć akurat w tym przypadku to określenie nie było nacechowane negatywnie.
- Mam nadzieję, że następnym razem nawet nie zasugerujesz, że mogłabym przejmować się dwuznacznością... - wyszeptała, nachylając się w stronę dziewczyny, po czym z łobuzerskim uśmiechem porwała jeden kieliszek z szeregu. Wychyliła go od razu i odstawiła na bar. Wzruszyła ramionami, zamrugała oczami i uśmiechnęła się, jakby udawała skruszoną. W żadnym wypadku się tak nie czuła. Uwielbiała prowokować. I miała zamiar sprowokować Kwiatuszka... chociaż sama nie wiedziała do czego. Do wybuchu złości? Za wypicie alkoholu, za który nawet nie zapłaciła? Cassie jakoś wątpiła, że jej to wyjdzie. Ale... Kto wie? Jakakolwiek reakcja będzie ciekawa. - Dzięki mnie je zarobiłaś, maleńka - ostatnie słowo powiedziała tonem, który wyraźnie kpił ze sposobu, w jaki tego typu "zdrobnienia" rzuciłaby większość mężczyzn zebranych w Mefisto.
Przekręciła głowę, opierając ją na dłoni, a łokieć lekko zjechał po śliskiej powierzchni baru. Usta jej zadrgały, jakby z trudem powstrzymywała się od śmiechu, a oczy błysnęły.
- Czego dowiedziałaś się o mnie? - spytała, a w jej głosie wyraźnie można było usłyszeć ciekawość. Tego nie mogła się wyprzeć - ciekawiło ją, jak bardzo Rose się myli. Możecie nazwać ją arogancką, ale Cassie bardzo wątpiła, by brunetka odgadła choć kawałek tej zagadki. Mogła się zdziwić. Zdziwienie było przecież takie ludzkie.
- Ograniczony umysł, Rose - prychnęła, udając oburzenie, że kobieta tak potraktowała jej parasolkę. - Drinki z parasolką, palmy i słońce. Kojarzą mi się z domem. - Wzruszyła ramionami, jakby nie do końca zadowolona, że to powiedziała. - Jestem w Chicago tylko przyjazdem, interesy - Ten neutralny ton, znaczący "nie twój biznes" znał chyba każdy. - gdzieś musiałam spędzić noc, a ciekawszej propozycji nie dostałam. - Zerknęła wyzywająco na dziewczynę, kolejny raz zachęcając ją do tego, by skomentowała słowa Montressor.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Sidney Hewish on Pią Mar 08, 2013 6:31 pm

- A może wręcz przeciwnie? Może przychodziłabym, tylko dlatego, by się trochę pomartwić, pobać? - powiedziała z lekką przekorą - My, ludzie kochamy strach. Jest to udowodnione naukowo, nieprawdaż? Wyzwala w nas ten dziwny hormon - adrenalinę, która pobudza do życia nasze serce oraz mózg. Może jestem pewnego rodzaju masochistką, która chce czuć na sobie wzrok innych kobiet, choć wcale nie jest jej z tym przyjemnie? Może. - ostanie słowo wypowiedziała cicho prychając, upiła łyk trunku i z lekkim uśmiechem spojrzała się na Cassie - Widziałam już wystarczająco dużo świata i ludzi, by wiedzieć, że wszystko jest możliwe. - zakończyła dość dziwacznym cmoknięciem.
Przekręciła głową tak, by w pewien sposób rozluźnić kark, a następnie z jednokącikowym uśmiechem skierowała wzrok na blondynkę.
- Następnym razem? - zapytała. Cóż, to dość oczywiste, że "Rose" tego nie zrobi. Oczywiste, gdyż nie będzie następnego razu. Nie, Sidney by do tego nie dopuściła. Zbyt bardzo dba o swą prywatność i bezpieczeństwo.
Ścięła Cassie wzrokiem, lekko prychnęła, a następnie delikatnie wypięła pośladki.
- Wydaje mi się, że raczej dzięki nim - powiedziała przekornie. W przeciwieństwie do szarookiej, nie oczekiwała na jakąś ciekawą odpowiedź, reakcję. Nie czekała na nic. Ten wieczór był jednym z wielu, następnego dnia pewnie wymaże go całkowicie z pamięci. Oczywiście, o ile nie dowie się niczego pożytecznego.
Pokręciła głową, jakby z bezradności. Zaśmiała się cicho i spojrzała się na Cass z pewnego rodzaju politowaniem.
- Złotowłosa, naprawdę myślisz, że Ci powiem? Ktoś, kto na samym początku wykorzystuje wszystkie swe asy w rękawie jest na skończonej pozycji. Ja sobie na to nie pozwolę. - powiedziała przekornie. Wszystkie informacje, jakie zebrała o jasnowłosej Sid najprawdopodobniej zostawi dla siebie. Możliwe, że napisze o niej notkę w dzienniku jeśli usłyszy coś ciekawego. I jeśli będzie się jej chciało, bo co jak co, ale z Sidney jest cholerny leń.
Nie skomentowała jej słów o "ograniczonym umyśle", bo po prostu nie miała na to ochoty. Następnego dnia czeka ją długa droga, a w przeciwieństwie do niektórych, dziewczyna lubi się z kimś przespać. Wróć. Sobie pospać. Choć to pierwsze również lubi.
Dość wyraziście spojrzała na zegarek, by potem posłać swej towarzyszce skromny uśmiech.
- Muszę się już chyba zbierać. Wynajęłam pokój, by pozwolić oczom odpocząć choć chwilę od widoku półnagich osób płci nieznanej. - uśmiechnęła się szerzej, lekko ścinając wzrokiem chłopca, o dość kobiecej budowie ciała. - Oczywiście, jeśli to jest dla Ciebie ciekawsza propozycja, to zapraszam do dołączenia się. - odrzekła, powoli wstając od baru.


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
IT'S SIDNEY, HUN.
avatar
Sidney Hewish

Liczba postów : 16
Join date : 24/11/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Soccer Mom on Pią Mar 08, 2013 7:18 pm

Cass wysłuchała słów Rose z lekko kpiącym uśmiechem. Przyglądała się jej i wodziła palcem po brzegu szklanki.
- Są mniej skomplikowane sposoby na wywołanie adrenaliny - skomentowała jej słowa lekceważąco, jakby uważała tę całą przemowę jedynie za gadkę-szmatkę, niemającą zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Bo i fakt, uważała tak. I z marszu potrafiłaby wymienić przynajmniej dziesięć sposobów, także masochistycznych, na przywołanie tego ukochanego przez rasę ludzką hormonu - czy jakim biologicznym gównem była ta cała adrenalina. Dużo mniej wydumanych, skomplikowanych i zdecydowanie nie tak głupich. No bo cholera, trzeba mieć nieźle zrytą banię, żeby podawać się za lesbijkę (czy tam bi, to akurat nie miało wielkiego znaczenia), tylko po to, żeby uciekać przed całą zgrają napalonych lasek. - Dużo świata? - powtórzyła za nią, parskając cicho śmiechem. Wyglądała na lekko wstawioną. - Co ty, jesteś jakimś rodzajem podróżniczki? Ty, motor i cały wszechświat w zasięgu czterech... czy tam dwóch kół. - Powiodła ręką przed sobą, jakby oznaczała linię horyzontu, a kpiący uśmiech nie znikł z jej warg. Taak. Zdecydowanie wyglądała na wstawioną. Nie przyznała jednak, że wszystko było możliwe. Zdziwiłabyś się, Rose, pomyślała nieznacznie rozbawiona, jednak nie była pewna, czy faktycznie byłoby jej do śmiechu, gdyby powiedziała to na głos. Panna Rose wydawała się być tak na siłę tajemnicza, że aż mogła być tajemnicza naprawdę. A kto wie, co skrywają ludzie silący się na tajemniczość?
Wzruszyła ramionami, jakby przez "następnym razem" nie rozumiała nic szczególnego. To tylko coś, co się mówi, prawda? Zwykły zwrot grzecznościowy, czy jakiś tam. Połowa tego, co mówią ludzie, nie znaczyła tego, co zdawała się znaczyć. Słowa, słowa, słowa. No co, Cass lubiła klasyków.
- Wieczór się nie kończy... raczej - Urwała, jakby czekając, aż Rose powie, że wychodzi właśnie teraz - a ty nie wyglądasz mi na kogoś, kto nagle miałby zamilknąć. Możesz jeszcze mieć okazję, by mi to wypomnieć, chociaż... nie radziłabym - zakończyła lekkim tonem, zupełnie innym, niż zaczęła, jakby właśnie została z Kwiatuszkiem najlepszymi psiapsiółami. Może nawet podzieliłaby się z nią swoją parasolką?
Bez żadnego skrępowania powiodła wzrokiem na pośladki brunetki i mruknęła cicho z nutą aprobaty.
- Ale propozycja i tak wyszła ode mnie - odpowiedziała nie kryjąc rozbawienia, takim tonem, jakim dzieci krzyczą "berek!". Błysnęły jej oczy, kiedy usłyszała kolejne słowa dziewczyny. Tutaj musiała się z nią zgodzić, ale usłyszała też coś innego, coś bardzo podobnego do jej własnego "następnym razem". - Na samym początku? - powtórzyła za nią i lekko uniosła kącik ust.
Przekręciła się na stołku, jakby zastanawiając nad podjęciem decyzji. Tak czy nie, tak czy nie, tak czy nie... Cassie w normalnej sytuacji zapewne powiedziałaby: nie. Dlaczego? Bo to nie Cass przystawała na takie propozycje, to inni przystawali na jej propozycje. Ale z jakiegoś powodu rzuciła wcześniej tę niby nic nieznaczącą uwagę właśnie o propozycjach. Ciekawych propozycjach. Jakby czekała, aż Rose pociągnie to dalej.
Dlaczego? Bo była znudzona. Naprawdę. Jeżdżenie po Stanach, wciąż i wciąż, tylko zmieniając miejsca docelowe, zawsze samotnie, w końcu powodowało każdego do podejmowania różnych decyzji, rzucania dziwnymi propozycjami. Adrenalina, o której wspomniała ciemnowłosa kobieta, w końcu wychodziła na pierwszy plan.
- Nie mów, że masz ten pokój tutaj - zaśmiała się.
A potem coś tam pogadała i poszła, bo nie mam weny na edyta.

zt.
avatar
Soccer Mom
Admin

Liczba postów : 159
Join date : 23/12/2012

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klub "Mefisto"

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: CHICAGO :: CENTRUM

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach