Pub Mały John

 :: VALLEY CITY :: CENTRUM

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Go down

Re: Pub Mały John

Pisanie by The Geek Monkey on Nie Sty 06, 2013 8:18 pm

    Iriss za dużo myślała. Za dużo analizowała. Za dużo sobie sama dopowiadała. I może w tym tkwił problem z ich dogadaniem? Bo to nie było tak, że on był na nią jakoś bardzo wściekły. Bo był na nią zły, to tak. Za każdym razem był na nią zły za to że pakowała się w takie sytuacje. Po tej z Ventalami miał ochotę ją sprać na kwaśne jabłko, przez tą jej nieodpowiedzialność. Po tej z wampirem miał ochotę walnąć jej gadką na temat polowania na wampiry, i pewnie gdyby nie bryzgająca krew z szyi dziewczyny, taką gadką by ją uraczył. Był wściekły bo… sam nie rozumiał czemu do końca był wściekły. Fakt, nie raz nie dwa przy tym bawieniu się w wybawiciela obrywał, może nie tak jak w tym domu, ale uroczy piruet w powietrzu po potknięciu się o głupi nagrobek był bolesny. Wtedy kostka naprawdę go bolała. I nie było to iluzją. Był wściekły bo sądził, ze nie uczy się na błędach i popełnia je jeden za drugim. Owszem, słyszał że potrafi o siebie zadbać, że jest dobrym łowcą, ale przy nim nigdy nie mogła tego udowodnić.
    Był zdenerwowany, ale nie znaczyło to że nie miał ochoty jej kiedyś tam jeszcze spotkać. Tym bardziej że to Sheppard była tą, która przywróciła na jego twarz uśmiech, który nie widniał tam przynajmniej od tygodnia. Podświadomie chciał jej towarzystwa. Przynajmniej tej nocy.
    Słysząc o tym że ma samochód kilka przecznic dalej, był przekonany że Iriss podziękuje, powie że się przejdzie i pożyczy mu dobrej drogi, czy czego tam się życzy podróżnym. Odwróci się, pokręci tyłkiem i zniknie za pierwszym lepszym zakrętem, a on już wtedy będzie wiózł swój tyłek w przeciwnym kierunku. Ale stało się inaczej, uśmiechnęła się do niego inaczej, nawet nie tak w stylu al’a go go, którym poczęstowała go na początku ich spotkania. W tym nowym uśmiechu Sheppard było coś niepokojącego i zarazem pociągającego. Nie chwila, czy Dean Winchester właśnie pomyślał że uśmiech siostry jego kumpli z dzieciństwa jest pociągający? Najwidoczniej.
    - Proponuje piwo, coś mocniejszego i w dużych ilościach. Należy nam się – posłał łowczyni rozbawione spojrzenie gdy nazwała go ogierem. Nazwała go ogierem. Nie idiotą albo czymś podobnie, tylko ogierem. Odwrócił się w stronę samochodu, ukrywać tym samym głupi uśmieszek który wskoczył mu na twarzy… ogierem. Nie zauważył tego jak sprawdza zapałki, zajęty otwieraniem drzwiczek samochodu. Może to i lepiej, bo roześmiałby się widząc jej niedowierzanie wypisane na twarzy. A potem wypominałby to przy każdej możliwej okazji.
    Usadowił się wygodnie na siedzeniu kierowcy, czekając aż panna Sheppard posadzi swój zgrabny tyłek obok.
    - Dziwne, że w ogóle coś pamiętasz. Nie wyglądałaś wtedy na taką która jest w stanie zarejestrować cokolwiek – zmarszczył czoło na wspomnienie dużej ilości krwi którą musiał ścierać z obicia foteli. Dobra, nie było tej krwi znowu aż tak dużo, ale późniejsze czyszczenie tapicerki było denerwujące. Nie dlatego że w ogóle musiał ścierać brunatne smugi z siedzeń, ale dlatego że każdy ruch szmatką, zabarwienie wody na czerwony kolor czy metaliczny zapach unoszący się w powietrzu przypominał, dlaczego musiał to robić. I to wspomnienie go denerwowało. Przynosiło ze sobą wiele emocji, począwszy od strachu, poprzez chęć mordu krwiopijcy, dokładając do tego zmartwienie o stan Iriss, ale i radość że jednak z nim rozmawia, że nie jest z nią aż tak bardzo źle. Było niemal tak jak w tych momentach gdzie martwił się o Sam’a. Ale było to ‘niemal’. Coś się tutaj różniło, coś co przyprawiało go o zmarszczkę na czole, zawziętą minę i mocniejsze szorowanie fotela. Nigdy nie doszedł do tego czym jest to ‘coś’. Albo nie chciał dochodzić do tego, wmawiając sobie, że to wina wieloletniej znajomości. Znał jej braci, ciotkę, sama Iriss mogłaby robić za jego siostrę. To pewnie było to coś. No, ale tym razem nie będzie musiał czyścić samochodu po tym jak pozbędzie się z jego wnętrza Iriss. Chyba że dziewczyna specjalnie nabrudzi żeby zrobić mu na złość. Tym razem wspomnienia będą inne, może nawet i milsze niż te z ostatniego razu, oczywiście wykluczając wydarzenia z wyimaginowanego domu. W końcu to byłą iluzja więc można byłoby uznać, że to nigdy się nie skończyło. A do póki Kojot nie zrobił swojego czary mary było nawet przyjemnie. I tak mogłoby pozostać. W zależności od tego jak się skończy ten wieczór, z tym że aktualnie nie zanosiło się na jakąś większą przyjaźń pomiędzy łowcami. A to wszystko wina beznadziejnej piosenki która rozbrzmiewała we wnętrzu samochodu.
    Winchester spojrzał na Sheppard wzrokiem który mógłby spokojnie zabijać. Albo przynajmniej zamrażać na jakiś czas. Każdy wie, ale to każdy że obowiązywała pewna, niepisana zasada: słucha się tego, co wybierze kierowca! Dlatego też z niezwykle poważną miną po majstrował przy radiu ustawiając swoją ulubioną stację, na której puszczano to co słuchał on. Czyli starocie. Nic nowego.
    - Mówiłaś że znasz lepszy lokal i mnie do niego zabierzesz – przypomniał odpalając silnik. Od razu jego usta wygięły się w uroczy uśmiech na dźwięk charakterystycznego brzmienia. I z tym uśmiechem spojrzał ostatni raz na Iriss zanim ruszyli przed siebie. Mimowolnie zielone ślipia zlustrowały Sheppard zatrzymując się na dłoniach pocierających uda. I tak chwilę na to patrzył, nim uświadomił sobie co robi. Jak nie tyłek to uda. Pokręcił głową, oblizując usta w typowy dla siebie sposób i wrócił spojrzeniem na drogę – Więc ja prowadzę a ty powiedz gdzie ma się zatrzymać – kierowca wybiera muzykę, pasażer miejsce gdzie się spiją. Sprawiedliwe, prawda?
avatar
The Geek Monkey

Liczba postów : 479
Join date : 23/06/2012

Zobacz profil autora http://supernatural.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Powrót do góry

- Similar topics

 :: VALLEY CITY :: CENTRUM

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach