Motel

 :: AVALON :: OBRZEŻA

Go down

Motel

Pisanie by River Fawn on Wto Mar 12, 2013 7:34 pm

****************************************

Nie wiedziała, ile czasu jechali. Usypiał ją zanim jeszcze odpalił silnik samochodu, może by mieć pewność, że w trakcie jazdy nie otworzy drzwi i nie wyskoczy. Nie pytała o powody, a zamiast tego bezsłownie godziła się na jego prośby. Chodź, Ivy, teraz pójdziemy spać. Mówił niczym do małego dziecka, pozwalał palcom przeczesywać raz po raz jasne kosmyki, a potem tworzyć niewidzialne ścieżki na nieznacznie rumianych policzkach, tak, jakby dotyk mógł ukoić szalejące nerwy i zmysły. Nie koił, jednak chciała, by tak myślał. Może choć on czuł się wtedy lepiej.
Świat rozmywał się przed jej oczyma, gdy tak tonęła w błękitnej otchłani, drżącą ręką starając się zamachnąć i ponownie wzbić do góry. Bez rezultatu. Zamrugała, w desperacji starając się wciągnąć do płuc nieistniejące powietrze, i nagle poczuła, jak zalewa ją woda, już nie od zewnątrz, a od środka. Wypełniała ją szczelnie, po same brzegi skóry naznaczonej dreszczami, a umysł nie wiedział już, czy nie zamienił się w gąbkę. Być może właśnie to zrobił. Czarne, oślizgłe łapska owinęły się wokół kostek, ściągając ją w dół z siłą tak niesamowitą, że zdążyła wydać z siebie tylko pojedynczy, stłumiony pisk, którego jedynym świadectwem było kilka bąbelków ginących w toni bezkresu. Nie miała czym oddychać. Nie mogła oddychać. Słońce przedzierające się przez taflę ginęło, rozmyte przez pojawiającą się dokoła czerń, a ona modliła się tylko o to, by ktoś zwrócił jej oddech. By nie był tak bezlitosny. Przecież i tym razem nic nie zrobiła. Niczym nie zawiniła. Mętne spojrzenie powędrowało w dół, ale to był błąd. Ukryty pomiędzy zielonymi ramionami wodnych roślin, z oczami błyszczącymi złotem w ciemności dna, był tam, głodny, wyszczerzał kły, rozkoszując się strachem najnowszej zdobyczy. I ciągnął ją do swojego królestwa, zanim utonie, by tam zedrzeć skórę z ciała, zabarwić wodę czerwienią krwi, wyrwać gałki oczne, połamać paluszki i wyjąć kostki. Właśnie tak, jak lubił.
Znów musiał ją uspokajać, gdy tak nagle szarpnęła kierownicę i otworzyła oczy o zdecydowanie zbyt niewielkich źrenicach. Desperacko łapała oddech, spojrzenie rozbiegło się we wszystkie strony, a klatka piersiowa unosiła się i opadała w poczuciu niejakiej przyjemności. Płuca, miała płuca. Działające. Dobrze. Odetchnęła więc z ulgą, pozwalając wciąż drżącym plecom opaść na miękkie oparcie fotela pasażerskiego. Odwróciła głowę, zbyt zawstydzona sobą, by na niego spojrzeć, i niemal smagnęło ją światło neonu stojącego przy drodze. Było późno, a on świecił i świecił, uświadamiając, gdzie się znalazłeś. Może nie tak wyobrażała sobie motel, ale obiecał, że będzie tam znośnie. Kiwnęła głową. Zgodziła się w niemej ciszy.
Sam załatwił formalności, wynajął pokój, rozmawiał z recepcjonistką. Była ładna, wysoka, kobieca, o wcale niefantazyjnej i niewyszukanej fryzurze, z identyfikatorem przypiętym do nieco zbyt obcisłej bluzki. Jakże łatwo było się domyślić, że szukała atencji, uwagi, uznania w oczach swojego rozmówcy. Stała za nimi, ściskając w dłoniach pasek znoszonej torby. Nie wiedziała, czy odpowiedział na sygnały. Niedługo później szli już korytarzem, którego ściany dziwnie zlewały się w niewyraźną całość na linii jej wzroku, i musiała postarać się, by utrzymać równowagę. Może nie zauważyła, że znów zmienili miejsce. Może tym razem płynęli na statku. M o ż e.
Gdy znaleźli się w środku dziwnego, niewielkiego pokoju połączonego z łazienką o równie dziwnym stanie, zatrzymała się w centralnej jego części, przez bardzo, bardzo długi moment wpatrując się w nieprzypadkowy punkt na podłodze. I robiła to w stanie najwyższego skupienia, jakby jej wzrok mógł rozłożyć ją na części, na kolejne warstwy, by dostać się do czegoś, co nie istniało pod jej powierzchnią. Dopiero, gdy się odezwał, drgnęła, powróciwszy do jego świata.
- ...Sprzątali tutaj? - zapytała niepewnie, pozwalając sobie na jeszcze jedno spojrzenie dookoła. Upuściła torbę pod nogi i potknęła się o nią, gdy nogi samoistnie ruszyły przed siebie, bez jej wyraźnego polecenia i woli. To się zdarzało. Ciało reagowało na bodźce w inny sposób, niż mogłaby tego oczekiwać, niekiedy egzystowało własnym życiem, niepodatne na ciche słowa rozumu. - Bo... czasem nie sprzątają. I wtedy jest... nie jest dobrze.
Była wciąż rozchwiana po wcześniejszym utonięciu. Nieprecyzyjnym krokiem przemierzała pomieszczenie, wodząc dłonią po nieco chropowatej ścianie i zastanawiając się, czy ktoś tu kiedyś umarł. Może umarł. Może nie. Może ona umarła. Ona zawsze umierała.
avatar
River Fawn

Liczba postów : 10
Join date : 10/03/2013

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 :: AVALON :: OBRZEŻA

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach